OPINIE/KOMENTARZE/OCENY

Zamieszczone poniżej teksty nie są stanowiskami Związku Polskich Parlamentarzystów, a prezentują jedynie subiektywne opinie ich autorów.


remiza

Remiza jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej w Radlinie/Wodzisław Śląski/Ta jednostka działa w systemie KSRG .podobnie jak cały szereg innych ochotniczych formacji OSP z całego kraju

woz-strazacki

Średni wóz gaśniczy jednostki KSRG OSP Nieciecz .W tego typu bardzo nowoczesne i świetnie wyposażone ,wozy ratowniczo-gaśnicze wyposażona jest większość Ochotniczych Straży Pożarnych

Sama koncepcja utworzenia wspólnego dla sieci ratownictwa oraz szeroko rozumianej służby przeciwdziałającej i eliminującej ,klęski żywiołowe oraz inne nieszczęśliwe wypadki i sytuacje ,nie jest bynajmniej nowa. W różnego rodzaju grach symulacyjnych, jakie przeprowadzano już w latach osiemdziesiątych XX w. wyniki wyraznie wskazywały że powinien powstać jednolity komplementarny system ,posiadający przede wszystkim wspólną sieć łączności i alarmowania a także częściowo wspólne struktury reaktywne. Przykłady już działających w ten sposób systemów i trzeba tu jednoznacznie, zauważyć sprawnie działających ,funkcjonowały już w szeregu państwach Unii Europejskiej 1 Polska jako kandydat a pożniej i obecnie już jako pełnoprawny członek Unii po prostu musiała też skonstruować sprawnie działający system ratowniczo –gaśniczy

Trzeba w tym miejscu dodać że nazewnictwo nie obejmuje całości funkcjonowania całego systemu .Bowiem szczególnie podstawowa struktura KSRG czyli Państwowa Straż Pożarna/PSP/mimo że jest z tradycyjnej nazwy strażą pożarną ,praktycznie używana jest we wszelkiego rodzaju klękach żywiołowych, takich jak powodzie ,kolizje i wypadki komunikacyjne a nawet katastrofy chemiczne 2.Również oczywistym było i jest że w bardzo wielu sytuacjach ,czysta pragmatyka narzucała po prostu ,daleko idącą kooperacje między takimi służbami jak PSP ,Pogotowiem Ratunkowym a także Policją .Widok bojowych wozów strażackich ,karetek pogotowia ratunkowego oraz policji jest czyms normalnym i można powiedzieć ,prawidłowym przy wszelkiego rodzaju katastrofach ,wypadkach itd.

Wypracowywanie do końca koncepcji funkcjonowania nowej struktury a zarazem podmiotu prawa a także prace organizacyjne trwały od 1991 do 1995 roku. Wlaśnie formalnie od tej ostatniej daty ruszyła wspólna struktura czyli KSRG

W pierwszym okresie funkcjonowania KSRG strukturalnie połączony był z systemem Obrony Cywilnej/OC/ oraz PSP .Ten sposób realizacji założeń dawał gwarancje że nowa struktura będzie mobilna w tych rejonach kraju ,gdzie jeszcze jest słaba i wspierana będzie przez oba pozostałe systemy. Była to racja ,ale tylko w pewnym zakresie. System OC w naszych polskich warunkach zawsze pozostawał gdzieś pomiędzy silami zbrojnymi i administracją terytorialną i praktycznie nigdy nie był i nie jest ani sprawny ani mobilny .Natomiast sprawnie działająca PSP wsparta jest i była poprzez system Straży Ochotniczych o czym już wyżej pisano .PSP jako pewien kręgosłup kilku systemów ,posiada niezłe struktury w szeroko rozumianej Polsce Zachodniej i Północnej. Ale już znacznie słabsze w Polsce Wschodniej. W tych rejonach kraju jest i powinna być wsparta przez dość powszechny na tych generalnie rustykalnych terenach, system Straży Ochotniczych./OSP/

Jednostki OSP są dobrze wyposażone w sprzęt jak również dysponują niezła już infrastrukturą typu strażnice ,remizy ,składy sprzętu .Ale znacznie gorzej już wygląda poziom wyszkolenia strażaków ochotników. Po prostu w wielu jeszcze rejonach kraju przynależność do OSP to oczywiście pewnego rodzaju ,lokalna nobilitacja ale również i tu trzeba napisać niestety ,możliwość uczestniczenia w lokalnych imprezach i uroczystościach .I właśnie to a nie tylko chęć służenia pomocą w razie klęsk jest i było magnesem przyciągającym do przynależności do OSP. Ponadto zupełnym curiosum jest powiązanie systemu OSP z strukturami jednej z partii politycznych/PSL/W konsekwencji pózniej często widzimy jak w czasie kampanii wyborczych ,strażacy ochotnicy ,wykorzystując sprzęt i infrastrukturę oraz oczywiście fundusze ochotniczych straży pożarnych, organizują wiece wyborcze czy też plakatują teren afiszami określonej partii politycznej .

To poważny mankament niestety w dalszym ciągu funkcjonujący , systemu zarówno szeroko rozumianego pożarniczego jak też KSRG .Pewne pozytywne zmiany w systemie zaszły stosunkowo niedawno. Od praktycznie końca 2015 roku ponownie Komendant Główny PSP jest ponownie również szefem Obrony Cywilnej. Mimo że strukturalnie funkcjonują obok siebie Komenda Główna PSP oraz Komenda OC ,to personalne ponowne polaczenie pozwala na ewolucyjną unifikację oraz co bardzo istotne ,uniknięcie dublowania struktur organizacyjnych oraz także działań .Natomiast w chwili obecnej zarówno OC jak też PSP, posiadają swoje odrębne budżety. Na szczeblach administracji terenowej wojewodowie a niżej starostowie, prezydenci miast ,burmistrzowie i wójtowie pozostają , każdy na swoim terenie również szefami Obrony Cywilnej

Pozostaje odpowiedz na pytanie jak daleko system KSRG jest skompatylibizowany z policją .Oczywiście policja ma rożne odpowiedzialne zadania i jako cala struktura w systemie KSRG nie uczestniczy .Ale funkcjonuje we wspólnym systemie powiadamiania i alarmowania/tu słynny uniwersalny numer alarmowy 112 ,gdzie dyżurny operator analizuje treść zgłoszenia i zawiadamia odpowiednią i najbardziej kompetentna w konkretnej sprawie służbę./jak również udziela bardzo istotnego niejednokrotnie, wsparcia operacyjnego a czasem również logistycznego poszczególnym jednostkom straży czy pogotowia ratunkowego. Znane są bowiem i wcale nie tak rzadkie wypadki że są też osoby ,które wręcz utrudniają interwencję pogotowia ratunkowego lub straży.

W pewien sposób ale tylko marginalnie w systemie uczestniczą jako element wspomagający, również struktury poszczególnych straży miejskich i gminnych. Ale co należy podkreślić tylko w sposób pomocniczy i bardziej administracyjny niż operacyjny. Mankamentem bowiem straży miejskich jest chociażby sytuacja taka że np. w porze nocnej ,czyli wtedy kiedy interwencja jest często jak najbardziej potrzebna ,straże miejskie po prostu nie funkcjonują.

Jak pisano już wyżej system KSRG rozpoczął praktyczne funkcjonowanie od 1995 roku .Nie oznacza to że mimo czteroletniego okresu przygotowawczego ,od razu wszystko ruszyło pełną parą. Przede wszystkim trudno było dostosować wzajemne struktury bo przecież zarówno pogotowie ratunkowe jak też przysłowiowa straż pożarna pozostają wciąż w pełni autonomicznymi podmiotami prawa.3 Posiadają też własne budżety ,swoich pracowników itd. .Ponadto PSP była i jest służba mundurowa w której kategoria obowiązku ,służby czy godzin pracy jest traktowana zupełnie inaczej niż w strukturach cywilnych.

Strukturalnie aktualny stan Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego przedstawia się następująco na poszczególnych administracyjnych poziomach państwa .Jest on oczywiście w pełni kompatybilny z układem i systemem administracji państwowej i samorządowej.

STRUKTURY

  • Poziom powiatowy Struktura KSRG w poszczególnych powiatach zależy od rodzaju zagrożeń i sieci jednostek ratowniczych. Dysponowanie jednostek systemu do działań ratowniczych oraz alarmowanie podmiotów współdziałających odbywa się poprzez powiatowe stanowisko kierowania PSP współdziałające ze stanowiskami dyżurnymi administracji samorządowej wójtów, burmistrzów, prezydentów miast oraz starostów. W przypadku gdy siły i środki systemu ratowniczo-gaśniczego na obszarze powiatu okażą się niewystarczające (drastyczny wzrost skali zdarzenia, równoczesność zdarzeń, brak jednostek specjalistycznych) lub zdarzenie swym zasięgiem wykracza poza obszar powiatu, uruchamiany jest wyższy poziom systemu ratowniczo-gaśniczego
  • Poziom wojewódzki Poziom wojewódzki spełnia rolę wspomagającą i koordynacyjną w sytuacjach wymagających użycia sił i środków spoza powiatu, w którym ma miejsce zdarzenie. Podstawowe siły i środki KSRG na poziomie województwa to wojewódzki odwód operacyjny z grupami specjalistycznymi (wydzielone siły i środki z poziomów powiatowych) oraz krajowa baza sprzętu specjalistycznego. Dysponowanie jednostek systemu do działań ratowniczych oraz alarmowanie podmiotów współdziałających odbywa się poprzez wojewódzkie stanowisko koordynacji ratownictwa PSP współdziałające z centrami zarządzania kryzysowego wojewody. W przypadku gdy siły i środki KSRG na poziomie województwa okażą się niewystarczające lub zdarzenie przekracza obszar województwa, uruchamiany jest najwyższy poziom systemu ratowniczo-gaśniczego poziom centralny
  • Poziom centralny Poziom centralny spełnia rolę wspomagającą i koordynacyjną w sytuacjach wymagających użycia sił i środków spoza województwa w którym ma miejsce zdarzenie. Podstawowe siły i środki krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego na poziomie centralnym to centralny odwód operacyjny z grupami specjalistycznymi (wydzielone siły i środki z poziomów wojewódzkich), krajowe bazy sprzętu specjalistycznego oraz siły i środki szkół PSP. Dysponowanie jednostek systemu do działań ratowniczych oraz alarmowanie podmiotów współdziałających odbywa się poprzez Krajowe Centrum Koordynacji Ratownictwa i Ochrony Ludności (pełniące również funkcje międzyresortowego centrum zarządzania kryzysowego

W Krajowym Systemie Ratowniczo – Gaśniczym, funkcjonuje (stan na 31 grudnia 2014):

  • 16 komend wojewódzkich PSP;
  • 335 komend powiatowych/miejskich PSP;
  • 500 (w tym 5 szkolnych) jednostek ratowniczo-gaśniczych Państwowej Straży Pożarnej;4
  • 3.993 jednostek ochotniczych straży pożarnych;
  • 4 zakładowe straże pożarne;
  • 13 dużych szpitali, w tym 11 szpitali Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie, Krakowie Poznaniu Łodzi, Olsztynie, Katowicach, Białymstoku, Lublinie, Szczecinie, Wrocławiu i Bydgoszczy oraz szpitale specjalistyczne takie jak Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich oraz Szpital Praski.
  • 205 specjalistów i koordynatorów krajowych z różnych niejednokrotnie bardzo skomplikowanych dziedzin ratownictwa.

Jest to zestaw imponujący i można powiedzieć ze już w niczym polski system nie ustępuje równoległym systemom w innych krajach Unii Europejskiej .Pozostaje odpowiedz na zasadnicze w sposób oczywisty pytanie jak działa w praktyce system ,który już w ciągu kilkunastu lat funkcjonuje i czy wymaga on ,kolejnych dalszych reform

Odpowiedz oczywiście nie jest prosta a z samej prakseologii wynika że każdy działający system musi po prostu być stale doskonalony i reformowany5.Po pierwsze jednoznacznie trzeba odpowiedzieć pozytywnie w kategoriach coraz lepszego sprzętu jakim system KRRG dysponuje .Tu odpowiedz jest jednoznaczna Polska PSP a tym samym KSRG ,posiada i dysponuje nowoczesnym sprzętem na najwyższym światowym poziomie .W każdej dziedzinie ratownictwa oczywiście nie tylko w zakresie pożarnictwa sensu stricte. Wyszkolenie ludzi stoi też na coraz lepszym poziomie. Tu szczególnym atutem polskiej PSP są profesjonalne grupy ratowniczo-poszukiwawcze które w przypadku wielkich klęsk żywiołowych w różnych rejonach świata sprawdziły się już wielokrotnie. Szczególnie przydatne okazały się przy akcjach poszukiwawczych podczas wielkich trzęsień ziemi np. w Nepalu .Polscy strażacy dysponują również jako jedni z niewielu w świecie, pompami o wielkiej wydajności ,które okazują się bardzo skuteczne podczas akcji przeciwpowodziowych .Oczywiście nie zmienia to sytuacji że powodzie szczególnie te wielkie są jednymi z najbardziej znaczących i dotkliwych klęsk żywiołowych

Z systemem KSRG współpracują na zasadach pragmatyki służbowej m.in. Morska Służba Poszukiwania i Ratownictwa (SAR), Stacje Ratownictwa Górniczego, Policja, Państwowe Ratownictwo Medyczne, Straż Graniczna, Państwowa Inspekcja Ochrony Środowiska, Państwowa Agencja Atomistyki, Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej .Są to wszystko podmioty państwowe .Ale współpracują z KSRG także podmioty oraz organizacje pozarządowe ,funkcjonujące w oparciu o statuty stowarzyszeń takie jak: GOPR, WOPR, TOPR, POPR, Aeroklub Polski, ZHP, Polska Misja Medyczna, PCK oraz szereg innych.

ABSTRACT;

Eugeniusz Januła ;Płk/r/dr/wykładowca akademicki, publicysta, Przez kilka lat służył na zasadzie oddelegowania w jednej z Komend Wojewódzkich PSP. Poseł na Sejm II Kadencji

1 Protokół Dodatkowy .I do Konwencji Genewskiej z 12.08.1949./Dz.U.1992.Nr.41.poz.175/

2 Ustawa z dnia 24.08.1991.o ochronie ppoż./Dz. .U .z 2016.r.poz.191/

3 Rozporządzenie Ministra AiSW.z 18.02.2011.w sprawie szczególnych zasad organizacji KSRG./Dz.U.2011.Nr.46.poz.239

4 W poszczególnych komendach ,szczególnie większych ,funkcjonują 2-3 jednostki ratowniczo-gaśnicze.

5 .T Kotarbiński .Traktat o dobrej robocie./w/T.Kotarbinski.Dziela.PWN.Warszawa.1976.T.3.s.24-29

Eugeniusz Januła

BREXIT….nie po angielsku

Brexit czyli do niedawna tylko hasło stał się faktem dokonanym. Implikacje i problemy jakie są z Brexitem związane będą różnorodne i długotrwale .Czego zresztą należało się spodziewać .Ale funkcjonujący jeszcze do niedawna premier Zjednoczonego Królestwa był w gruncie rzeczy bardzo pewny swego, czyli odrzucenia przez większość elektoratu koncepcji exitu z UE .Pewny niemal do końca ,bo utwierdzały go w tym nie tylko sondaże a raczej wyniki tychże, ile też olbrzymia jak na warunki brytyjskie ,liczba rejestrujących się wyborców1 .Tu należy się wyjaśnienie .Brytyjska ordynacja wyborcza przewiduje ,przed każdymi wyborami ,obligatoryjność zarejestrowania się wyborcy .Ma to ułatwić identyfikację prawa wyborczego ,zgłaszającego się do rejestracji i tak to rzeczywiście z pożytkiem działa .Sądzono po prostu że grupa zwolenników wyjścia Wlk.. Brytanii z Unii ,jest hermetyczna ,ale równocześnie ograniczona ilościowo .Więc naturalny wniosek jaki się narzucał był taki że duża liczba wyborców w naturalny sposób przeważy szale na rzecz pozostania wysp w Unii .Tak się jednak nie stało .

Oprócz innych czynników a było ich co najmniej kilkanaście ,jak się dzisiaj wydaje zaważył ten zupełnie niedoceniany. Mianowicie bardzo wąskie horyzonty polityczne ,części biorących udział w referendum. Oni czyli ci o wąskich horyzontach za bardzo nie wiedzieli o co tu po prostu chodzi .Pojęcie Unia Europejska jest dla części Brytyjczyków czymś bardzo mglistym. Tu może być pewne zjawisko typu per analogia do znacznej części elektoratu ,zamieszkującego południowo-wschodnią Polskę. W rezultacie oni głosowali w swoim oczywiście mniemaniu za wielką i silną, czytaj niegdyś w historii …Wielka Brytanią.2 Bo tak im to przedstawiali lokalni liderzy.

Żeby to co napisano było weryfikowalne. Camerona do przeprowadzenia referendum zmusiły ,jak się to ładnie pisze ,tylne rzędy parlamentarzystów jego macierzystej partii konserwatywnej. To właśnie ci lokalni liderzy .Oni dobrze wiedza jakimi kategoriami myślą wyborcy w tych zaściankowych wiejsko-małomiasteczkowych okręgach .I co naturalne tak jak dla deputowanego do Izby Gmin jak tez np. do polskiego Sejmu ,kandydat z konkretnego okręgu doskonale musi wiedzieć jakimi kryteriami kierują się jego wyborcy. Tego właśnie Cameron ,typowy już przedstawiciel establishmentu ,od pewnego czasu nie doceniał. Mógłby co prawda spytać jednego ze swoich poprzedników na urzędzie pierwszego ministra Albionu ,czyli Tony Blaira, który jak mało kto umiał się też wsłuchiwać w głosy szeroko rozumianej prowincji. I mówił to co ludzie chcieli usłyszeć a robił oczywiście to co dyktowała mu czysta pragmatyka oraz interes państwa. Cameron tak elastyczny jak Blair oczywiście nie jest i zapewne przyjdzie mu zapłacić za nieudane referendum ,po prostu polityczna śmiercią.

Chociaż .Zjednoczone –teraz już nie bardzo ,Królestwo nie posiada przecież konstytucji a podmiotem decyzyjnym jest parlament. Ściślej ,Izba Gmin, w której teraz zdarzyć się może bardzo dużo łącznie z tym że typowany na przyszłego premiera Boris Johnson ,sam się wyraznie przestraszył wyniku ,którego się nie spodziewał a dalsze postępowanie liderów zarówno Partii Konserwatywnej jak też równie zreformowanej personalnie Partii Pracy jest nieprzewidywalne. Już odzywają się wielce ważące głosy w brytyjskim establishmencie że wobec praktycznie remisowego ze wskazaniem …wyniku referendum, należałoby go za ok. dwa lata powtórzyć…3

Przechodząc do ewidentnych strat i makro problemów ,które aktualny wynik referendum zarówno zamyka jak też otwiera, należy rozpocząć od kwestii ,które na razie okryte są mgłą tajemnicy. Pod znakiem zapytania nagle stanęła przyszłość brytyjskiej monarchii a na pewno dynastii Windsorów .Z poufnych informacji wynika że realistycznie myślące kręgi konserwatystów , namawiały sędziwą monarchinię żeby w sposób delikatny ale jednak wyrazny zasugerowała swoim poddanym co dla nich samych jest lepsze .Oczywiście miało to mieć charakter zbliżony do tego co w sposób bardzo taktowny uczynił arcybiskup ,zwierzchnik kościoła anglikańskiego. Jak donoszą kręgi zbliżone do dworu, królowa nawet miała taki zamiar ,ale zdecydowanie byli temu przeciwni zarówno książę Filip jak też książę Karol. Ten ostatni prawdopodobnie poprzez bierność w zasadniczej dla kraju sprawie ,wyeliminował sie ostatecznie z możliwości objęcia kiedykolwiek tronu. Od dłuższego już czasu lansuje się tezę żeby koronę którą teraz z trudem na swych skroniach dzierży Elżbieta II ,przekazano po jej śmierci lub też abdykacji ,młodszemu pokoleniu 4.Czyli księciu Wiliamowi. a nie sześćdziesięciu ośmio już letniemu, bardzo niepopularnemu Karolowi.

Ale to nie jedyny problem domu Windsorów. Tuż po referendum nasiliły się i to bardzo głosy twierdzące że Windsorowie to w gruncie rzeczy niemiecka rodzina Battenberg ,która jeszcze u swoich nieodległych przodków ma takie rodzinne koneksje jak dynastia koburska i heska .Prawda jest taka że Battenbergowie rzeczywiście bardzo sprytnie zmienili nazwisko na brytyjsko brzmiące Mounttbaten i wydawało się ze wszystko będzie w porządku. Ale w okresach kryzysu i takie pozornie Malo znaczące fakty zaczynają mieć swój ciężar gatunkowy.

W bulwarowej prasie zaczynają się już pojawiać na razie tylko sugestie typu że Elżbieta I ale z dynastii Tudorów wybudowała potęgę Wielkiej Brytanii a Elżbieta II, jednoznacznie doprowadzi do końca United Kingdom. 5Pojawiły się już także, mało poważne enuncjacje ze strony niektórych szkockich monarchistów że Szkocja mogłaby pozostać w Zjednoczonym Królestwie, ale musieliby na tron powrócić szkoccy Stuartowie .Tych ostatnich z rożnych bocznych linii oczywiście kilkunastu jest ,ale żaden przedstawiciel tej rodziny nie ma dzisiaj pożądanego autorytetu ani powagi. Rozważania z rzędu spekulacji rojalistycznych wydają się marginalne ale pokazują po prostu rozbieżności w poglądach .Prawdopodobnie jeżeli Szkocja wyjdzie ze struktur Zjednoczonego Królestwa to raczej przyjmie ustrój republikański.

Kolejnym problemem wcale nie najmniejszego rzędu jest skała gibraltarska. Ten ważny w dalszym ciągu geostrategiczny punkt położony de facto na terytorium Hiszpanii też nie utrzyma dotychczasowego status quo. Mieszkańcy Gibraltaru ,których część z urzędu posiada obywatelstwo brytyjskie nie zamierzają a przynajmniej poważna ich cześć być inkorporowani do pirenejskiego królestwa. Ale więzy z samą Anglia też nie są zbyt silne .Przeważają tam raczej poglądy że Gibraltar może stać się swego rodzaju europejskim Singapurem ,który nomen omen też kiedyś był brytyjski. Problem w tym że terytorium Gibraltaru jest wyjątkowo małe .Tak niewielkie że gdy używane jest miejscowe lotnisko to musi być zamknięta dojazdowa droga która jest częścią pasa startowego .Ale tu jest pewna perspektywa. Gibraltar oczywiście niepodległy ,mógłby wraz z leżąca naprzeciw hiszpańską Ceutą oraz dużym już miastem Algesiras ,leżącym nieopodal ,utworzyć ekonomiczna federację i centrum finansowe zwrócone na Europe i Północna Afrykę. Takim rozwiązaniem sa zainteresowane również Francja, Włochy i państwa Maghrebu.6 Ale nie można mieć też wątpliwości ze w wypadku jakiegoś kryzysu, Hiszpania sięgnie po Gibraltar wszelkimi środkami nie wyłączając konfliktu.

Podobnie problem wygląda z Falklandami-Malwinami .Tu również Argentyna nie zapomniała dotkliwej porażki w wojnie o ten archipelag ale nie zrezygnowała też i nie zrezygnuje z roszczeń. Czeka na przysłowiową okazję a do katalogu roszczeń ,dołącza Płd Georgie i Sandwich…

Na kuli ziemskiej znajduje się jeszcze kilkanaście ,najczęściej małych ale ważnych wysepek i całych archipelagów ,które wcale nie chcą być w dalszym ciągu de facto ,brytyjskimi koloniami. Jak potoczą się losy tych skrawków globu. Zapewne część ogłosi niepodległość w nieodległym czasie a co do innych to jest możliwość przyłączenia się do państw sąsiednich. Ale np. nieliczni mieszkańcy Orkadów. Szetlandów czy Hybrydów dość głośno potrząsają szabelkami niepodległości mimo że trudno sobie wyobrazić z czego żyłyby te wyspiarskie mini państewka.7 Większe szanse miałyby te na Pacyfiku .Z tym jednak że właśnie na tym wielkim akwenie jest najbardziej widoczne i już katastrofalne , zjawisko podnoszenia się poziomu oceanu. Po prostu atole pacyficzne ,również te które należą jeszcze do Brytanii wystają z oceanu niekiedy tylko na kilkanaście centymetrów…

Prawie pewnym jest że referendum o wyjście ze Zjednoczonego Królestwa zorganizuje Szkocja. Wprawdzie było już takie dwa lata temu, wiec teoretycznie trzeba jeszcze czekać trzy lata, ale wydarzenia polityczne często wygrywają z gorsetem prawnym. Tego typu referendum w sposób oczywisty wygrają szkoccy zwolennicy exitu i to przewagą około 65 do 35 %. Niepodległa Szkocja oczywiście natychmiast wejdzie do strefy euro ,zorganizuje własną armie ,finanse itd. Słowem państwowość. Jak pisano już wyżej będzie to z przeważającym prawdopodobieństwem republika .I oczywistym jest że Szkocja jako podmiot niezbyt duży będzie dążyła do szybkiej integracji europejskiej. Bo tylko w strukturze na początku konfederacyjnej a perspektywicznie, jednolitym państwie europejskim ,będzie widzieć swoje szanse..Poparcie dla tego typu koncepcji już wyraził Alain Juppe najbardziej prawdopodobny przyszły prezydent Francji 8.Po cichu Szkotom udziela tez dużego poparcia przewodniczący Komisji Europejskiej Jean –Clode Juncker. Ten ostatni stal się w ostatnich dniach bardzo anty brytyjski. Bo Juppe powołuje się na stare kontakty Francji z niepodległą Szkocją z okresu Marii Stuart. Rzeczywiście była ona przez jakiś czas żona króla Francji Franciszka. Ale historia służy głownie po to żeby się na nią można powoływać .Przy okazji ekipa frankofońska będzie starała się też wyeliminować język angielski z UE .Bo jest to wielka szansa dla lingua franca. Jako drugi zapewne zaproponuje się niemiecki lub hiszpański. Natomiast współczesność i perspektywa to wielka szansa dla Europy w zglobalizowanym świecie .Ale tylko dla Europy zjednoczonej. Czy będzie to Europa obecnych 27 państw czy też znacznie mniejsza, nawiązująca do znowu historycznej Europy karolińskiej. Tu wielkie pytanie nie tylko dla establishmentu angielskiego ale także dla Polski. Temu drugiemu podmiotowi mimo że pozostaje w Europie… .jeszcze .będzie znacznie trudniej bo niestety posiada aktualnie ksenofobiczna ekipę rządzącą.

Wracając do Szkocji. Zapewne już niedługo obecna premier lokalnego szkockiego rządu będzie zapraszana na różnego rodzaju posiedzenia KE, oczywiście na razie w charakterze obserwatora. Szkocja posiada zdrowa i ekspansywną gospodarkę .To bardzo duży atut do uzyskania niepodległości obok determinacji i poparcia społecznego. Pozostaje otwarte pytanie czy Szkocja nie spróbuje wrócić do swego dawnego języka gaelickiego ,który należy do grupy języków celtyckich. 9W północnej Szkocji tym językiem posługuje się wielu ludzi a od pewnego czasu jest też nauczany w szkołach

Północna Irlandia też niewątpliwie skorzysta z okazji i wyjdzie definitywnie z United Kingdom. Pytanie jest natomiast takie czy spróbuje być samodzielnym państwem co jest jednak mało prawdopodobne czy też zdecyduje się na połączenie z Republiką Irlandii. Ten wariant też będzie zapewne realizowany w czasie dwóch trzech lat.

Uderzającym jest też wynik referendum w tzw. nadbrzeżnych rejonach Walii. Tam tez wygrali i to zdecydowanie przeciwnicy Brexitu. Zauważyć trzeba że właśnie w rejonach nadbrzeżnych mieszkają rdzenni Walijczycy a nie ludność napływowa. To kolejny dylemat Brexitu… Otwiera się bowiem nowy wielki problem

Są i kolejne .Centra finansowe Europy Kontynentalnej ,otwierają się szeroko na podmioty takie jak banki ,korporacje ,firmy asekuracyjne .Bo one z londyńskiego city odejdą na pewno. Może nawet słynny londyński Lloyd Pozostaje pytanie dokąd. Większość do Frankfurtu aczkolwiek i Paryż prowadzi już ożywioną działalność żeby ściągnąć je do siebie.

Dotychczasowa Wielka Brytania ,definitywnie straci też pozycje bliskiego sojusznika Stanów Zjednoczonych .Sojusznikiem USA nr jeden w wymiarze globalnym jest już od lat sześćdziesiątych XX wieku, jednoznacznie Australia ,ale dawne sentymenty zawsze wywierały jeszcze wpływ. Taki że Zjednoczone Królestwo zajmowało u boku sojusznika znad Potomacku .znacznie wyższą pozycję niż wynikało to z rzeczywistej siły.10 Teraz Stany Zjednoczone które występowały zdecydowanie i oficjalnie przeciwko Brexitowi ,będą musiały podzielić swą uwagę i sympatie między Irlandczyków ,Szkotów i Anglików. Czyli że mała pod każdym względem, perspektywiczna Anglia ,będzie tylko takim, czyli trzeciorzędnym wg słów prof. Zb Brzezińskiego ,sojusznikiem USA jak Polska.

Dżin z butelki został już wypuszczony .Najprawdopodobniej Mała Brytania będzie teraz dryfowała ku swemu dość nieciekawemu przeznaczeniu .To może być bardzo bardzo nieprzyjemne. Bo tymczasem grupa państw głównie z rejonu Czarnej Afryki ,dawnych brytyjskich kolonii ,zamierza zażądać a w konsekwencji wysądzić od byłej metropolii spore zadośćuczynienia za kolonialną eksploatację ,zniszczenia itd. 11

Jest co prawda dla jeszcze Wielkiej Brytanii maleńka iskierka nadziei. Realisci rozpoczęli zbieranie podpisów o zorganizowanie ponownego referendum .w sprawie Brexitu. W ciągu tylko dwóch dni uzbierali już prawie trzy miliony podpisów W miesiąc po Brexicie, podpisów jest już prawie osiem milionów

1 Guardian..London18.06.2016

2 Daily Telegraph.London.24.06.2016

3 Times.London.24.06.2016

4 Guardian. London24.06.2016

5 Szerzej nt Elżbiety I… A.L. Rowse. Anglia w epoce elżbietańskiej.PIW.Warszawa.1976.T.I i II

6 El Pais. Madryt..24.06.2016

7 Sunday Post. Edinburg –Glasgow.25-26.06.2016

8 Le Figaro.Paris.25.06.2016

9 Sunday Post……..25-26.06.2016

10 E. Januła Strategia oceanów/w/Geopolityka.04.2016

11 The Call.21.03.2016

Eugeniusz Januła

BITWA O GÓRNY ŚLĄSK W 1939 R HISTORIA PRAWDZIWA

Kampania wrześniowa 1939 roku doczekała się już wielu ujęć i opracowań. Z obu zainteresowanych stron oczywiście. Smutne jest to, że niektórzy historycy i politolodzy, szczególnie strony polskiej nie umieją się wznieść ponad nacjonalizm i próbują rożnych sposobów żeby kampanie lub jej poszczególne epizody na swój sposób upiększyć. W tym celu nawet próbuje się podsunąć czytelnikom oczywistą nieprawdę w rodzaju tej o rzekomej bohaterskiej obronie wieży spadochronowej Katowicach. Szczególnie smutne jest to, że włożono w tę legendę konkretne osoby i nazwiska. Tłumaczenie, że zrobiono to w epoce PRL kiedy gwałtownie szukano – na wzór zresztą radziecki – bohaterów a jak nie było rzeczywistych to tworzono fikcyjnych jest tylko częściowym i bardzo prymitywnym wytłumaczeniem.

Aktualnie szuka się znów fikcyjnych argumentów na gloryfikację marszałka Rydza Śmigłego czyniąc z niego prawie bohatera, który chciał a nie mógł… A przecież nie jest i nie było żadną tajemnicą, że Śmigły był po prostu słabym lub miernym dowódcą. To oczywiście nie jest wytłumaczeniem klęski którą ponieśliśmy we wrześniu 1939 roku. Wszelkie przesłanki obiektywne przemawiały przecież na korzyść Niemiec. Aspekt ekonomiczny, demograficzny, również czysto militarny. Niemcy były po prostu znacznie silniejsze a zawarcie przez nich sojuszu z pokój miłującym ZSRR po prostu zwielokrotniało jeszcze ich siły. Tu mamy kolejny dowód, że Polska nie potrafiła się odpowiednio zabezpieczyć, że nasze sojusze z Francją i Zjednoczonym Królestwem, były bardziej fikcją niż realizmem itd.1 Dowodem jest tu chociażby fakt, że kierownictwo polskiego państwa dowiedziało się o tym, że Wlk. Brytania udziela Polsce gwarancji z…..radia BBC. Później nastąpiły oczywiście rozmowy i wreszcie zawarcie formalnego sojuszu. Zjednoczone Królestwo które zawsze odznaczało się w polityce międzynarodowej wielką skutecznością i niemniejszym cynizmem, po prostu udzieliło Polsce gwarancji suwerenności po to żeby Polska na pewno powiedziała Niemcom twarde ,,nie’’ na ich żądania w sprawie korytarza i Gdańska. Tak się też stało a Brytyjczycy mieli pewność ze niemiecka agresja zostanie skierowana na pewno na kierunek wschodni.

Przygotowania wojenne Polski też nie rozpoczęły się dopiero słynną mobilizacją kartkową w marcu 1939 roku. Był to oczywiście jeden z etapów bo zdawano sobie sprawę, że wojny uniknąć się już nie da. Nawiązując do dyskusji jaka toczy się też na łamach Śląsk – Schlesien. należy raczej ubolewać, że była to mobilizacja o zbyt nikłych rozmiarach. Bo w ramach tej właśnie mobilizacji powołano tylko rzuty osłonowe, które miały dopiero osłonic prawdziwą i powszechną mobilizację. Niemcy natomiast przeprowadzili swoją mobilizację, znacznie sprytniej. Po prostu kolejno przeprowadzono cztery etapy mobilizacji kartkowej a na przeprowadzenie „żniw” zmobilizowano po prostu Organizacje Todta, starsze roczniki Hitlerjugend i dodatkowych rezerwistów. Szczególnie organizacja Todta odgrywała bardzo istotną rolę w logistyce wojskowej Niemiec2. Niemcy wykorzystali nawet te słynne cztery dni miedzy 26 sierpnia a pierwszym września kiedy to Hitler na wieść o formalnym już sojuszu angielsko-polskim, wstrzymał decyzje o ataku. Co prawda na krotko, ale te cztery dni wystarczyły na mobilizację trzecich rzutów oraz Grupy Armii West czyli dowodzonej przez generała Hamersteina – Equorda armii, która miała osłonić zachodnią granicę Niemiec. Te słabe zresztą wojska miały zatrzymać na około tydzień ewentualną francuską ofensywę na linii Zygfryda3. Jak się później okazało, faktycznie tej ofensywy polskich sojuszników nigdy nie było. Propagandowo tylko przeprowadzono jej mikrą namiastkę siłami siedmiu dywizji, które utknęły przed niemieckimi, wcale nie tak silnymi zresztą umocnieniami.

Ale najważniejsze były przygotowania materiałowe, organizacyjne itd. Strona polska i tu znów trzeba napisać, niestety postępowała w sposób lekkomyślny, nonszalancki, tak jakby krajowi nic nie groziło. A oto egzemplifikacja. Polska na dzień 1 września 1939 roku dysponowała m.in. oczywiście 116 samolotami bombowymi „Łoś”. Te samoloty były nowocześniejsze, dysponowały lepszymi parametrami niż niemieckie odpowiedniki typu „Henkel” 111, czy też „Dornier 217”. Było polskich bombowców znacznie mniej niż niemieckich, ale odpowiednio użyte np. w nalotach na Berlin lub Wrocław mogły spowodować znaczne zniszczenia. Ale w linii tych doskonałych na owe czasy samolotów było tylko 36. Bo reszta była albo w eskadrach szkolnych albo też były to maszyny dyspozycyjne dla przewozu dygnitarzy. Polski myśliwiec P-24 nie był lepszy, ale też nie gorszy od współczesnych sobie mutacji, powszechnego wtedy Me-109. Ustępował Messerschmittowi nieco prędkością, ale był za to znacznie bardziej zwrotny.4 Tyle, że w kampanii 1939 roku po stronie polskiej nie wystąpiła żadna maszyna tego typu. Za to sprzedano ok. 150 sztuk do Jugosławii, Grecji i innych państw. Kupowano bo był dobry i względnie tani. Samolot szturmowy typu „Karaś’ już w 1939 roku nowoczesny nie był. Polska natomiast miała w przysłowiowym zanadrzu jego następcę. Był to doskonały jak na ówczesne czasy samolot szturmowy „Sum’’. Tyle, że od 1936 roku wyprodukowano aż dwie sztuki tej maszyny. Bo toczyły się dyskusje czy nie zaprojektować jeszcze nowocześniejszych konstrukcji.

Polska obok słynnych ,,tankietek’’ czyli bardzo lekkich czołgów klas TK i TKS produkowała też od 1936 roku niezły czołg PT-7. Była to licencyjna mutacja brytyjskiego czołgu Vickers. Te 7 oznaczało ze jest to polski czołg 7-tonowy, czyli też jak na początek II wojny wcale nie taki mały. Był to pojazd równorzędny do niemieckich Panzer 1 i Panzer 2, czyli tych czołgów, z którymi Niemcy głownie wybrali się na wojnę z Polską. Bo oczywiście Niemcy posiadali już też cięższe Panzer 3 i 4, ale było ich w tym czasie bardzo niewiele. Produkcję PT-7 przerwano w 1938 roku na osobisty rozkaz Rydza Śmigłego, po wyprodukowaniu ok. 180 sztuk. Podobno Rydz planował produkcję znacznie cięższego bo 16 tonowego czołgu. To jest jednak mocno wątpliwe bo może były koncepcje, ale planów takiego czołgu nie było. Podobnie sytuacja wyglądała w innych kategoriach systemów uzbrojenia. Polska posiadała doskonale armaty przeciwpancerne 37 mm produkowane na licencji Boforsa. Te działa przebijały każdy ówczesny pancerz. Polacy mieli też swoją tajną broń. Był to karabin przeciwpancerny popularnie zwany ,,szczeniakiem’’5. Wyprodukowano ponad tysiąc pięćset tej, jak się okazało, doskonalej broni, ale była ona otoczona tak wielką tajemnicą, że do linii wprowadzono tylko ok. 300. Pozostałe przejechały w skrzyniach, granicę rumuńską i węgierską. Pikanterii dodaje fakt, że te skrzynie znajdowały się pod strażą i dowódcy oddziałów najczęściej nie wiedzieli co zawierają. Kolejny aspekt to organizacja i taktyka polskiej armii na tle oczywiście przeciwnika. Polscy generałowie, i tu znów trzeba dodać, niestety, nie raczyli się zapoznać ani z pracami takich teoretyków wojskowości jak Liddel Hart, Fuler czy też bardziej praktyka niż teoretyka gen. Heinza Guderiana. Jego podstawowa praca ‘Achtung Panzer’ zawierała teorie słynnego później Bilzkriegu.6 Tu polskich generałów nieco tłumaczy sytuacja, że również generałowie francuscy poza może wtedy tylko podpułkownikiem Ch. de Gaullem, jak również angielscy też nie wyciągnęli żadnych wniosków z nowatorskich doktryn jak również istnienia systemów uzbrojenia. Polska posiadała ok. 700 czołgów, ale najwyższa jednostka w jakiej działały te pojazdy to… batalion. Niemcy uderzali około 2700 czołgami, ale nawet te polskie 700 odpowiednio użyte mogły dać znacznie lepsze rezultaty niż używanie czołgów, tylko do rozpoznania plutonami. Polska dywizja piechoty była pod względem ilości żołnierzy praktycznie równorzędna niemieckiej. Również nie było jakiejś wielkiej przewagi w broni strzeleckiej. Broni maszynowej Niemcy mieli na szczeblu dywizji ok. 1.8 razy więcej, ale nie ona stanowiła o przewadze. Niemiecka dywizja piechoty posiadała ok. trzykrotną przewagę w artylerii ognia pośredniego. Szczególnie w wojnie ruchowej była to najbardziej istotna przewaga. Ponadto dywizja niemiecka mogła dostać wsparcie ogniem artylerii korpuśnej. Tej struktury w polskiej armii po prostu nie było. Niemiecka dywizja pancerna nie miała swojego odpowiednika po stronie polskiej. Za tego typu związki równoważne, ale już tylko w stosunku do niemieckiej dywizji lekkiej można w bardzo oględny sposób uznać polskie brygady tj. 10-tą brygadę kawalerii pancernej płk, S Maczka oraz Warszawską Brygadę Pancerno-Motorową płk S Grota–Roweckiego. Ale były to tylko dwa związki taktyczne, które można uznać za nowoczesne, w tym Warszawska Brygada, która znajdowała się w stadium organizacji, nie osiągnęła nigdy pełnej zdolności bojowej i jej udział w walkach był po prostu wymuszony.

Polska posiadała natomiast aż 16 brygad kawalerii. Tu można powiedzieć, nie kryjąc ironii, posiadaliśmy absolutną przewagę nad strona niemiecką. Bo przeciwnik użył tylko jednej z posiadanych jeszcze dwóch brygad tego typu. Brygada kawalerii miała być jednostką ruchową. Jej zdolności do pełnego przemieszczania się wyliczano na 80 km na dobę, wobec 30 km, wyliczonego dla dywizji piechoty. Był to oczywiście jakiś atut. Ale pomijając już koszty utrzymania, brygady kawalerii były to związki bardzo słabe. Siła ognia brygady kawaleryjskiej mogła być porównywalna z pułkiem piechoty. W warunkach walk w obronie trzeba było odjąć 20% stanu osobowego bo co piąty żołnierz trzymał konie pozostałych czterech. W czasie przemieszczania się brygada kawalerii była wyjątkowo mało odporna na ogień artylerii, czołgów itd. Nie mówiąc już o ew. ataku z powietrza. Mała siła ognia, ,,delikatność’ i trudności zaopatrzeniowe, były to mankamenty których nie mogła zrównoważyć szybkość przemieszczania się kawalerzystów.

Musi zachodzić oczywista kwestia, że mimo licznych doświadczeń, nie tylko z manewrów woskowych Śmigły, który w warunkach polskich był faktycznie militarnym i politycznym dyktatorem z uporem utrzymywał te drogie i coraz bardziej przestarzale związki taktyczne. Nawet Francja, w którą Polska była militarnie zapatrzona nie hołdowała w doktrynie ani praktyce, jednostkom kawalerii. Posiadała natomiast więcej czołgów niż Niemcy, nie umiała ich natomiast używać… Śmigły natomiast żył jeszcze wspomnieniami z wojny polsko-bolszewickiej. Tam kawaleria po obu stronach rzeczywiście odnosiła sukcesy. Już pomijając że większe, kawaleria tamtej strony, że przypomnę tylko o marszu Armii Konnej Budionnego, czy też sukcesy Kawaleryjskiego Korpusu Gai Gaja. Tyle, że tamta wojna była toczona małymi silami z obu stron na wielkich przestrzeniach7. O mechanizacji w zasadzie dopiero myślano. Ale była to wojna ruchowa i tu Śmigły mógł się sporo nauczyć. Przecież odnosił wtedy spore sukcesy.

Przygotowując się do wojny Śmigły zlecił jednemu ze zdecydowanie najlepszych dowódców i sztabowców Wojska Polskiego, gen dyw. Tadeuszowi Kutrzebie, opracowanie planu wojny z Niemcami. W założeniu wojna ze strony polskiej miała to być obrona terytorium kraju. Ale to zlecenie było mocno spóźnione. Kutrzeba miał na opracowanie praktycznie około 7 miesięcy czasu. A zespół, którym dysponował był zdecydowanie za mały mimo, że pracowali w nim profesjonaliści dużej klasy jak pułkownicy Klimecki i Rakowski, ppłk Marecki i kilku innych. W efekcie plan obrony powstał tylko w zarysie a szczegółowo zdążono tylko opracować plan osłony. Ale przygotowania do wojny trwały po jednej i drugiej stronie już od ok. polowy 1937 roku. Obie strony zdawały sobie sprawę ze znaczenia Górnego Śląska jako ośrodka przemysłowego, ludnościowego itd.. Od końca 1936 roku w tym regionie, po stronie polskiej oczywiście, zaczęto budować betonowe schrony bojowe oraz inne umocnienia. Tyle tylko, że z uwagi na stale trudną, ekonomicznie sytuacje państwa polskiego, budowano w wolnym tempie. Dopiero praktycznie od 1938 roku budowa schronów bojowych zaczęła przebiegać znacznie szybciej. Co prawda i tu wystąpiły mankamenty i to spore. Solidne polskie schrony bojowe miały być przystosowane do zamontowania wież pancernych i artylerii. Tu wystąpiły jednak kłopoty technologiczne. Przemysł w bardzo wolnym tempie produkował wieże pancerne z przeznaczeniem dla schronów. Jeszcze większe kłopoty sprawiał dobór artylerii dla tych wież. .Planowano min zainstalowanie armat długolufowych o kalibrze 76 mm produkcji Boforsa. Ale te armaty mogły być dostarczone dopiero wiosną 1940 roku. Zainstalowano zatem z zapasu w kilku wypadkach armaty starszego modelu kalibru 75 mmm tyle, że o krótszej lufie czyli mniejszej sile przebicia. Nie chodzi nawet o konieczność przeróbek, ale armat do dyspozycji było mało. Dlatego w przeważającej większości schronów, zainstalowano zamiast armat czy haubic po prostu tylko karabiny maszynowe. To już obniżało znacząco wartość bojową umocnień. Wiadomo, że karabin maszynowy nie był w stanie zatrzymać broni pancernej. Tak się jednak złożyło, że schrony bojowe przynajmniej na śląskiej części frontu nie musiały odpierać ataków czołgów

Śląskie umocnienia budowano głównie na otwartych terenach, poza przestrzeniami zurbanizowanymi. W zamyśle miały one powstrzymywać ataki w różnego rodzaju cieśninach, przesmykach i przelotach w taki sposób żeby przeciwnik nie mógł obejść miast i oskrzydlić lub nawet przeskrzydlić pozostających tam wojsk, strony broniącej się. Należy dodać, że generalnie schrony były dobrze wkomponowane w teren, budowano je w węzłowych punktach. itd. Czyli wszystko dobrze, ale linie schronów były w poszczególnych rejonach niewystarczające, wyznaczone rejony umocnione znacznie bardziej imponująco wyglądały na mapach sztabowych niż w rzeczywistości. Kilka tygodni przed wybuchem wojny w niektórych rejonach pobudowano również jako uzupełnienia umocnienia polowe-ziemne.

Główne rejony umocnień biegły od Tarnowskich Gór kilka kilometrów na północ. Linie schronów wybudowano również w Chorzowie, Rudzie Śląskiej, Piekarach, Dąbrówce Wielkiej i jeszcze w kilku innych miejscach. Mimo dużego zaawansowania linie fortyfikacji były dalekie od ukończenia. Jak wyliczali specjaliści, potrzebne były jeszcze co najmniej dwa lata żeby solidnie ufortyfikować rejon Górnego Śląska. Ponadto fortyfikacje, każde zresztą, mają to do siebie, że bardzo szybko się starzeją. Stąd też muszą być nieustannie rozbudowywane.

Problemem, który dosłownie spędzał sen z powiek polskim dowódcom i sztabowcom był natomiast otwarty dość nagle aspekt obrony granicy południowej. Z chwilą upadku państwa czechosłowackiego, do którego to niechlubnego dzieła Polska też przyłożyła rękę, dość nagle powstał problem. Bo krótka granica z Protektoratem Czech i Moraw oraz znacznie dłuższa z wasalną wobec Hitlera Słowacją nagle stała się wielkim problemem. Stąd też groziła agresja. Czas na rozsądne przeciwdziałanie zagrożeniu z tej strony był przeraźliwie krótki. Podjęto co prawda rozsądne, ale okazało się wkrótce, zbyt małe kroki do zaryglowania granicy od tej strony. Główną linię obrony od południa umieszczono w rejonie Węgierskiej Gorki, na południe od Żywca. Tu schodziły się typowe górskie drogi – cieśniny z kilku przełęczy beskidzkich. Planowano budowę szesnastu wielkich schronów bojowych z wieżami artyleryjskimi, .połączonych rowami łącznikowymi wyposażonymi w podziemną przewodową sieć łączności, itd. Jednak mimo, że budowano szybko jak na polskie możliwości do wybuchu wojny zdołano wybudować tylko pięć z planowanych szesnastu i oczywiście bez kopuł bojowych z artylerią8. Sieć łączności biegła na ziemi, bo była tylko położona prowizorycznie. Ponadto w rejonie Zwardonia wybudowano pojedyncze betonowe małe bunkry a w pobliżu przełęczy Korbielowskiej oraz Glinek wykopano polowe umocnienia ziemne. Planowano także wybudowanie dla tej linii obronnej pozycję ryglową już na północ od Żywca, ale też skończyło się na wybudowaniu w rejonie Łodygowic- Pietrzykowic tylko kilku małych betonowych bunkrów. Planowano też budowę umocnień w otwartym rejonie miedzy Czechowicami–Dziedzicami a Pszczyną, ale też skończyło się to ze względów finansowych na budowie solidnych co prawda, ale też nie wyposażonych w wieże artyleryjskie kilku średnich schronów w rejonie Czechowic-Dziedzic

Reasumując .Polskie fortyfikacje mimo, że dobrze zaplanowane były jeszcze w chwili wybuchu wojny dalekie od ukończenia. Obok wielkich luk terenowych podstawowym mankamentem był prawie zupełny brak artylerii zainstalowanej w schronach bojowych.

Polski plan obronny opierał się w koncepcji strategicznej na założeniu że Polska musi się bronić bardzo intensywnie do chwili aż ofensywa anglo-francuska z Zachodu, albo złamie opór Niemiec, albo też naruszy ten opór tak dalece, że te ostatnie będą musiały prosić minimum o zawieszenie broni. Stąd też założeniem politycznym ze strony polskiej było, żeby do chwili zachodniej ofensywy stracić jak najmniej w aspekcie terytorialnym. Bo jak zakładano po wojnie, nastąpią negocjacje, które niekoniecznie muszą zakończyć się zasadą status quo ante bellum. Zdawano sobie sprawę, że Niemcy, nawet przegrywając na Zachodzie mogą zażądać zmian granicznych na swoją korzyść w rejonie Pomorza oraz właśnie Śląsk. Czy to geopolityczne założenie nacechowane zresztą wielkim optymizmem i nadmiernym zaufaniem do sojuszników spowodowało, że Śmigły ustawił obronę terytorium państwa w możliwie najgorszy, czyli kordonowy sposób to już dziś trudno stwierdzić. To, że system kordonowy jest nietrwały, zawodny i bardzo łatwy do przerwania w wybranych przez przeciwnika, zwłaszcza silniejszego, powinna podpowiedzieć Śmigłemu znajomość historii wojen. Tyle, że polski marszałek był zaledwie samoukiem a nie profesjonalistą wojskowym. W czasie wolnym zamiast dokształcać się po prostu zajmował się malowaniem pejzaży. Tu można złośliwie dodać, powinien znaleźć wspólny język z Hitlerem… Owszem odbywały się dyskusje. Niektórzy generałowie z gen. T Kutrzebą na czele zwracali uwagę, że tego typu strategia obrony jest samobójcza bo po przerwaniu obrony w którymkolwiek miejscu wyścig o dotarcie do kolejnej rubieży obronnej muszą po prostu wygrać Niemcy bo poruszają się szybciej – czołgami, transporterami i samochodami, podczas gdy większość armii polskiej po prostu na nogach. Ale Śmigły był niewzruszony i korekt do planu nie wprowadził.

Całość polskiego planu obrony opierała się właśnie na swego rodzaju uporczywej obronie obszaru warownego Śląsk. Tu na G. Śląsku polskie wojsko miało się uporczywie bronić po to żeby inne armie mogły stopniowo wycofać się, nawet za Wisłę jeżeliby zaszła taka potrzeba. Trzeba zatem zadać pytanie czy armia ,,Kraków”, bo to ona broniła Śląska, dowodzona przez znakomitego dowódcę gen F. Szylinga miała szanse wykonać plan Śmigłego. Była to zdecydowanie najsilniejsza armia polska, pierwszego rzutu obronnego. Składała się z pięciu dywizji piechoty, brygady kawalerii, brygady górskiej i jednej z dwóch w ówczesnym wojsku polskim brygady kawalerii pancernej. Ta ostatnia była zresztą od pierwszej chwili traktowana jako armijny odwód.9 Trzeba uzupełnić podane wyżej informacje. Jedna z dywizji piechoty obsadzała właśnie umocnienia i fortyfikacje górnośląskie. Była to typowa dywizja forteczna wyposażona dość jednostronnie do walki w obronie fortyfikacji. Pozostałe dywizje natomiast były to typowe polskie dywizje piechoty. Śląska Cieszyńskiego broniła 2-dywizyjna grupa operacyjna „Bielsko” pod dowództwem również znakomitego dowódcy generała M. Boruty–Spiechowicza. Jego oddziały miały zamknąć drogę na wschód w rejonie Bielsko-Czechowice- Dziedzice-Pszczyna10. Dalej na południe już w Beskidach poszczególne przełęcze obsadzała brygada górska. Tu musi być postawione pytanie. Czemu nie obsadzono wojskiem Zaolzia i rejonu Cieszyna oddając ten teren z góry w ręce napastnika.

Plan ataku niemieckiego nie był skomplikowany. Niemcy zamierzali po prostu przebić na kilku odcinkach dywizjami pancernymi dość szerokie odcinki polskiej obrony i bardzo szybko iść do przodu nie zajmując się pozostawionymi w tyle wojskami obrońcy. To zadanie dalszej eliminacji siły żywej i sprzętu przeciwnika pozostawiano korpusom piechoty. Jeżeli chodzi o rejon Śląska strona niemiecka znała dość dobrze a nawet szczegółowo rozmieszczenie i możliwości bojowe polskich schronów bojowych .Budowy umocnień nie sposób było ukryć a wśród licznej w tym regionie mniejszości niemieckiej wielu ludzi współpracowało, niektórzy nawet otwarcie, ze stroną niemiecką. W kategoriach natomiast samej walki Wehrmacht nie miał najmniejszego zamiaru atakować frontalnie polskich umocnień. Plan był zupełnie inny. Górny Śląsk znajdował się na osi natarcia podstawowego niemieckiego frontu czyli Grupy Armii Południe. To te wojska dowodzone przez znakomitego dowódcę, wtedy jeszcze generała pułkownika Gerda von Rundstedta, działało w dwóch ugrupowaniach. Na Górny Śląsk nacierała 10. armia dowodzona przez bardzo energicznego i zdolnego generała Walthera von Reichenau11. To na osi natarcia tej najsilniejszej armii niemieckiej znajdował się obszar od Pszczyny na południu aż po rejon na północ od Częstochowy. Armia Reichenaua miała w drugiej fazie wojny skręcić na północ w kierunku ogólnym na Warszawę. Na południowym skrzydle GA Południe działała 14. armia gen Wilhelma von Lista. To zgrupowanie działając z terenu wasalnej Słowacji oraz w małym stopniu Protektoratu Czech i Moraw. Ta armia odgrywała rolę typowo oskrzydlającą mimo, że jeżeli chodzi o rodzaje wojsk to z oczywistych względów dominowały w niej dywizje piechoty.12 Po prostu przez przełęcze karpackie w tym też leżące w Beskidach na bezpośrednim zapleczu armii Kraków miała w szybkim tempie uderzyć zarówno na głębokie, jak i bliskie tyły tej armii. Jeden z korpusów Lista atakował również od czoła z zachodu w kierunku Bielska–Białej

Dzień pierwszego września był dla wielu mieszkańców Polski dużym zaskoczeniem. Społeczeństwo, a przynajmniej jego znaczna część wierzyło, że mimo wszystko wojny nie będzie. Stąd wycie silników samolotowych a później wybuchy bomb, były pewnego rodzaju szokiem. Ale na Śląsku psychoza wojny trwała już od lata. Bojówki niemieckich Freikorpsów kilkakrotnie usiłowały już ok. połowy sierpnia dokonywać lokalnych aktów dywersji w obiektach gospodarczych. Z drugiej strony Niemcom zależało na przejęciu śląskich instalacji przemysłowych w stanie niezniszczonym więc te same bojówki podjęły już w nocy z 31 sierpnia na 1 września akcje, które miały na celu opanowanie i utrzymanie do czasu podejścia własnych wojsk niektórych obiektów przemysłowych

Kilka godzin wcześniej rozegrała się słynna prowokacja gliwicka. Hitler chciał mieć pretekst do wojny. Jako taki miał zostać wykorzystany rzekomy napad powstańców śląskich na lokalną radiostację w Gliwicach. Ta radiostacja w niewielkim tylko zakresie nadawała swój własny program. Generalnie pracowała w układzie kompatybilnym z rozgłośnią we Wrocławiu. O godzinie 20-tej z minutami 31 sierpnia, kiedy właśnie radio Wrocław retransmitowało program z Gliwic słuchacze usłyszeli nagle strzały a chwilę później głos w języku polskim oznajmiający, że powstańcy śląscy właśnie przejęli radiostację i ruszają na Wrocław w celu uwolnienia prastarych polskich ziem. Mimo, że Goebels wysilał się bardzo żeby o rzekomym incydencie gliwickim dowiedział się cały świat zarówno pomysł, jak i wykonanie odniosło bardzo nikłe skutki. Zarówno medialne, jak i polityczne. Dopiero po wojnie na jednym z procesów norymberskich ujawniono prawdę o incydencie. Akcja Himmler, bo tak nazwano tę prowokację, była przygotowana przez SD. Sturbanfuchrer Helmuth Naujocks z pięcioma ludźmi z SS, oczywiście wszyscy w ubraniach cywilnych, opanowali przed godz. 20-tą budynek radiostacji, w którym było tylko czterech ludzi a potem nadali przywoływany wcześniej komunikat.

Z kolei dywersantom z Freikorpsu w noc poprzedzającą wybuch wojny udało się opanować na kilka godzin kopalnie Karol, Jurand oraz kopalnie i hutę cynku Orzeł Biały. Jednak pododdziały dywizji fortecznej przy pomocy powstańców śląskich odbiły te wszystkie kopalnie. Podobnie nie udał się bojówkom atak na Brzeziny Śląskie, które leżały tuż nad ówczesną granicą oraz na peryferyjne wtedy dzielnice Chorzowa – Maciejowice oraz Michałkowice. Wydawało się, że dywersantom uda się opanować kopalnię Max. Bojówka S.S. pod dowództwem Pisarskiego wdarła się w nocy na teren kopalni i do południa 1 września udało się S.S-manom kopalnie utrzymać. Tu jednak podobnie jak w poprzednich sytuacjach przybycie regularnego oddziału WP rozstrzygnęło sprawę. Praktycznie do wieczora 1 września zlikwidowano wszystkie próby opanowania obiektów czy miejscowości przez paramilitarne bojówki strony niemieckiej. Trzeba dodać, że już w tej wstępnej fazie walk strony ponosiły spore straty w ludziach. Bojówkarze niemieccy nie mieli żadnych praw kombatanckich więc siłą rzeczy byli na ogół eliminowani. Oni sami też raczej jeńców nie brali.

Nieprzyjaciel kontynuował w dniu dzisiejszym natarcie skupiając swój główny wysiłek na północ od Częstochowy oraz na kierunku Pszczyny i Jordanowa.” Tak brzmiał lakoniczny komunikat informacyjny nr 2 Sztabu Naczelnego Wodza.13 Prawda była jednak znacznie dla strony polskiej gorsza. Meldunek z rozpoznania lotniczego, który dotarł ok. południa 1 września do Sztabu Naczelnego Wodza brzmiał: Wielka pancerna jednostka nieprzyjacielska przerwała się w rejonie na północ od Częstochowy.14 Ale to była tylko część bardzo niedobrej dla polskiej strony prawdy. Bo oczywiście Niemcy nie mieli najmniejszego zamiaru atakować frontalnie polskich nie najsilniejszych, ale jednak solidnych umocnień na Śląsku, jak również uwikłać się w walki w rejonach zurbanizowanych. Tego typu teren bowiem jest dogodny do długotrwałej obrony nawet przy znaczącej przewadze przeciwnika.

Na pozycje polskie pod Częstochową spadło najsilniejsze z uderzeń 10-tej armii niemieckiej. Pancerny korpus gen. Hoepnera uderzał na północ od miasta. Na samą Częstochowę nacierały dwie dywizje piechoty, czwartego korpusu a na południe od miasta dalsze dwie dywizje lekkie zmotoryzowane, które kierowały się przez Tarnowskie Góry i Koszęcin również na kierunek warszawski. Widać wyraźnie, że punkt ciężkości głównego niemieckiego natarcia koncentrował się w pierwszym etapie na rejonie Częstochowy bo tu wiodła najkrótsza trasa na stolice Polski. Tu trzeba dodać, że polski wywiad bardzo prawidłowo rozpoznał koncentracje niemieckich jednostek. Tyle, że Śmigły nie potrafił z tego wyciągnąć prawidłowych wniosków.

Charakterystycznym jest, że w walce każda strona atakująca stara się znaleźć miejsca styków armii i frontów strony broniącej. Jak wykazuje historia wojen zwykle są one słabo zabezpieczone mimo, że na każdej Akademii Wojennej wpaja się słuchaczom konieczność zabezpieczania styków. Niestety w kampanii wrześniowej styki poszczególnych polskich armii były bardzo słabo zabezpieczone. W rejonie Częstochowy broniła się najbardziej na północ wysunięta, wielka jednostka, dalej WJ armii „Kraków siódma dywizja piechoty. Miała ona bronić bardzo rozległego obszaru. Jej front obrony rozciągał się aż na circa 40 km. Normy taktyczne tymczasem przewidywały na obronę 40 km, przeliczeniowo 2,5 dywizji… Dowodził tą dywizją będący w głębokiej niełasce u Śmigłego gen. Bryg. Janusz Gąsiorowski, długoletni szef Sztabu Generalnego w epoce bezpośrednich rządów Jozefa Piłsudskiego. Postać tego generała jest oceniana bardzo kontrowersyjnie i w sposób zróżnicowany. Na pewno można go winić za braki w mechanizacji, zbyt powolne reformy, itd. Ale trzeba też pamiętać, że w epoce Józefa Piłsudskiego odbierano po prostu plecenia od Marszalka. Nikt nie miał ani śmiałości ani też intelektualnych predyspozycji nie tylko do ew. przeciwstawienia się Marszalkowi, ale też do zaproponowania swoich koncepcji. W każdym razie gen J. Gąsiorowski był jednym z najbliższych współpracowników Piłsudskiego. Po objęciu funkcji szefa GISZ przez Śmigłego został natomiast odsunięty i przesunięty na funkcje trzeciorzędne.15 Nie można zapominać również o tym, że w 1939 roku gen. Gąsiorowski był już poważnie chory i w tym stanie zdrowia nie powinien absolutnie przebywać w służbie.

Styk 7 dywizji piechoty z sąsiednią Wołyńską Brygadą Kawalerii armii „Łódź’’osłaniał szwadron kawalerii tej pierwszej WJ. Ale nie mógł skromny szwadron powstrzymać głównych sił całej czwartej niemieckiej dywizji pancernej. Niemcy przełamali obronę i poszli szybko naprzód. Również pod Wożnikami niemiecka druga dywizja lekka przełamała obronę Krakowskiej Brygady Kawalerii, która musiała w efekcie wycofać się w okolice Zawiercia. W ten sposób 7 DP została okrążona i praktycznie 3 września, przestała istnieć jako zwarta jednostka. Większość żołnierzy wraz z gen. Gąsiorowskim dostała się do niewoli. Zatem w ciągu dosłownie 1,5 dnia na północnym skrzydle armii ,,Kraków” wytworzyła się ogromna luka. której nie można już było niczym zapełnić.

Na południu geopolityczne ukształtowanie granicy było wyjątkowo korzystne dla napastnika. Natomiast górski teren zdecydowanie sprzyjał obronie. 8 korpus niemieckiej 14 armii atakował z rejonu Gliwic trzema dywizjami w kierunku Mikołowa i Pszczyny. Z kolei 17 korpus z rejonu Ostrawy i Frydka–Mistka atakował rejon Bielska-Białej oraz jedną dywizją z Czadcy na Żywiec. Dodać trzeba, że wyprowadzono też od razu uderzenie na głębokie tyły armii ,,Kraków’’. Tu wykonawcą tego zadania był 18 korpus, który atakował trzema dywizjami w tym jedną pancerną w kierunku na Chabówkę i Nowy Targ. Po trzech dniach wojny do ataku na Polskę ruszyła także całością sił 3 DP armia słowacka księdza Tiso.16

Gen. Jagmin Sadowski, dowódca grupy operacyjnej Śląsk już w godzinach przedpołudniowych 1 września był dobrze zorientowany, że w jego pasie obrony uderzenie kieruje się na Mikołów omijając od południa pas śląskich fortyfikacji. Oczywiście dowódca niemieckiego korpusu, gen. Busch zamierzał już pierwszego dnia wojny przełamać polskie linie obrony. Obrona była jednak mocna. Zarówno w rejonie Łazisk–Mikołowa, jak i Kobiór-Pszczyny opór był skuteczny17. Obok wojska po stronie polskiej wystąpiły też, szczególnie w rejonie Gostynia, oddziały powstańców śląskich.18 Natomiast na styku grup operacyjnych Śląsk i Bielsko zaczął kształtować się kryzys. Niemiecka piąta dywizja pancerna przełamała wysunięte pozycje obrony pod Rybnikiem i Żorami i skierowała się w rejon Wisły Wielkiej i Brzezi. Tu obrona polskiej 6 DP była słaba. Drugiego września o świcie w rejonie Goczałkowic na południe od Pszczyny niemiecka 5 DPanc. przełamała główną linię obrony, polskiej 6 DP. Trzeba dodać, że w odróżnieniu od innych polskich WJ, ta dywizja była dowodzona źle a nawet nieudolnie. Dowódca tej dywizji gen. Mond, który na rautach , że jego dywizja pobije trzy germańskie nie miał pojęcia o zasadach obrony przeciwpancernej. Kierował swoją piechotę na otwarte przestrzenie, gdzie dosłownie była wgniatana gąsienicami czołgów. Zakazał też wydobywania ze skrzyń posiadanych przez dywizje ok. 70 ,,szczeniaków’’ czyli doskonałych karabinów, właściwie rusznic przeciwpancernych.

Nastąpiło więc, mówiąc językiem wojskowym, przełamanie z przeskrzydleniem, już w drugim dniu wojny na newralgicznych stykach armii Kraków. Katastrofy nastąpiły również w innych miejscach jak Bory Tucholskie, przedpola Łodzi itd. Generał Szyling nie mógł więc absolutnie trwać resztką wojsk w obronie, która co prawda twardo się trzymała na słabiej atakowanych odcinkach. Wieczorem 2 września musiał dać rozkaz odwrotu ze Śląska. Uzyskał na to zresztą akceptacje naczelnego wodza. Tu trzeba dodać, że o ile pod Częstochową praktycznie napastnik zwinął całą 7 DP to reszta wielkich jednostek, nawet pobita pod Pszczyną, ale nie rozbita zupełnie 6DP, zdołały się w tej fazie wojny wycofać .na wschód. A klęska na Śląsku mogła być znacznie poważniejsza, gdyby niemiecka 10-ta armia skręciła bardziej na południe lub też niemiecka 7 monachijska dywizja piechoty była lepiej i sprawniej dowodzona. Odnośnie tej ostatniej to po spędzeniu polskich ubezpieczeń w rejonie Zwardonia ruszyła dwoma pułkami na Żywiec a jednym przez Istebną na Wisłę. W Węgierskiej Górce niemiecka dywizja już 2 września w południe podeszła pod niedokończoną jeszcze linię polskich schronów bojowych. Rozpoczęły się walki. Wbrew wszelkiej logice polski niepełny batalion kpt. Semika, broniący tych słabych jeszcze umocnień, trzymał niemiecką dywizje górską przez półtora dnia w miejscu. Tu należy podkreślić bohaterstwo obrońców, ale również kiepskie dowodzenie po stronie niemieckiej. Niewykończone umocnienia polskie można było po prostu obejść bez praktycznie własnych strat. Tymczasem niemieccy strzelcy górscy atakowali frontalnie i niezdecydowanie, mimo że należeli do wyborowej dywizji. Prawda była taka, że na kilka dni przed wybuchem wojny dowództwo tej właśnie dywizji objął gen. Ott na co dzień inspektor piechoty niemieckiej, odpowiedzialny za szkolenie, regulaminy, itd.19 Okazał się bardzo miernym dowódcą i w późniejszych fazach wojny już nie dowodził.

Ponieważ niemiecka 7 DP została zatrzymana i nie mogła, zaskakującym atakiem na Żywiec i Bielsko przeszkodzić w ewakuacji można powiedzieć, że zarówno GA Śląsk jak i GA Bielsko w tej fazie walki zdołały oderwać się od nieprzyjaciela i rozpocząć marsz odwrotowy. Natomiast krwawe walki mimo, że o charakterze lokalnym rozgrywały się zarówno w rejonie Bielska jak i w Okręgu Przemysłowym.

Bielsko wraz z Białą stanowiły w okresie międzywojennym duży ośrodek zamieszkiwany, przez znaczącą mniejszość niemiecką. Trzeba też zauważyć, że część bielskich Niemców sympatyzowała z ruchem hitlerowskim. W tym mieście silna była partia młodo niemiecka JDP, tam też mieszkał i działał jej prezes nota bene, senator RP R. Wizner. Bojówki tej partii prowadziły praktycznie regularne szkolenie paramilitarne i oczywiście wystąpiły zbrojnie. Już od godzin wieczornych 1 września część bielskich Niemców zaczęła atakować polskie wojsko i administracje. Kiedy w dodatku Niemcy zorientowali się, że polskie wojsko rozpoczyna przygotowania ewakuacyjne, dywersja nasiliła się. Budynek, w którym mieściło się dowództwo 21 DPG był systematycznie ostrzeliwany z pobliskiej fabryki włókienniczej „Jankowski’’. Jednak reakcja była natychmiastowa. Rano 2 września kilka kompani WP skutecznie oczyściło teren z dywersantów, których większość uciekła w kierunku Kamienicy i Wapiennicy. Szereg dywersantów zginęło też w walce gdyż mimo dobrego uzbrojenia okazywało się, że poziom wyszkolenia jest na ogół slaby20. Po stronie polskiej w rejonie Bielska wystąpili też starsi harcerze, którzy pełnili rolę łączników i kurierów. Po wycofaniu się 21 DPG z Bielska w kilka godzin później do miasta wkroczył Wehrmacht.

Dywersanci uaktywniali się także w innych miejscowościach. W Pszczynie zaatakowali opuszczający miasto 2 batalion 20 pułku piechoty. Wystąpili również w Rybniku i Żorach. Inaczej potoczyły się natomiast wypadki w centrum Okręgu Przemysłowego. Tam silne były miejscowe zbiorowości powstańców śląskich. Po wycofaniu się z terenu umocnień i garnizonów oddziałów polskich, szczególnie chodzi tu o dywizję forteczną płk Kalabińskiego, powstała na okres ok. 1.5 dnia pewna pustka operacyjna. Strona niemiecka dysponowała w tym rejonie tylko słabymi oddziałami straży granicznej i pododdziałami trzecio rzutowej 239 dywizji piechoty. Wcześniej odgrywały te wojska rolę oddziałów styczności. Po wycofaniu wojsk polskich te nieliczne oddziały niemieckie zaczęły począwszy od wieczora 2 września ostrożnie wchodzić do obszaru zurbanizowanego. Miejscowi Niemcy jednak nie czekali na wejście swoich wojsk. Upojeni zwycięstwem wywieszali hitlerowskie flagi i świętowali zwycięstwo. W Chorzowie od 3 września rano wisiała na ratuszu hitlerowska flaga. Ale od strony Katowic przyjechało kilka samochodów ciężarowych z uzbrojonymi powstańcami i ochotnikami. Szybko zdobyto rynek i centrum miasta a na ratuszu wywieszono ponownie polską flagę. 4 września do miasta wkroczyło wojsko niemieckie, które po całodziennych zaciętych, aczkolwiek toczonych małymi silami walkach opanowało miasto.

Długotrwałe walki toczyły się w Katowicach. Od wieczora 2 września węzłowe punkty miasta zaczęli obsadzać powstańcy. Zajęli stanowiska ogniowe w takich obiektach centrum miasta jak Dyrekcja Policji, Dyrekcja Kolei, Komunalna Kasa Oszczędności, teatr. Również w południowej dzielnicy miasta obsadzili drapacz chmur, część Parku Kościuszki i górującą nad miastem Górkę Mikołowską. Komendę obrony miasta zorganizował były powstaniec śląski Jan Fasek i on też jest uważany za faktycznego dowódcę obrony Katowic.21 Praktycznie Niemcy znów działając nielicznymi oddziałami od 3 września zdobywali kolejno poszczególne obiekty. 4 września część obrońców centrum wycofała się przez Szopienice w kierunku Sosnowca, natomiast większość cofała się na południe w kierunku wspomnianej Górki Mikołowskiej. Podejścia do tej pozycji bronili starsi harcerze zajmujący pozycje w drapaczu chmur. 4 września pozycje obrońców ograniczały się już tylko do Górki Mikołowskiej i prawdopodobnie słabszej pozycji w Parku Kościuszki. Drapacz chmur został bowiem w 4 września zdobyty.

Górka Mikołowska była to świetna pozycja taktyczna. Jest to miejsce gdzie dzisiaj znajdują się obiekty katowickiej AWF. Oczywiście w miejscu gdzie przebiega dziś trasa A-4 były zagajniki, które umożliwiały kontakt z Parkiem Kościuszki. Górka była też o ok. 20 m wyższa niż dzisiaj co pozwoliło na panowanie nad okolicą. Bardzo trudno ocenić dzisiaj ilu zebrało się obrońców tej pozycji.22 Mogła to być duża liczba, nawet 60-80 osób.

Wiele danych wskazuje, że powstańcy i towarzyszący im harcerze mieli zamiar przejść przez Park Kościuszki i następnie przez Brynów i Piotrowice do rejonu Bierunia, gdzie spodziewano się zastać jeszcze polskie jednostki. Zatem należy postawić tezę, że obrona Górki Mikołowskiej była to typowa obrona wymuszona. Z tej pozycji można było oczywiście blokować poprzez ostrzał drogę z Katowic na Mikołów i dalej na południe, ale w tym okresie czasu było to już zbędne. Z przeważającym prawdopodobieństwem ta grupa została po prostu zablokowana i broniła się przez kilkanaście godzin wykorzystując walory taktyczne pozycji. W nocy z 4 na 5 września nastąpiła próba przebicia się na południe o czym świadczyła ostra wymiana strzałów w południowej części Parku Kościuszki. Również stamtąd przywieziono do Katowic kilkunastu zabitych. Zapewne pewnej części udało się przebić przez niezbyt szczelną jeszcze blokadę, niektórzy prawdopodobnie wrócili do Katowic. Oczywiście wszyscy uciekający musieli się obawiać represji, które przecież aczkolwiek nie w stosunku do wszystkich nastąpiły.

Tu trzeba zatrzymać się nad piękną, ale niezgodną z prawdą legendą o rzekomej obronie wieży spadochronowej w Katowicach Ten obiekt był po prostu nie do obrony i bronić go mogła tylko grupa samobójców. Pomijając fakt, że na wieże należałoby wnieść ok. 80 worków z piaskiem co zapewne metalowa konstrukcja by wytrzymała, to trzeba przecież zauważyć, że to nie wieża wyższa o 15 metrów niż obecnie, ale właśnie Górka Mikołowska i wieże szybowe, pobliskiej kopalni Wujek, były najwyższymi punktami terenowymi. Z tych dwóch punktów snajperzy wystrzelaliby obrońców wieży w niecałe pół godziny. Ponadto broniąc wieży trzeba było też obsadzić i to równowartością kompani jej okolice. W przeciwnym wypadku saperzy napastnika w ciemnościach zapewne przytwierdziliby ładunki do dwóch z czterech słupów konstrukcji wieży. W rezultacie wieża przewróciłaby się wraz z obrońcami. Ponadto napisana legenda głosi, że bezpośrednie trafienia artylerii niemieckiej zakończyły obronę wieży zabijając jej obrońców23.Hmm…. Jeżeliby pociski trafiły w wieże to konstrukcja musiałaby być w rezultacie poskręcana wybuchami. Tymczasem wieża mimo że niższa, jest nieuszkodzona. Jest to ta sama wieża, tyle że kilkakrotnie już pomalowana. .Należy sądzić że rzeczywista obronę Górki Mikołowskiej przesunięto w hagiografii ok. 150 metrów na południe,bczyli tam gdzie była i jest wieża.

Faktem jest natomiast, że grupki powstańców z Gostynia ,Łazisk czy Mikołowa uciekły do lasów pszczyńskich. Mimo kilkukrotnych obław niektórzy przetrwali korzystając z pomocy rodzin i znajomych aż do wiosny 1940 roku. Były to jednak jednostki. Trudno nawet twierdzić że był to początek walk partyzanckich. Takie się zaczęły na małą co prawda skalę, ale w górach

Walki o Górny Śląsk w kampanii wrześniowej 1939 roku stanowią najbardziej istotną jej część. Tu właśnie cała koncepcja obrony legła dosłownie w gruzach. Dalsze działania wojenne razem z bitwą nad Bzurą było to już jakby uzupełnienie, ważne oczywiście, ale tylko tyle.

Autor ;płk/r/dr .nauczyciel akademicki .publicysta. Poseł na Sejm RP.II kadencji

1 J. Ciałowicz .Polsko-francuski sojusz wojskowy 1921-1939.MON Warszawa.1970.s.67

2 W.Kozaczuk.Wehrmacht.1933-1939.MON.Warszawa.1971.s.340-349

3 T. Jurga. Ukresu drugiej Rzeczypospolitej.KiW.1979.s 22-29

4 Ibidem.s.30-33

5 Ibidem.s.32-33

6 H. Guderian. Achtung Panzer.Berlin.1937.

7 E. Januła. Cud czy chłodna kalkulacja/w/Trybuna.nr,141/2001

8 W .Steblik .Zarys działań wojennych armii Kraków w kampanii wrześniowej 1939 roku .Polski Instytut Historyczny im W.Sikorskiego.Londyn.1939.s.23

9 Ibidem.s.46-52

10 T. Jurga…s.34 i nast.

11 Szerzej o kwalifikacjach polskich i niemieckich generałów zob. .E. Januła. Twórcy sukcesów i klęski/w/ www.Silesia-Schlesien.com.

12 T. Jurga….s.40 i nast.

13 Wojna Obronna Polski. Wybór Dokumentów .MON Warszawa.1972.dok.nr157.s.144

14 Polskie Siły Zbrojne.Londyn.1948.t.II.cz.2.s.265

15 E. Januła. Twórcy….

16 Szerzej o agresji słowackiej ;E .Januła .Agresorów było trzech/w/ Przegląd nr.14/2011

17 J .Sadowski .Działania GO Śląsk 1-3 września 1939 r./w/Wojskowy Przegląd Historyczny.nr.1/1960.s.229-245

18 H, Batowski. .Zdrada monachijska .Wyd. Poznańskie.Poznan.1973.s.206-207

19 E. Halder Dziennik wojenny.T.I.MON.Warszawa.1971.s.47-55

20 Wojna obronna…..dok.nr.558.s,1022

21 Czy była obrona Katowic-rozmowa z dr. G. Bębnikiem z IPN . /w/Dziennik Zachodni.25.10.2006

22 B. T. Wieliński. Dyskusje o obronie Katowic zdarzały się już przed laty./w/ Gazeta Wyborcza.21.11.2003.Dostep.14.03.2012

23 Por.WWW.Obrona wieży spadochronowej-fakty i kontrowersje.Dostęp.16.03.2012

STRATEGIA ROSJI

Eugeniusz Januła,/dalbo-gen@wp.pl/

Abstrakt

Jednym z kluczowych pytań współczesnej polityki jest to jaką rolę w globalizującym się współczesnym świecie ma i będzie miała Rosja. Kraj ten z racji olbrzymiego terytorium oraz również posiadanego potencjału militarnego obiektywnie odgrywa kluczową rolę we współczesnych stosunkach międzynarodowych. Kiedy upadł Związek Radziecki, wiele czynników wskazywało, że powstała pewna wielka pusta nisza polityczna. Równolegle jednak analitycy polityczni wskazywali na możliwość labializacji świata wskutek upadku bieguna politycznego jakim był ZSRR. Jednak państwo to już jako Rosja bardzo szybko odbudowało (może nie całkowicie) swoją pozycję dzięki przede wszystkim atutom politycznym i militarnym, które rosyjski establishment potrafił wykorzystać. Pozostaje pytaniem czy ponownie bardzo mocna pozycja Rosji, będzie trwała i jak będą kształtowały się jej perspektywy w globalizującym się świecie. Obecne i perspektywiczne wydarzenia na Ukrainie będą swego rodzaju sprawdzianem.

Kluczowe słowa; Rosja ; ZSRR; Aspekt militarny; Atuty Rosji;

* * *

Powoli do historii przechodzi już Związek Radziecki. Ale w świadomości współczesnych pokoleń pozostaje on jakby współczesną Asyrią, czyli państwem które albo permanentnie wałczyło albo też intensywnie przygotowywało się do wojny. Prawdą jest, że Układ Warszawski przygotowywał wojnę o skali światowej, aczkolwiek ze znanych tylko wtajemniczonym dokumentów wynika, że zarówno kierownictwo polityczne z epoki starego Breżniewa, jak i wojskowi nastawiali się raczej na zdobycie Europy Zachodniej niż na konflikt globalny. Taka wojna zawarta w planie strategiczno-operacyjnym ,,Piotr Wielki’’ miała przynieść w efekcie zagarnięcie Europy z jej technologią, wykwalifikowanymi zasobami ludzkimi itd. Zasobami surowcowymi natomiast Związek Radziecki dysponował aż w nadmiarze.1

Scenariusze i drobiazgowe plany agresywnej wojny opracowano w szczegółach, a ostatnim testem były gigantyczne ćwiczenia wojskowe ,,Tarcza’76’’. Wojnę natomiast po stronie ,,czerwonej’’, bo takim kolorem oznaczano wtedy siły Układu Warszawskiego na mapach sztabowych, planowano na rok 1977 lub maksymalnie 1978. Ale o ile marszałkowie ówczesnego ZSRR z M. Ogarkowem na czele parli zdecydowanie do wojny, to kierownictwo polityczne było coraz bardziej wstrzemięźliwe. Kolejne cztery lata wielkiego nieurodzaju, następnie spadek cen nośników energii, które w katastrofalny sposób odbiły się na budżecie, pokój miłującego Związku Radzieckiego oraz coraz bardziej wątpliwa lojalność państw satelitarnych rzutowały na przesłanki decyzyjne ówczesnego biura politycznego. Breżniew i jego najbliżsi współpracownicy coraz bardziej tracili też zaufanie do swoich marszałków. To przecież właśnie marszałkowie Ogarkow i Pawłowski zapewniali swoich politycznych mocodawców, że spacyfikują Afganistan w ciągu czterech letnich miesięcy przy użyciu sześciu drugorzutowych dywizji. Tymczasem komuniści afgańscy, podzieleni na frakcje Chalk i Parczem, którzy mieli być politycznym zapleczem Rosjan w tym górzystym kraju, coraz zacieklej walczyli między sobą. Władza centralna, którą formalnie sprawowali, traciła wpływy z dnia na dzień, a konieczność zaangażowania ekonomicznego i militarnego ZSRR musiała rosnąć w tempie astronomicznym.2 Wszystkie te czynniki, a ponadto przyspieszone dozbrajanie się NATO spowodowało, że biuro polityczne gerontów, jak nazywano z racji bardzo zaawansowanego wieku jego członków ostatni skład ekipy Breżniewa, zawahało się i decyzji o wojnie nie podjęło. Wkrótce potem czołowego ,,jastrzębia’’ czyli marszałka Ogarkowa przeniesiono początkowo do Legnicy a potem na daleką Syberię, a jego następca marszałek Archomiejew reprezentował już bardziej realistyczny kurs i zdawał sobie sprawę, że okazja szybkiej wojny o Europę z niewielkimi możliwie stratami własnymi przeszła prawdopodobnie już bezpowrotnie.

* * *

Związek Radziecki jest a raczej był swego rodzaju ewenementem światowego procesu dialektycznego. Bo jako organizm państwowy opierał się na podstawie terytorialnej demograficznej i ekonomicznej carskiej Rosji, która była oczywiście wielkim, ale stosunkowo słabym państwem a przede wszystkim bardzo zacofanym. Zarówno ekonomicznie jak i społecznie. Nie sięgając już w głęboką przeszłość a tylko w XIX wiek kolejne przegrane wojny jak krymska czy rosyjsko-japońska a później pierwsza światowa to były dla tego zacofanego państwa po prostu katastrofy.3

To też nawet trudno się dziwić, że właśnie w tym państwie doszło do rewolucji i ustanowiono państwo, doktrynalnie socjalistyczne a w gruncie rzeczy głęboko etatystyczne. Ten ewenement, o którym pisano wyżej to po prostu sytuacja, że upadające już praktycznie w pierwszej fazie niemieckiego ataku na ZSRR państwo straszliwy dla siebie kryzys zdołało powstrzymać praktycznie o własnych silach bo w tym okresie wojny dostawy materiałowe i sprzętowe z zachodu były jeszcze minimalne i w efekcie wojnę wygrać na swoim froncie. Dywagacje, które z państw najbardziej przyczyniło się do zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami, oczywiście dalej się wśród historyków, ale też polityków toczą i zapewne będą toczyły należy tu odłożyć po prostu na bok z uwagi na to, że nie jest to tematem niniejszych rozważań.4 Ale dyktator Stalin okazał się być tuż po II wojnie światowej tym, który miał praktycznie decydujący głos w sprawach międzynarodowych. Zapewne pomógł mu w tym też trochę pewien zbieg okoliczności, a mianowicie fakt, że zmarł u samym schyłku wojny wybitny amerykański prezydent F,D,R, a jego mierny konstytucyjny następca, Harry Truman nie był równorzędnym partnerem zarówno dla Stalina jak też brytyjskiego premiera.5 To też Stalin mógł w tych warunkach, wykroić dla Związku Radzieckiego, ogromną strefę wpływów w postaci systemu państw satelickich w Europie Środkowo-Wschodniej oraz uzyskać decydujący wpływ na kształtujący się dialektycznie powojenny układ sil w znacznej części Azji z Dalekim Wschodem na czele.

Pozostaje również kwestia ekonomiczna. Związek Radziecki rozbudował pochodzący jeszcze z Rosji carskiej przemysł, częściowo go unowocześnił i zmodernizował. Ale w okresie dwudziestolecia międzywojennego wybudowano w tym kraju też bardzo dużo zupełnie nowych zakładów przemysłowych. Głównie w sektorze przemysłu ciężkiego z położeniem dużego nacisku na przemysł stricte zbrojeniowy. To też był duży obiektywny sukces, chociaż osiągnięty olbrzymim kosztem. Bo nowe zakłady przemysłowe budowano bardzo prymitywnymi metodami, przy użyciu najbardziej tylko elementarnych technologii. Bo tylko takie ówczesny ZSRR posiadał. Tym bardziej należy uznać to za sukces bo wielkie kombinaty przemysłowe w różnych częściach tego wielkiego państwa powstały i sukcesywnie zwiększały produkcję.

W zakresie rolnictwa powołano do życia sowchozy i kołchozy jako dominującą strukturę w tej gałęzi gospodarki. Było to zaprzeczeniem jednego z podstawowych leninowskich haseł, które brzmiało: ziemia dla chłopów6. Sowchozy i kołchozy dysponowały na ogół wielkimi obszarami ziemi, dużą ilością pracowników oraz niewielkimi możliwościami technicznymi. Po prostu maszyn rolniczych było bardzo mało a przy gospodarce na wielkich areałach maszyny są jednym z decydujących czynników decydujących o możliwościach gospodarczych.

Zniszczenia wojenne, których doznał Związek Radziecki w okresie II wojny światowej były olbrzymie. Praktycznie na terenach, przez które przechodziła wojna nie zostało prawie nic. Bo w pierwszym etapie tej wojny, kiedy wojska Stalina się wycofywały to dyktator nakazał niszczyć dosłownie wszystko co byłoby przydatne dla agresora. W drugim natomiast etapie, kiedy z kolei Niemcy wycofywali się na zachód, tym razem to oni pozostawiali za sobą spaloną ziemię.

Odbudowa gospodarcza była niesłychanie trudna. Pewnym złagodzeniem były reparacje wojenne, czyli w praktyce przymusowe konfiskaty całych instalacji technologicznych. W praktyce wyglądało to tak, że Rosjanie ze swojej strefy okupacyjnej, czyli późniejszej NRD, wywozili cale wyposażenie fabryk zostawiając przysłowiowe gole mury. Demontowali, dosłownie wszystko. Bo zdjęli też i zagarnęli cały szereg komplementarnych linii kolejowych przewożąc tory i sieć trakcyjną do swojego państwa. W praktyce natomiast okazało się, że zmontowanie na Uralu czy gdzieś na rozległych obszarach ZSRR tych instalacji było niezmiernie trudne. Trzeba tu dodać że podobnie jak terytorium przyszłego NRD, Rosjanie traktowali polskie ziemie zachodnie i północne. Przynajmniej do 1947 roku. Rosjanie nie posiadali wykwalifikowanych kadr technicznych.7 Częściowo tę lukę wypełniano niemieckimi jeńcami wojennymi, wśród których byli również wykwalifikowani inżynierowie i technicy. Tu trzeba zauważyć, że silę roboczą, zarówno jeńców, więźniów oraz swoich robotników Rosjanie wykorzystywali bezwzględnie. Pracowano za dosłownie groszowe stawki od rana do nocy. To dotyczyło swoich robotników, bo jeńcy i więźniowie pracowali za darmo otrzymując tylko bardzo skromne nieraz głodowe racje żywnościowe.

Tym sposobem w ciągu około dwudziestu lat ZSRR w poważnym stopniu odbudował swoją gospodarkę stawiając ponownie tak jak w okresie stalinowskim na przemyśl ciężki jako zdecydowanie dominujący. Już w okresie kiedy numerem jeden na Kremlu był nad ambitny polityk – Nikita Chruszczow Związek Radziecki rozpoczął rywalizację ze Stanami Zjednoczonymi. Hasłowo miało to być tak że ZSRR w epoce – jak to proklamowano – pokojowego współistnienia, pokaże całemu światu wyższość systemu socjalistycznego nad kapitalizmem. Płaszczyznami tej wyższości i zarazem rywalizacji miały być poszczególne sektory gospodarki. Tu sytuacja była dość zróżnicowana. Bo na przykład w produkcji węgla, stali, energii elektrycznej, rzeczywiście ZSRR bardzo znacząco podwyższył swoją produkcję. Nie mogło być oczywiście mowy o przysłowiowym dogonieniu w tych sektorach produkcji Stanów Zjednoczonych, ale państwo kierowane przez Nikitę Chruszczowa wysunęło się już w produkcji przemysłowej na jedno z czołowych miejsc w świecie8.Oczywiście licząc tylko i wyłącznie produkcję globalną. Bo w statystykach produkcji na jednego mieszkańca było już dużo gorzej.

Ale w wielu innych sektorach produkcji było znacznie gorzej. Świat wchodził w etap rewolucji naukowo-technicznej. Decydować zaczynała nie produkcja wielu tysięcy ton stali czy węgla, ale wytwarzanie półprzewodników, pierwszych komputerów, tranzystorów itp. Tu, rzecz jasna , ZSRR pozostawał daleko w tyle. Również w produkcji rolnej Związek Radziecki ciągle przeżywał ogromne trudności. Zaplanowano bez większego rozeznania i ekspertyz, nawodnienie części stepów azjatyckich i wprowadzenie tam upraw rolnych, szczególnie kukurydzy. Rozpoczęto te prace od skierowania zasobu znacznej części rzek ,Syr-Darii i Amu-Darii, dopływów jeziora Aralskiego na nad aralskie słone stepy. Rezultat był taki, że posadzona tam kukurydza, która miała dać na nawodnionych stepach wielkie plony okazała się typowym niewypałem agrotechnicznym. Nie chciała po prostu, mimo wielu zabiegów, w tym jałowym terenie rosnąc ani też dawać plonów. Natomiast pozbawione w znacznej części wody ze swoich dopływów jezioro Aralskie zaczęło wysychać. Egzemplifikacja tej fatalnej i nieprzemyślanej decyzji jest widoczna dzisiaj. Po prostu na miejscu niegdyś wielkiego jeziora jest dosłownie kilka przysłowiowych słonych kałuż. To miejsce jest też na dzień dzisiejszy jedną z największych katastrof ekologicznych na całym globie. Tu trzeba dodać, że ekipa Chruszczowa zaczęła praktyczne przymiarki do skierowania części wód wielkich rzek syberyjskich do nawadniania stepów. Jako pierwsza w kolejności miała być rzeka Lena. Przeprowadzono nawet dwie atomowe eksplozje które miały w zamyśle utorować nowe koryto skierowane na południe 9. Prac tych zaprzestano dopiero po usunięciu Chruszczowa ze stanowiska pierwszego sekretarza KPZR i równocześnie premiera rządu Związku Radzieckiego.

Okres następny, który w uproszczeniu nazywa się długą dekadą Breżniewa pozornie był etapem apogeum Związku Radzieckiego. Wtedy państwo to osiągnęło nawet nie tyle równowagę, ale nawet wyraźną przewagę militarną nad Stanami Zjednoczonymi. Ta przewaga w szczególności uwidaczniała się w ilości posiadanych rakiet strategicznych i głowic nuklearnych oraz w ilości dysponowanych wojsk lądowych. Wyraźnie napisano w ilości bo już kwestia jakości pozostawała pod dużym znakiem zapytania. Tu jeżeli chodzi o wojska lądowe, inwazja na Czechosłowację bardzo jednoznacznie pokazała, że z tą jakością jest co najmniej nie tak. Według ocen ekspertów zachodnich, około 35 procent radzieckiego sprzętu takiego jak treilery z czołgami, transportery kołowe itd. pozostało unieruchomionych wzdłuż wielu dróg dojazdowych . Po prostu ten kosztowny przecież sprzęt okazał się bardzo wysoce awaryjny. Wprost trudno sobie wyobrazić co by się działo w sytuacji gdyby wystąpiły nawet bardzo ograniczone działania wojenne 10.Na marginesie trzeba dodać ze często jakościowo gorszy i przestarzały już sprzęt sojuszników czy raczej satelitów Związku Radzieckiego, wykazał się o dziwo znacznie mniejszą awaryjnością i większą sprawnością. Z tego faktu można było po prostu wyciągnąć właściwe wnioski co do poziomu wyszkolenia żołnierzy radzieckich. Oceniono go też jako relatywnie niski, poza oczywiście żołnierzami jednostek elitarnych.

* * *

Schyłek lat siedemdziesiątych i lata osiemdziesiąte to po prostu, patrząc na ZSRR a później Federację Rosyjską, konwulsje ginącego olbrzyma. Katastrofalna sytuacja ekonomiczna, ruchy odśrodkowe na podłożu narodowościowym i utrata znacznej części, wpływów międzynarodowych były już tylko równoległymi w czasie elementami, nie tyle regresu ile już prawdziwej katastrofy tego państwa. Próby reform podjęte przez Jurija Andropowa, a później z pominięciem krótkotrwałych rządów K. Czernienki, Michaiła Gorbaczowa były już mocno spóźnione i niepełne. Dlatego min. charyzmatyczny Gorbaczow musiał przegrać i stał się nie tyle wielkim reformatorem ile raczej grabarzem imperium. To, że walnie pomógł mu w tym nijaki Borys Jelcyn to już tematyka zupełnie odrębna. Wraz z upadkiem państwa, następował też równoległy rozkład systemu militarnego. Dla wycofanych z krajów satelickich żołnierzy, a były to zazwyczaj ,,sztandarowe’’ jednostki, nie było na przykład na terenie macierzystego kraju mieszkań i kwater. Zabrakło też w finale nawet pieniędzy na pobory dla kadry zawodowej i żołd dla żołnierzy. Część oficerów słynnego ,,specnazu’’ wyjeżdżała w tym okresie różnym sposobem na zachód, oferując swoje usługi ,,specjalne’’ agencjom ochroniarskim, armiom innych państw, ale również – i to często – różnym strukturom przestępczym. Nie udało się praktycznie nigdy uporządkować rejestru posiadanych broni. Do dzisiaj Rosja nie może doliczyć się w swych zasobach kilkunastu głowic nuklearnych małej mocy, a część słynnych ,,walizkowych’’ ładunków jądrowych, które znajdowały się w arsenałach GRU po prostu rozpłynęła się.11 Na azjatyckich rynkach taką ,,walizeczkę’’ o wadze dokładnie 42,6 kg można było kupić już za niecałe trzysta tysięcy dolarów. Rosja, która pozostała spadkobiercą ZSRR utraciła również bezpowrotnie kilkanaście tysięcy naukowców i badaczy zaangażowanych w budowę i tworzenie nowych systemów uzbrojenia. To był chyba najbardziej dotkliwy cios, bo ludzie ci wyjeżdżając alternatywnie albo na zachód lub też do ambitnych politycznie i militarnie państw trzeciego świata wywieźli ze sobą przede wszystkim ogromną wiedzę, która jest najbardziej istotnym kapitałem. Wydawało się szczególnie na początku lat dziewięćdziesiątych, że Rosja odchodzi bezpowrotnie na śmietnik historii, tym bardziej, że Borys Jelcyn robił wszystko, żeby obiektywnie autorytet swojego państwa obniżyć. Ale obok całej serii błędów zrobił też z punktu widzenia Rosji kapitalne pociągnięcie. Na swego następcę wybrał zupełnie dotąd nieznanego podpułkownika KGB Władimira Putina.

To, że oficerowie służb specjalnych na całym świecie często przechodzą z przysłowiowego cienia do pierwszej linii politycznej jest rzeczą normalną, no może poza Polską, gdzie służby specjalne z wywiadem na czele oraz niektórzy politycy samobójczo dla państwa niszczą zamiast ewolucyjnie reformować. Są pewne przesłanki, że na Putina wskazał nie kto inny jak gen. Marcus Wolf, długoletni szef wywiadu zagranicznego enerdowskiej Stassi, który współpracował z Putinem kiedy ten ostatni był rezydentem w Plauen, a potem w Dreźnie.12 Jeżeli tak, to kolejna zasługa niedawno zmarłego M. Wolfa, człowieka o najwyższym możliwym wskaźniku mensy.

Putin szybko zorganizował nową prężną ekipę i z wielką szybkością zaczął Rosję reformować i odbudowywać. Zachód, no może z wyjątkiem Niemiec, patrzył początkowo na mikrego wzrostem prezydenta Rosji sceptycznie, ale wkrótce zachodni analitycy ze zdumieniem zaczęli przecierać oczy. Bo może nie z dnia na dzień, ale na pewno z roku na rok państwo to zaczęło się nie tylko dźwigać, ale znów zajmować podmiotową pozycję wagi superciężkiej na arenie międzynarodowej. Prawdą jest, że rosnące światowe ceny na nośniki energii, szczególnie na gaz i ropę ułatwiają Rosji zdobycie olbrzymiej ilości dewiz. Ale rekonstrukcja gospodarki, reformy i napływ zachodniego kapitału to kolejne bardzo poważne atuty. Na dzień dzisiejszy Rosja nie przypomina już ginącego Związku Radzieckiego. Tylko utrata Ukrainy jak się wydaje może w dłuższym okresie czasu być istotnym obciążeniem dla tego państwa. Ale czy ta utrata jest bezpowrotna? Bo politycy z Kremla dają do zrozumienia że samodzielna Ukraina, może być tylko i wyłącznie państwem sezonowym a szereg przesłanek wskazuje, że może po prostu dojść do politycznego podziału tego państwa, gdzie prorosyjski wschód będzie organizmem dominującym.

Ekipa Putina doskonale wie, że odzyskanie roli supermocarstwa będzie w globalizującym się świecie bardzo trudne. Wiele różnorodnych czynników ma na to wpływ. Ale w dalszym ciągu siły militarne państwa są jednym z decydujących atrybutów mocarstwowości. Rosja właściwie w sensie obiektywnym nawet trochę zyskała na tym, że część sił zbrojnych dawnego ZSRR w naturalny sposób zredukowała. Pocięcie na złom około 25 tysięcy z posiadanych w epoce późnego Breżniewa 52 tysięcy czołgów, najczęściej przestarzałych typów T- 55, T- 62 oraz T- 72 przyniosło tylko wymierne korzyści. Podobnie zresztą jak wycofanie i skasowanie znacznej części innego przestarzałego sprzętu wojsk lądowych.13 Rosyjscy generałowie śmieją się dziś kiedy udowadnia się im, że armia Chin jest liczniejsza. Oni pytają w odpowiedzi po prostu, kto u kogo kupuje sprzęt i uzbrojenie. Czy Chiny od Rosji czy odwrotnie. Podobnie postąpiono też w innych rodzajach wojsk. Po prostu wycofano całe uzbrojenie starszej generacji. Uznano. że eksploatacja pociąga za sobą zbyt wysokie koszty.

Mimo kryzysu w epoce Jelcyna, czyli jak ją obecnie nazywają w Rosji ,,nowej wielkiej smuty’’ Rosja starała się utrzymać standardy nowoczesności przede wszystkim w dwóch rodzajach wojsk a mianowicie w strategicznych wojskach rakietowych i wojskach specjalnych. Generalnie się to udało. Rosja mimo kryzysu, a nawet symptomów katastrofy utrzymała swój potencjał strategicznych rakiet dalekiego zasięgu. Rosyjskie ciężkie rakiety SS-18 dalej stacjonują w betonowych silosach, położonych generalnie wzdłuż kolejowej magistrali transsyberyjskiej. Ta linia stanowi dla tej formacji rakietowej naturalne zaplecze logistyczne. Ocenia się, że tych największych na świecie pocisków rakietowych Rosja w gotowości operacyjnej posiada około 350. Uzbrojone są one w trzy głowice termonuklearne o sile 3 megatony każda. Ale na niektórych są zamontowane i pojedyncze głowice o sile 25 megaton. Rosjanie uważają, że nie ma sensu za bardzo modernizować tych wielkich rakiet. W razie konfliktu globalnego potencjał wybuchu głowic tam zamontowanych może 30-krotnie zniszczyć np. Amerykę. W chwili obecnej instaluje się w rejonie stacjonowania tych rakiet dodatkowe elementy obrony biernej, czyli silosy atrapy. Jak wykazują analizy, satelity amerykańskie nie bardzo mogą odróżnić ołowiane nakrywki atrap od rzeczywistych wyrzutni. Tu trzeba dodać, że około 100 tego typu rakiet Rosja wycofała ze struktur militarnych i po prostu przeznaczyła po bardzo niewielkich przeróbkach dla celów kosmicznych. Komercyjnie te rakiety, oczywiście jednorazowo każda, latają m.in. z zaopatrzeniem na międzynarodową stację kosmiczną. Służą też do wynoszenia satelitów

Nieco inaczej sytuacja wygląda na Półwyspie Kola, gdzie w czasach ZSRR instalowano głównie rakiety klasy SS-16. Od siedmiu lat sukcesywnie wymieniono około 250 pocisków tej klasy na bardzo nowoczesne jednogłowicowe rakiety klasy Topol M. Rakiety tego typu produkuje się nadal, ale już w nieco mniejszej ilości. W połowie tego roku wszedł do seryjnej produkcji wielogłowicowy RS-24, czyli Topol S. Co prawda w chwili obecnej Rosja dysponuje tylko około 150 rakietami tej klasy, ale w tempie około 6-8 na miesiąc instaluje wielogłowicowe Topole w kolejnych silosach na Półwyspie Kola. Betonowych, czynnych silosów na tym półwyspie zbudowano w swoim czasie około 900. Nie ma żadnych podstaw nie przypuszczać, że sukcesywnie znów ten skrawek Europy będzie najeżony głowicami wymierzonymi w USA. Oczywiście minimum 200 starych SS-16 znajduje się w dalszym ciągu w gotowości operacyjnej. Trzeba dodać że półwysep o którym mowa posiada kapitalne nawisające położenie w stosunku do całego kontynentu północno amerykańskiego.14 Wystrzelone hipotetycznie z półwyspu Kola rakiety mają po prostu najkrótsza drogę na terytorium USA i Kanady.

W służbie pozostają też słynne SS-20 i SS-23. Te ostatnie stacjonujące na ruchomych kołowych wyrzutniach są wymierzone m.in. w terytoria europejskie. Szczególnie w zasięgu tych rakiet znajduje się cała Europa Wschodnia i Środkowa. W ostatnim okresie czasu sukcesywnie wymienia się te rakiety na znacznie nowocześniejsze klasy Iscander. Natomiast rakiety SS-20 trójgłowicowe obejmują swoim zasięgiem całą Europę oraz basen Morza Śródziemnego. Jest też większa trójczłonowa wersja tej właśnie rakiety. Jest to XS-19 wyprodukowana już w latach kryzysu ZSRR. W doktrynie wojennej współczesnej Rosji uważana jest za broń odwetową. Mianowicie ta rakieta również na ruchomej wyrzutni stacjonuje w podziemnych hangarach. W odpowiedniej chwili wyrzutnia kołowa razem z rakietą wyjeżdża, sam pocisk zostaje ustawiony w pozycji pionowej i następuje start. W tym systemie są jednak mankamenty takie, że przygotowań do startu nie udało się skrócić poniżej 12 minut. W tym odcinku czasu rakieta może zostać zniszczona. Stąd tego systemu nigdy ilościowo nie rozbudowywano. Szacuje się, że rakiet SS-20 w gotowości operacyjnej Rosja posiada około 100, SS-23-130, natomiast wielkiej XS-19 tylko 30.

Potencjał strategicznych sił rakietowych Rosji stanowi, że to państwo znów jest numerem 1 na świecie. Do tego dochodzi posiadana wielka liczba rakiet operacyjnych i taktyczno- operacyjnych oraz duża liczba pocisków strategicznych będących w dyspozycji floty. Znaczna część, bo nawet około 1/ 4 potencjału rakietowo-nuklearnego Rosji znajduje się w dyspozycji Dowództwa Floty. Aktualnie dysponuje ona dwunastoma zbudowanymi u schyłku funkcjonowania ZSRR okrętami podwodnymi klasy Tajfun II. Każdy z tych dwukadłubowych okrętów jest nosicielem dwudziestu rakiet o zasięgu praktycznym 9000 km. Parametry techniczne i taktyczne rakiet rosyjskich umieszczonych na okrętach podwodnych, mimo że każda z nich zaopatrzona jest w osiem niezależnie naprowadzających się głowic, są relatywnie gorsze niż amerykańskich Tridentów II, umieszczonych na okrętach klasy Ohio. Ale właśnie począwszy od 2012 roku, zaczęto sukcesywnie przezbrajać rosyjskie Tajfuny w morską wersję nowego pocisku – RS-24H. Unifikacja rosyjskich rakiet, przystosowanych zarówno do startu z silosu lądowego oraz okrętu podwodnego musi dać wymierne korzyści również ekonomiczne, mimo że dotąd przezbrojono tylko okręt Siewier Star, a drugi, bliźniaczy, jest w trakcie przezbrajania. W ciągu trzech lat zakłada się przezbrojenie czterech Tajfunów bazujących w Siewieromorsku i Zapadnej Lipie /to baza położona niedaleko granicy z Norwegią). Z kolei okręt Jurij Dołgoruki ma docelowo służyć jako platforma do testowania nowych generacji rakiet samosterujących. Podobna funkcje tyle, że do próbnych strzelań pocisków balistycznych pełni okręt Dymitr Doński.

Rosja posiada już jednak okręt podwodny zupełnie nowego typu Borej mogący wystrzeliwać zarówno pociski RS-24H-Buława oraz pociski samosterujące Kaibr. Prawdopodobnie trzy dalsze jednostki tego typu znajdują się w różnych etapach budowy. W rezerwie jeżeli chodzi o okręty nosiciele znajduje się około szesnastu klasy Delta II i III. Bardzo trudno dać na dzień dzisiejszy wiarygodną odpowiedź ile z tych okrętów może być w szybkim tempie postawionych do stanu gotowości operacyjnej, Ale założyć należy, że połowa. Razem licząc wszystkie posiadane pociski balistyczne, rosyjskie okręty niosą w swych pływających silosach relatywnie więcej niż amerykańskie odpowiedniki, mimo że USA utrzymuje w dalszym ciągu w bojowej gotowości osiemnaście atomowych okrętów nosicieli strategicznych rakiet klasy OHIO. Każdy z nich posiada w swych wyrzutniach 24 dziesięciogłowicowe pociski nuklearne systemu Trident II. Dodać jednak należy, że praktycznie wszystkie amerykańskie torpedowe okręty podwodne, mogą wystrzeliwać z wyrzutni torpedowych , również pociski samosterujące o zasięgu do 2,5 tysiąca kilometrów. 15

Jednym z atutów militarnych dawnego ZSRR były formacje Specnazu. Dzisiejsze jednostki tej formacji nie ustępują wcale wyszkoleniem dawnym radzieckim, natomiast dokonano ich znaczącego doposażenia w wysokiej klasy sprzęt. Dzięki temu poszczególne, zwłaszcza małe kilkunastoosobowe pododdziały, zyskały znacznie większą autonomię walki i możliwości przetrwania w strefach nieprzyjaznych. Specnaz rosyjski jest dziś znacznie mniej liczny w porównaniu do formacji specnazu z okresu Związku Radzieckiego. Mimo to aktualnie łącznie służy w nim około 24 tysiące ludzi, a w odrębnych obecnie morskich formacjach wojsk specjalnych około 4,5 tysiąca. Pułki specnazistów również dla celów szkoleniowych brały udział w wojnie czeczeńskiej. Niewiele się tu zmieniło od czasu ZSRR. Specnaziści z reguły na pacyfikowanych terenach wprowadzają typowy dla tej formacji cmentarny spokój.16

Z uwagi na geopolityczne położenie decydującym rodzajem sil zbrojnych były tradycyjnie wojska lądowe. Współczesna armia lądowa Rosji jest wysoce nowoczesna, dobrze wyposażona i znacząco mniej liczna niż w ZSRR. Minęły zdecydowanie czasy kiedy to liczba żołnierzy i czołgów decydowała o sukcesie, a Breżniew chwalił się, że ma 152 dywizje pierwszej linii, wobec 16-tu amerykańskich. W wojskach lądowych trwa permanentna reforma organizacyjno-szkoleniowa. Tu trzeba dodać, że mimo iż armia rosyjska w dalszym ciągu jest typową armią obywatelską, czyli składa się przede wszystkim z żołnierzy pochodzących z poboru to uzawodowienie a tym samym profesjonalizacja jest sukcesywnie coraz wyższa. Oficjalnych statystyk wprawdzie brak, ale z szacunków wynika, że ponad 35 procent to żołnierze zawodowi. Znacząca część tej formacji stanowią wojska powietrzno- desantowe. Są to, podobnie jak w wszystkich innych armiach świata, formacje typowo ofensywne. Dawne 14 pełnych dywizji przekształcono w trzy dywizje i pięć samodzielnych brygad o dużym poziomie autonomizacji a jednocześnie niewielkich tylko stanach osobowych. Zgodnie z tabelą bojową, współczesna rosyjska brygada powietrzno desantowa to tylko 1200, ale za to doskonale uzbrojonych i świetnie wyszkolonych ludzi. Utrzymano przy tym dawno stosowaną już generalnie zasadę, że podoficerowie i szeregowcy służby zawodowej specnazu po ukończeniu 36 lat życia, przechodzą praktycznie automatycznie do wojsk powietrzno desantowych. Oficerowie natomiast, zależnie od funkcji i stopnia, odbywają tę samą drogę zawodową po 42 roku życia

Wojska pancerne zawsze były oczkiem w głowie każdego kierownictwa politycznego tego wielkiego kraju. Rosja dysponuje dzisiaj ,,tylko’’ 8-ma dywizjami pancernymi pierwszego rzutu. To tylko w kategoriach porównania do armii dawnego ZSRR. Wtedy związki pancerne stanowiły ponad 50 procent formacji wojsk lądowych. Dzisiaj są to jednak jednostki na wskroś nowoczesne. Podstawowym czołgiem wojsk lądowych są nadal T-82 oraz T-72 m. Zachodzi jednak w szybkim tempie wymiana tych maszyn na bardzo nowoczesne czołgi T- 90, dysponujące min. napędem turbinowym i nowej generacji sprzętem elektronicznym. Zachodni specjaliści oceniają T- 90 jako co najmniej równorzędny z brytyjskim Challengerem i francuskim AMX-40 Leclerckiem. A przypomnijmy, że to właśnie te modele czołgów mają opinie najlepszych na świecie. Rosyjski czołg waży tylko 46 ton ,podczas gdy jego zachodnie odpowiedniki co najmniej o 6-8 ton więcej Przyjmuje się, że w linii znajduje się około 1800 czołgów nowej generacji a z taśm produkcyjnych schodzi około 70 miesięcznie. Oczywiście moce produkcyjne są znacznie większe, ale po prostu opracowuje się już mocno zmodernizowaną wersję tego czołgu. Jest to wg części specjalistów czołg T-14 Armata. Ta maszyna w kilkunastu egzemplarzach została po raz pierwszy pokazana na defiladzie w czerwcu 2016 roku. Tu jednak trzeba dodać, że mimo oczywistych zalet nowego modelu dopracowanie technologiczne nowego czołgu wymagać będzie circa dwóch lat. Warto dodać ciekawostkę, że wycofywane T-82 trafiają w ramach eksportu do Chin i Indii. Nowoczesne transportery gąsienicowe BMP-3 i kołowe BTR-y uzupełniają podstawowe wyposażenie wojsk lądowych. Podstawowym karabinkiem pozostaje słynny ,,kałasznikow’’, którego kolejne mutacje używane są powszechnie przez wojska lądowe. Standardem aktualnie jest bardzo nowoczesny AK-74 o kalibrze 5,45. Natomiast specnaz i wojska powietrzno desantowe używają wersji AK-200.17 Na potrzeby wojsk lądowych pracuje dwanaście szkól oficerskich oraz sześć o profilu akademickim. Sztandarową pozostaje oczywiście Akademia im. M Frunzego, teraz pod nazwą Ogólnowojskowa Akademia Sił Zbrojnych Rosji.

Lotnictwo Rosji jest pierwszym na świecie gdzie wycofano z linii wszystkie samoloty jednosilnikowe. Te maszyny częściowo przeniesiono do rezerwy, a znaczną część sprzedano nowym sojusznikom. Dziś już nikt się nie śmieje, że Rosja pewną część swoich maszyn buduje nie ze stopów aluminiowych, ale z nierdzewnej stali, która jest przecież o ok. 40 procent cięższą. Warunki służby na dalekiej północy sprawiają, że te stalowe maszyny są znacznie bardziej przydatne niż aluminiowe. Podstawowymi maszynami w lotnictwie myśliwskim są nadal Migi-29 kolejnych zaawansowanych podtypów oraz rodzina wielkich gabarytowo myśliwców SU-27. O ile od dawna było wiadomym, że są to doskonałe samoloty pod względem silnikowym, hydraulicznym i jako płatowce, to niektórzy zachodni specjaliści pocieszali się, że mankamentem rosyjskich samolotów jest uboga awionika. Podczas ostatnich światowych pokazów okazało się jednak, że np. MIG-29 M-3 dysponuje radarami i innymi elementami awioniki na co najmniej równorzędnym poziomie co F-15 czy Tornado. Do służby wchodzą też nowe typy maszyn, m.in. Migi- 31 i Migi-33. W lotnictwie szturmowym nadal podstawową maszyną jest SU-24. Rosjanie uważają, że samolot ten po kolejnych modernizacjach będzie latał jeszcze około 20 lat. Warto zauważyć, że Rosja dysponuje większym niż USA potencjałem wojskowego lotnictwa transportowego. Podstawą jest tu maszyna IŁ-76 oraz jego nowsza mutacja, czyli IŁ-86. Rosja dysponuje też sześćdziesięcioma wielkimi samolotami Rusłan o udźwigu po 240 ton. Lotnictwo strategiczne zgodnie z rosyjską doktryną nie jest szczególnie rozbudowywane. Zaprzestano już produkcji wielkiego bombowca strategicznego TU- 160. Tych maszyn Rosja posiada tylko około 60, ale wg ostatnich wiadomości jednak zapadły decyzje o budowie nowej mutacji określanej jako TU-160 Bis. W dalszym ciągu używa się natomiast przeszło czterdziestoletniego TU-95. Oceniany jest on jednak jako bardzo udana i sprawna maszyna. Rosyjskie lotnictwo wojskowe to dzisiaj w dalszym ciągu 5500 samolotów, z których około 1800 znajduje się w rezerwie. Warto zauważyć, że potencjał lotniczy znajduje mocne wsparcie w rozbudowanym przemyśle. Ocenia się np., że rosyjski przemysł może produkować aż 120 MIGów-29 w skali miesiąca.

Flota wojenna była przez dłuższy okres czasów w dziejach ZSRR marginalizowana z różnych względów. Dopiero admirał Gorszkow przeparł w kierownictwie politycznym doktrynę, w myśl której supermocarstwo nie mogło funkcjonować bez oceanicznej floty. W latach 70-tych rozpoczęto forsowną rozbudowę floty i baz. Można też zaryzykować twierdzenie, że w okresie kryzysu właśnie flota poniosła stosunkowo najmniejsze straty. Nawet część odstawionych na przysłowiowy ,,sznurek’’ okrętów udało się reaktywować. Poza okrętami atomowymi nosicielami pocisków nuklearnych, których flota znajduje się w rozbudowie teraz jako nowa klasa Borej. Współczesna Rosja posiada około 45 sprawnych atomowych okrętów podwodnych – niszczycieli klasy Alfa i dalszych 25 starszych typów. Ważną pozycję stanowią też wielkie okręty podwodne niszczyciele lotniskowców. Aktualnie jest ich 13, czternastym był nieszczęsny ,,Kursk’’. Flota nawodna to trzy małe lotniskowce czy też jak klasyfikują je niektórzy, krążowniki lotnicze typu Kijów z samolotami pionowego i skróconego startu Jak-42. Także na razie siedem wielkich krążowników rakietowych. Ostatni z nich – Piotr Wielki posiada napęd nuklearny. W rożnych stadiach budowy są trzy dalsze okręty tego typu. Krążowniki tej klasy są nosicielami pocisków rakietowych o zasięgu do 2000 km. Mogą również przenosić pociski samosterujące. Te same pociski przenoszone są na wielkich niszczycielach typu Kresta i znacznie starszych klasy Kashin, które jednak sukcesywnie sprzedawane są Indiom, Indonezji i Wenezueli. Kilkadziesiąt niszczycieli i mniejszych okrętów uzupełniają park jednostek wojennych.18 Rosja ma już za sobą spór z Ukrainą o podział floty czarnomorskiej. Ukraina wszystkie wielkie okręty po prostu oddała za darmo oczywiście Rosji, bo przekonała się na własnej skórze jak drogie jest utrzymanie floty. Rosja buduje również kolejną generację atomowych lodołamaczy. Są to okręty cywilne, jednak mają one zamontowane rampy startowe dla ewentualnego startu pocisków samosterujących.

Rosja znów podobnie jak ZSRR w epoce Breżniewa, jest na drugim miejscu światowych eksporterów broni. Szuka stale nowych odbiorców. Prawdopodobnie obok tradycyjnych odbiorców na listę klientów trafi też i to wkrótce Brazylia. Ocenia się, że eksport Rosji za rok 2009 to prawie 60 procent wartości eksportu militarnego USA.19 Najwięksi odbiorcy to oczywiście Indie, Chiny, Indonezja, Wenezuela oraz kraje Afryki. Przerwano natomiast już trzy lata temu eksport broni do Korei Północnej z bardzo prozaicznych przyczyn. Ukochany przywódca Kim, nie ma po prostu środków na zapłatę. Nawet za tanie ,,kałasznikowy’’ starszych generacji. Niewiele broni eksportuje się w chwili obecnej na Kubę. To państwo też nie za bardzo ma czym płacić. Rosja już dzisiaj jest z powrotem współdecydentem na światowym rynku handlu ropą naftową. Paraliżuje tu dość skutecznie inicjatywy Arabii Saudyjskiej i Kuwejtu zmierzające w kierunku wzrostu wydobycia. Rosji bardzo zależy na stałej zwyżce cen nośników energii i jak dotąd gra na tym rynku skutecznie. Pomagają jej w tym takie państwa jak Wenezuela, Indonezja, czy Meksyk. Również Iran, aczkolwiek sytuacja jest tu znacznie bardziej złożona.

W aspekcie potęgi militarnej byliśmy świadkami swoistego fenomenu. W ciągu około 15 lat Rosja znów jest wielkim mocarstwem. Również militarnym, a potęga militarna w dalej targanym sprzecznościami świecie jest obok aspektu ekonomicznego fundamentem potęgi politycznej. Administracja amerykańska doskonale rozumie ten problem i prowadzi, bo po prostu musi, poufne rozmowy z Rosją na różne węzłowe tematy. Również militarne. Zdziwienie na przykład, polskich małych braci, że oto oni już załatwili z Ameryką budowę tarczy antyrakietowej na swoim terytorium, a tu prezydent Stanów Zjednoczonych podejmuje ten temat w bilateralnych rozmowach z prezydentem Putinem wzbudziło to w świecie dyplomacji tylko uśmiech politowania nad polską naiwnością. Bo prawda jest taka, że USA zrobi wszystko, żeby spróbować wciągnąć Rosję do bliższych związków z NATO lub też do samej struktury paktu. Czy Polsce lub innym małym w aspekcie globalnym krajom będzie się to podobało czy nie to wcale mocarstw nie interesuje. Dla Ameryki tak samo jak dla Niemiec, Francji czy Zjednoczonego Królestwa jest to prawie zupełnie obojętne. Bo w polityce liczą się tylko silni a Rosja znowu jest wielkim mocarstwem.

* * *

Globalizacja jest w chwili obecnej i zapewne też w kilku następnych dekadach obiektywnym i decydującym obiektywnym procesem współczesnego świata. Zapewne świat pokonał już kolejną wielką sprzeczność jaką był bipolarny układ sił w układzie globalnym. To był w kategoriach modelu politycznego dualistyczny element. Z jednej strony co by o modelu bipolarnym nie napisać czy powiedzieć, był to system dość stabilny i mimo wielu podstawowych sprzeczności gwarantujący dopóki istniała względna równowaga sił, światowe bezpieczeństwo. Z drugiej strony był to układ znacząco hamujący rozwój i postęp.

Wydawało się, że z chwilą kiedy upadł Związek Radziecki świat znowu przyśpieszy a cały szereg podstawowych sprzeczności w sposób prawie automatyczny po prostu zniknie. Co do dalszych losów Rosji dominowały opinie, że to państwo już się nie podżwignie i w układzie światowym albo pozostanie model jednobiegunowy z oczywistym biegunem jakim są i będą Stany Zjednoczone albo też z czasem, drugim biegunem politycznym staną się po prostu Chiny.20 Tymczasem wydarzenia potoczyły się nieco inaczej. Rzeczywiście Stany Zjednoczone usiłowały zbudować, podobnie jak tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej, model jednobiegunowy, ale udać się to nie mogło. Chiny mimo swojej ekspansji, też dostały już wyraźnej ekonomicznej zadyszki. Raczej Indie a nie Chiny mają realne aspiracje do awansu w światowym rankingu.

Ale obecnie żadne z państw, poza USA oczywiście, nie ma realnych możliwości zostać równorzędnym wobec tego państwa biegunem politycznym. Pewnym substytutem może aczkolwiek nie musi stać się ewolucyjnie BRISC, organizacja grupująca na razie w sposób dość luźny takie państwa jak Brazylia, Indie. Chiny, Rosja i RPA. Ten substytut super mocarstwa jest jak na razie strukturą dość labilną i wcale nie wiadomo czy zdoła się utrzymać wobec licznych sprzeczności jakie istnieją i funkcjonują pomiędzy jego członkami. Na dzień dzisiejszy największy ciężar gatunkowy mają podstawowe sprzeczności pomiędzy Chinami wspieranymi przez Pakistan a Chinami. Putinowska Rosja usiłuje odgrywać tu role mediatora.

Rosja zarówno wewnątrz BRISC jak też na innych płaszczyznach usiłuje konsekwentnie odbudowywać lub też budować od nowa swoją mocarstwowa pozycję. W chwili obecnej i zapewne też w najbliższej dekadzie jej aktywność jest i będzie szczególnie widoczna na dalekiej Północy w Syrii, Iranie oraz Europie. Putin nie zapomina też o swoich mocnych południowoamerykańskich przyczółkach

W najbliższych latach w skali świata rozegra się pewnego rodzaju walka o dostęp do bogactw naturalnych Arktyki. Tu zaangażowane są oczywiście Rosja, ale też USA, Kanada oraz Dania. Rosja posiada w chwili obecnej najlepszą z wymienionych państw pozycję przetargową bo po prostu ma najdłuższą linie brzegową z dostępem do Arktyki. Wprawdzie olbrzymia większość rosyjskiego dostępu do Arktyki jest trwale zamarznięta, ale jest to tylko problem techniczny do pokonania.

Wysiłki Rosji by odzyskać pozycję w Europie przyniosły już znaczące wyniki. Budowa rurociągu Nordstrem, modernizacja węgierskiej elektrowni atomowej – to tylko niektóre aspekty, aczkolwiek o dużym ciężarze ekonomicznym. Nie można zapominać, że to Rosja zaopatruje praktycznie całą Europę w ropę i gaz a także inne surowce. Bardzo dobre stosunki gospodarcze z Niemcami, Francją i innymi znaczącymi w Europie państwami, są wyraźnym dowodem na odzyskanie przez Rosję, przynajmniej częściowo ,bardzo podmiotowej pozycji. Pozostaje rzecz jasna problem Ukrainy. Paradoksalnie, Ukraina może w perspektywie funkcjonować bez Rosji, ale Rosja bez Ukrainy, która jest po prostu pomostem do centrum Europy, traci wyraźnie na politycznej podmiotowości

Rosja intensywnie rozbudowuje swoje dobre kontakty z wybranymi krajami na świecie. Jej argumentem są dostawy bardzo dobrej i znacznie tańszej od amerykańskiej broni oraz surowców. Rosyjska dyplomacja należała zawsze do najlepszych na świecie. Podobnie zresztą jak uzupełniający w naturalny sposób dyplomację, wywiad. Zarówno cywilny jak też wojskowy.

Tyle o atutach, którymi Rosja dysponuje. Ale są też poważne mankamenty, z którymi współczesna Rosja musi się zmierzyć. Pierwszym problemem jest przestarzała ekonomika i linie technologiczne, które modernizowane są z wielkimi trudnościami. Rosyjski eksport, podobnie jak dawnego ZSRR, to w około 76 procentach w dalszym ciągu surowce i co najwyżej półfabrykaty. Tylko circa 7 procent rosyjskiego eksportu to pozycja maszyny i urządzenia. Rosja w dalszym ciągu nie jest samowystarczalna żywnościowo. Musi po prostu co roku nabywać zarówno zboża jak też inne rodzaje żywności.21 To bardzo poważny mankament. Kolejną negatywna przesłanką jest ujemny przyrost demograficzny. Rosji, mówiąc obrazowo, co roku ubywa prawie milion mieszkańców. Częściowo jest to skutek niskiej stopy urodzeń a z drugiej strony emigracja bezpowrotna. Za około 25 lat, o ile tendencja się radykalnie nie zmieni, czynnik demograficzny może być główna przeszkodą w dalszym rozwoju.

Rosja a raczej jej establishment związany z ekipą Putina doskonale wie o tych mankamentach. Próbuje się wdrażać pewne programy gospodarcze i społeczne mające zniwelować podstawowe mankamenty. Próbuje się zbudować w dwóch rejonach Rosji, w tym na Uralu, instalacje na kształt ,,krzemowej doliny’’. Również część technologii wojskowych pracuje od pewnego czasu, również na potrzeby cywilne. W aspekcie społecznym wdrożono programy socjalne typu opieka nad matka i dzieckiem itd. Jakie będą rezultaty to pokaże czas.

Konkludując, Rosja wprawdzie nie jest równorzędnym biegunem politycznym wobec USA, ale odzyskała znaczną część swojej podmiotowości. Jej atutami jest siła militarna i sprawność na arenie międzynarodowej. Również rola w zakresie zaopatrywania innych państw w surowce, szczególnie energetyczne. Najbliższa dekada pokaże czy Rosja, która szybko i skutecznie wydobyła się o własnych silach z kryzysu pozostanie jednym z czołowych państw świata. Zadecyduje o tym głownie ekonomika, rozwój nauki i możliwość wdrożenia nowoczesnych energooszczędnych technologii. Tu piętrzą się znaki zapytania.

BIBLIOGRAFIA;

Bazylow L., Historia Rosji do 1918 r., KiW.Warszawa1982;

Bazylow L ., Obalenie caratu, KiW, Warszawa 1978;

Bazylow L., Ostatnie lata Rosji carskiej, PWN, Warszawa 1972;

Brzeziński Z., Druga szansa, Świat książki, Warszawa 2008;

Historia Drugiej Wojny Światowej, MON, Warszawa 1978;

Januła E., Rosja zbrojna /w/Dziś nr.5/2007,Warszawa;

Januła E., Tak miało być. Scenariusz III wojny światowej /w/http.www.Silesia- Schlesien.com, Marzec2012.

. Kowalski T. W., Wielka koalicja, MON, Warszawa 1972;

Majski I., Wspomnienia ambasadora radzieckiego, KiW, Warszawa 1968;

Military Balance, Roczniki 2008-2012, London.

Tarle E. Wojna Krymska, KiW, Warszawa 1953.

Eugeniusz Januła– płk /r./dr .nauczyciel akademicki, publicysta, poseł na Sejm RP II kadencji

Colonel/r/PhD. Associate, professor , publicist, former member of Parliament Republic of Poland.

1 Szerzej: E. Januła, Tak miało być, Scenariusz III wojny światowej, http .www./Silesia- Schlesien ,com., Marzec 2012.Wejscie.12.01.2014.

2 E. Januła, Wichry wojny, /w/Dziś.Warszawa.1999, nr 6.

3 E. Tarle, Wojna Krymska. MON.Warszawa.1953.T.II, s.495 i nast. .Zob. też .L. Bazylow, Ostatnie lata Rosji carskiej, PWN.Warszawa.197, s.383 i nast.,

4 Szerzej: Historia II Wojny Światowej 1939-1945, MON, Warszawa.1978.T.12, s.354-368.

5 Por. W .T .Kowalski, Wielka koalicja.MON, Warszawa.1974, s.423-435.

6W.I Lenin, W kwestii agrarnej, Lenin. Dzieła.KiW. Warszawa 1967-1979, T.19, s.119-121.

7 E. Januła, T .Truś, Wojna i komunikacja/w/Transport i Komunikacja nr.3, Kwidzyń.2006.

8 Szerzej. Partie komunistyczne i robotnicze świata , Praca zbiorowa pod red. R. Frelka, KiW, .Warszawa 197, .s.12-19.

9 A Werba , Historia Związku Sowieckiego. Zarys krytyczny. Anex.Upsala, 1993, s.78-89.

10 E. Januła, Tak miało być…., opc. cit.

11 E. Januła, Zazbrojono ZSRR na ekonomiczną śmierć /w/Trybuna nr.136.1998.

12 Szerzej: E .Januła, Marcus Wolf. Człowiek bez twarzy /w/Dziś nr.6/2001.

13 E. Januła, Ile Breżniew miał czołgów /w/Trybuna nr.236/1999.

14 E. Januła, Rosja zbrojna /w/Dziś.nr.5, Warszawa 2007.

15 Ibidem.

16 Szerzej .E .Januła, Specnaz,/w/Komandos nr 5, Kraków 2004.

17 E. Januła. Rosja zbrojna…, op. cit.

18 Military Balance.London, 2011, T.4, p.36-45.

19 SIPRI, Raport,.no.mber,16.2012.

20 Z. Brzeziński, Druga szansa, Świat książki, Warszawa 200, .s.189-195.

21 The Economist, 21-sth Januar 2013, London

CUDU NIE BYŁO – BITWA WARSZAWSKA

Eugeniusz Januła

Wojna Polsko-Bolszewicka zajmuje szczególne miejsce w naszej historiografii, a również i myśli oraz tradycji politycznej. Jest symbolem tego, że bardzo młode, dopiero tworzące się odrodzone państwo polskie praktycznie o własnych siłach zdołało nie tylko odeprzeć agresję ze strony znacznie większego – ale też relatywnie słabego państwa – będącego w stanie wielkiego kryzysu, ale i odnieść duże militarne i polityczne zwycięstwo. Bitwę pod Warszawą zaliczono jako 18-stą z kolei bitwę, która zdecydowała o losach świata. Bo rzeczywiście gdyby wojska Tuchaczewskiego przeszły przez terytorium Polski i dotarły do zrewoltowanych wtedy, i to bardzo, Niemiec historia świata mogła potoczyć się inaczej.

Roman Dmowski i Józef Piłsudski, obaj wielcy politycy epoki I wojny światowej i początków okresu międzywojennego, reprezentowali zupełnie przeciwstawne koncepcje rozwiązań sytuacyjnych nowego państwa polskiego w aspekcie wschodnim. Bo jeżeli chodzi o zachód to Dmowski wspólnie zresztą z Ignacym Paderewskim wywalczyli sporo. Nie możemy zapomnieć, że nie kto inny jak Zjednoczone Królestwo chciało nas pozbawić całości Górnego Śląska, a nawet znacznej części Wielkopolski1. Wschód natomiast pozostawał w koncepcji obu wielkich polityków sprawą otwartą, ale na tym zgodność poglądów się kończyła. Dmowski postulował natychmiastowy marsz, oczywiście militarny na wschód i inkorporowanie możliwie wielu terenów. Jego koncepcja nawiązywała poniekąd do czasów wielkiej monarchii jagiellońskiej, tyle że mocno scentralizowanej i jednoznacznie polskiej, jeżeli chodzi o aspekt narodowościowy i systemu sprawowania władzy.. Nie Dmowski jednak, a Piłsudski miał znacznie więcej do powiedzenia w samym kraju .On też chciał maszerować na wschód, ale… Zdawał sobie sprawę z tego, że Polska jest dużo za słaba, żeby opanować Smoleńsk, Wilno, Dynenburg i Kijów. Zakładał, że wszystko to może być rozwiązane w ramach federacji wschodnioeuropejskiej, w której główną rolę obok Polski oczywiście odgrywać będzie samodzielna Ukraina. Taka federacja mogłaby w miarę skutecznie przeciwstawić się imperialnym tendencjom Rosji. Sytuacja przy końcu wojny światowej na wschodzie przedstawiała olbrzymi chaos. Formalnie Niemcy wygrali na tym teatrze wojnę zawierając z Rosją bardzo niekorzystny dla tej ostatniej pokój brzeski, ale ogólny wynik wojny był dla państw centralnych totalną klęską. Rosja po kapitulacji państw centralnych oczywiście pokój brzeski wypowiedziała. Tym niemniej trwała tam wojna domowa, trochę na zasadzie wszyscy ze wszystkimi. Dopiero po kilku miesiącach ukształtowała się sytuacja, w której to właśnie bolszewicy z Ulianowem- Leninem na czele zaczęli brać górę, ale w dalszym ciągu w poszczególnych częściach tego wielkiego kraju siły białogwardyjskie były bardzo silne.

Po unieważnieniu przez Rosję pokoju brzeskiego wojska rosyjskie podjęły operację o kryptonimie Wisła i rozpoczęły marsz na zachód. W grudniu 1918 roku czerwoni Rosjanie zajęli Mińsk w styczniu 1919 roku Wilno i Kowno. 27 marca proklamowano powstanie republiki Litewsko-Białoruskiej, oczywiście socjalistycznej.2 W początkowym etapie marszu Rosjan na zachód przeciwstawiać się mogły wojskom bolszewickim tylko polskie samorodne oddziały samoobrony. Ale to był tylko początek. 5 lutego 1919 roku Polska zawarła umowę z wycofującą się z terenów wschodnich armią niemiecką, żeby ta przepuściła przez kontrolowane przez siebie terytorium wojska polskie, które maszerowały już z kolei na wschód. W lutym 1919 roku Polacy obsadzili linie Kobryń – Prużany. Było oczywistym, że muszą wejść w kontakt bojowy z Rosjanami. To oczywiście stało się po kilku dniach i w ten sposób; casus beli; zaistniał, bez żadnego formalnego wypowiedzenia. W tym okresie wojny obaj przeciwnicy dysponowali bardzo słabymi siłami, bo armia polska dopiero się tworzyła, natomiast Rosjanie przede wszystkim zajęci byli wojną domową. W takiej sytuacji decydują śmiałość i inicjatywa, i tu bezwzględnie lepsi byli Polacy. W marcu polskie natarcie ruszyło naprzód i wkrótce wojska polskie osiągnęły linie Nowogródek – Baranowicze – Wilno. Toczyły się równoległe rozmowy pokojowe w Białowieży, ale były one od razu skazane na niepowodzenie.

Kolejna polska ofensywa w sierpniu 1919 roku wyprowadziła polskie wojska na linie rzeki Zbrucz, a na środkowym odcinku frontu Polacy zdobyli Mińsk. To był następny odcinek wojny, która została znowu przerwana, bo Piłsudski ze względów politycznych wygasił działania wojenne. Chodziło o to, że musiał po prostu, pozwolić bolszewikom na rozbicie białogwardyjskich wojsk generała Denikina. Ten bowiem chciał przywrócić państwo carów z wchłonięciem Polski oczywiście. Kolejne natomiast tury rozmów pokojowych między Polską a Rosją, toczone tym razem w Moskwie i Mikaszewiczach na Polesiu też nie przyniosły żadnych rezultatów. Armia Czerwona tymczasem rozbiła siły Denikina i Petlury, natomiast wojska polskie wyszły nad Berezynę sławną z okresu wojen napoleońskich. W styczniu 1920 roku generał Edward Rydz- Śmigły zdobył Dynenburg, zresztą na prośbę rządu łotewskiego3. To był wstęp do decydującej fazy wojny. Wprawdzie zima, ze zrozumiałych względów była kolejną pauzą operacyjną, ale obie strony gromadziły siły. Pierwsza uderzyła Polska. Na południowym odcinku frontu Polacy 7 maja zdobyli Kijów, który tak naprawdę nie był zbyt silnie broniony. Podpisano konwencje o współpracy z rządem atamana Siemona Petruli i koncepcja Piłsudskiego zaczęła nabierać realnych kształtów. Rosjanie czekali tymczasem aż I Armia Konna nadejdzie z Kaukazu, gdzie dotąd była zaangażowana w walkach. Była to na owe czasy potężna siła. 21 tysięcy nieźle wyszkolonych kawalerzystów podzielonych na cztery dywizje. Dowodził Pierwszą Armią Konną , Siemion Budionny, samorodny podobnie jak Michaił Frunze, talent wojskowy. Jego komisarzem politycznym natomiast był nie kto inny jak Kliment Woroszyłów. Jedną z dywizji dowodził Siemion Timoszenko, późniejszy u początku drugiej wojny światowej ludowy komisarz obrony.4 5 czerwca gwałtowne uderzenie pierwszej konnej przełamało front polski pod miejscowością Samohorodek. Zagrożeni okrążeniem Polacy musieli ewakuować Kijów, tym bardziej, iż bardzo szybko okazało się, że polski sojusznik ataman Siemion Petlura nie reprezentuje żadnej liczącej się siły politycznej, a jego oddziały wyspecjalizowane są wyłącznie w grabieżach i pacyfikacjach. W ślad za pierwszą konną ruszył cały front kierowany przez komandarma Jegorowa. Prócz pierwszej konnej dysponował on dwoma armiami złożonymi głównie z piechoty. Komisarzem politycznym u Jegorowa był z kolei Józef Stalin – równocześnie ludowy komisarz d/s narodowości. Trzeba od razu powiedzieć, że Stalin – prawdziwe nazwisko Dżuguszwilli – nieustannie mieszał i intrygował. jak to było w jego zwyczaju W praktyce to on, a nie Jegorow dowodził frontem.

Główną operację przeprowadzał jednak nie Jegorow, a Michaił Tuchaczewski, dowódca frontu zachodniego. To jego wojska miały jak burza przejść przez Polskę, zdobyć Warszawę i podtrzymać rewolucję. w Niemczech. Tuchaczewski dysponował czterema armiami z których, każda liczyła po około 40 tysięcy ludzi. Były to bardziej, operując współczesnymi pojęciami korpusy, ale była to na owe czasy potężna siła. Taranem ofensywnym natomiast był 3 korpus kawaleryjski dowodzony przez Gaję Gaja, zwanego też czasem Gaj-Chanem. Ten 12-tysieczny korpus posuwał się na północnym skrzydle frontu Tuchaczewskiego, a dowodzony był przez jednego z najlepszych taktyków kawaleryjskich tego okresu czasu5. Michaił Tuchaczewski też był samorodnym talentem, chociaż w armii carskiej ukończył szkołę junkrów. Natomiast strategiczny plan marszu przez Polskę opracował były carski pułkownik- później też marszałek ZSRR Borys Szaposznikow. Czerwoni Rosjanie przejęli z byłej armii carskiej szereg liczących się wojskowych z generałem Brusilowem na czele. U Tuchaczewskiego wszystkimi czterema armiami dowodzili też byli carscy pułkownicy. Był tu też oczywiście komisarz polityczny, niejaki Smilga. Ale przy charakterze Tuchaczewskiewgo, który potęgowała postępująca, choroba Basedowa, komisarz nie miał nic do powiedzenia. Z dowodzeniem po stronie rosyjskiej nie było najlepiej. Formalnym naczelnym dowódcą był Kamieniew, który jednak nie miał ani autorytetu, ani też realnej władzy. Starał się raczej dbać o zaopatrzenie frontów. Do bezpośredniego rozkazodawstwa wtrącał się permanentnie ludowy komisarz d.s. obrony Lew /Bornstein/ Trocki. Z kolei Tuchaczewski i Jegorow nie znosili się nawzajem i komunikowali zarówno z wodzem naczelnym Kamieniewem, jak i miedzy sobą, jak najmniej. Łączność była gorzej niż zła. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że polscy szyfranci czytali szyfry radzieckie. Później zresztą zdobyczną radiostację wielkiego zasięgu Polacy użyli do zagłuszania jedynej pracującej radiostacji Tuchaczewskiego.

Tuchaczewski szedł na zachód. Pierwsza linia polskiej obrony na rzece Niemen załamała się i to bardzo szybko. Usiłowano utworzyć nową na Bugu i Narwi, ale ta też została w pierwszych dniach sierpnia przełamana. Wojska polskie cofały się również na południu, gdzie raz po raz kolejne linie obrony musiały być zwijane.

W miarę postępu na zachód, między wojskami frontów Tuchaczewskiego a Jegorowa rozwijała się coraz większa luka operacyjna. Częściowo tworzyły ją błota poleskie, a w drugiej części brak współpracy między obu frontami. Naczelny dowódca Kamieniew rozkazał Jegorowowi wysłać armię Budionnego nad rzekę Wieprz. Była to naturalna decyzja, która miała w konsekwencji osłaniać działania rosyjskie, których punkt ciężkości koncentrował się na północ od Warszawy. Tuchaczewski działał w przeświadczeniu, że jego wojska od strony południowej są osłonięte przez pierwszą konną. Tymczasem Jegorow, czytaj Stalin, skierował tą armię na Lwów. Marzyły mu się bowiem laury zdobywcy tego wielkiego miasta6. Po stronie polskiej, obok bezpośredniej walki trwała mobilizacja ludzi i zasobów. Misję doradczą przysłała też Francja z gen. Maximem Weygandem na czele. 1 lipca premier Stanisław Grabski przekazał władzę Radzie Obrony Państwa. Wkrótce potem jego gabinet podał się do dymisji, a funkcję premiera przejął Wincenty Witos. 6 lipca Piłsudski, będący w coraz gorszym stanie psychicznym, wydał kolejny, chyba przedwczesny rozkaz o dalszym odwrocie na bezpośrednie przedpola Warszawy. Z kolei 13 sierpnia rozpoczęły się ciężkie walki o Radzymin, który przechodził kilkakrotnie z rąk do rąk. Ale i tu trzeba to wyraźnie powiedzieć;. Strategia Tuchaczewskiego zmierzała do związania wojsk polskich walkami pod Warszawą, natomiast planował główną operację na Północ od polskiej stolicy w okolicach Włocławka. Tam też operowała jego najsilniejsza armia wsparta silnym korpusem kawalerii Gai- Gaja. Właśnie w rejonie Włocławka wojska Tuchaczewskiego miały sforsować i przekroczyć Wisłę

Po stronie polskiej dostrzeżono natomiast, /Szef sztabu generalnego. gen. Rozwadowski/ rozszerzającą się lukę między frontami Tuchaczewskiego i Jegorowa. Postanowiono zaryzykować. Z północy ściągnięto silną piątą armię gen. Władysława Sikorskiego, która 14 sierpnia uderzyła na 4 i 15 armie bolszewickie. To gwałtownie przyhamowało Rosjan na przedpolach Warszawy, ale tymczasem na północy Gaja Gaj zaczął w rejonie Włocławka przeprawiać swój kawaleryjski korpus przez Wisłę. Nad Wieprzem, gdzie dzięki rosyjskim błędom nie było pierwszej konnej Budionnego skoncentrowano sześć stosunkowo słabych dywizji polskich. W czasie kiedy Tuchaczewski starał się zahamować wojska Sikorskiego ogałacając do reszty swoje południowe skrzydło, właśnie z południa z nad Wieprza wyszło głębokie polskie uderzenie . Ponieważ trafiło ono w zupełnie odsłonięte tyły wojsk Tuchaczewskiego ten nie miał innego wyjścia tylko dać rozkaz do totalnego odwrotu. Rosjanie począwszy od 16 sierpnia zaczęli się wycofywać, a odwrót jak to często bywa zamienił się w warunkach chaosu w totalną ucieczkę7. Straty Rosjan były duże. Zabitych zostało około 22 tysiące, ale około 65 tysięcy dostało się do niewoli.

Oczywiście dalsze działania były już tylko epilogiem poprzednich. Wojska polskie znowu po serii mniejszych potyczek poszły na wschód w ślad za uciekającymi Rosjanami, u których nastąpiło zupełne rozprzężenie. Bo nie tylko Tuchaczewski, ale również Jegorow musiał się szybko wycofać, a pierwszy w odwrocie był nie kto inny jak Józef Stalin. Zwycięstwo ma zwykle wielu ojców, do klęski nie chce się przyznać nikt. Piłsudski, niezupełnie zgodnie z prawdą, sobie przypisał całkowite zwycięstwo w tej bitwie. Tymczasem wszystkie dokumenty operacyjne są podpisane przez szefa sztabu gen. Rozwadowskiego, który nie tracił jak Piłsudski zimnej krwi. Miał ponadto znacznie większą wiedzę wojskową niż człowiek, który dowodził dotąd tylko niepełną brygadą i był tam też bardziej komisarzem politycznym, niż rzeczywistym dowódcą. Wpływ na planowanie operacji miał też niewątpliwie gen. Weygand. Po stronie Rosyjskiej natomiast Tuchaczewski i szereg wojskowych jednoznacznie obciążyli za spowodowanie klęski Stalina. Dziwnym trafem wszyscy oni zginęli w wielkich stalinowskich czystkach wśród wojskowych w latach 1937- 1940. Trocki, który też obciążał Stalina za nieudaną wyprawę na zachód w nieodległym czasie musiał opuścić ZSRR.

Wielka bitwa warszawska, jak każda operacja jest w wyniku sumą błędów każdej ze stron. Strona rosyjska bez wątpienia znacząco silniejsza popełniła tych błędów więcej, a Polacy i teraz pozostaje w dalszym ciągu otwarte pytanie czy to Rozwadowski czy też Piłsudski umieli znakomicie te błędy wykorzystać. Nie można zapomnieć przy tym o postawie gen. Władysława Sikorskiego, który wziął ciężar boju na własną armię właśnie w decydującym momencie. To wszystko dało znakomity wynik, ocaliło Polskę i dało dobre podstawy do egzystencji państwa. Była to raczej chłodna kalkulacja, bo ona decyduje na wojnach, a nie żaden cud. Tyle, że nie można nikomu zabronić głoszenia cudu. Bo część społeczeństwa wierzyła i niestety wierzy nadal, że normalnością jest, iż aniołowie z nieba zrobią za nas wszystko i będzie dobrze. Złośliwi, ale mądrzy dopowiadają natomiast, że cudem będzie jeżeli zrobią to sami Polacy.

Eugeniusz Januła, pułkownik/r/dr, wykładowca akademicki, niezależny publicysta, przewodniczący Stow. Polska – Europa XXI, poseł na Sejm RP II kadencji

1 S .Zabiełłom O rząd i granice; Warszawa 1969, wyd. PAX, s.14-17.

2 Por. E. Janula, Nie cud a chłodna kalkulacja, /w/Trybuna. nr 64/2003.

3 Tamże

4S .Budionnyj, Pamiatniki, Moskwa 1974, str.149-156.

5 Gaja-Ga, Maje żyzni, Moskwa 1957, str. 24-28.

6 E .Januła, op .cit

7 Tamże

 

FIRMY RODZINNE W PERSPEKTYWIE UNIJNEJ

Jan Klimek, Jacek Lipiec*

Firmy rodzinne nie były dotąd w dostatecznym stopniu dostrzegane przez instytucje unijne. W listopadzie 2009 r., Komisja Europejska opublikowała drugie i ostatnie jak dotychczas sprawozdanie końcowe grupy ekspertów na temat firm rodzinnych. Do 2015 r. niewiele jednak zrobiono na rzecz tych podmiotów . Zważywszy na fakt, że firmy rodzinne stanowią około 60% wszystkich firm europejskich, dając pracę prawie połowie zatrudnionych w Unii Europejskiej , nie można o nich zapominać przy formułowaniu strategii oraz programów unijnych. W istocie Komisja Europejska coraz częściej zwraca uwagę na te podmioty. Nawiązała do nich na przykład w Planie Działania na rzecz Przedsiębiorczości do 2020 r. w kontekście wyzwań, które należy podjąć, aby pobudzić ducha przedsiębiorczości (rodzinnej) w Europie . Jak na razie są to jednak tylko okazjonalne wzmianki. Z powodu liczebności oraz znaczenia firm rodzinnych w państwach członkowskich UE i w ogóle na świecie, należałoby poświęcić tym podmiotom więcej uwagi. Z tego też względu z inicjatywy Jacka Krawczyka przewodniczącego Grupy Pracodawców w Europejskim Komitecie Ekonomiczno-Społecznym (EKES) oraz Jana Klimka, współautora artykułu, a równocześnie członka i sprawozdawcy tej grupy – 22 stycznia 2015 r. powołano Grupę INT/765, której celem jest opracowanie opinii na temat firm rodzinnych.
Celem niniejszego artykułu jest przedstawienie działań instytucji unijnych na rzecz firm rodzinnych. Działania te pokazano poprzez pryzmat procesu przygotowywania oraz sporządzenia opinii w sprawie takich firm w Europejskim Komitecie Ekonomiczno-Społecznym. Omawiając rozwiązania stosowane w firmach rodzinnych, autorzy odnieśli się tylko do rozwiązań legislacyjnych państw członkowskich, które mogłyby być wykorzystane do przyjęcia dyrektywy unijnej w odniesieniu do firm rodzinnych.

Firmy rodzinne – problemy z definicją

Punktem wyjścia do analizy przedsiębiorstw rodzinnych – i nie tylko rodzinnych – jest przyjęcie jednoznacznej definicji firmy rodzinnej. Dyscyplina badawcza związana z firmami rodzinnymi rozwinęła się stosunkowo niedawno i dlatego nie wypracowano jeszcze wiążącej definicji, co utrudnia prowadzenie badań komparatywnych. Należy jednak nadmienić, że w światowym obiegu naukowo-badawczym istnieje kilkadziesiąt definicji firm rodzinnych, przy czym najczęściej wykorzystywane są dwie: (1) Dennisa Jaffego oraz (2) Johna Davisa i Renato Tagiuriego . Pierwszy z nich uznaje za firmę rodzinną „jednostkę, w której dwóch lub więcej członków rodziny dzieli pracę i własność” . Z kolei J.A. Davis i R. Tagiuri przez firmę rodzinną rozumieją „organizację, w której dwóch lub więcej członków rodziny ma wpływ na kierownictwo firmy poprzez: wykorzystanie związków pokrewieństwa, pełnienie funkcji kierowniczej lub prawo własności” . Analizując firmy rodzinne w krajach UE, należałoby jednak powoływać się na definicję zaproponowaną w dokumencie opracowanym przez wspomnianą wcześniej grupę ekspercką Komisji Europejskiej (ramka 1). Zaproponowała ona przyjęcie tej definicji po sporządzeniu ekspertyzy firm rodzinnych.
Ramka 1
Firmę, bez względu na rozmiar, należy uważać za rodzinną, jeżeli:
• Większość głosów jest w posiadaniu osoby (osób) fizycznej, która założyła firmę albo nabyła udziały w firmie, lub w posiadaniu jej małżonka, rodziców, dzieci albo bezpośrednich spadkobierców dzieci.
• Głosy większościowe mogą być bezpośrednie lub pośrednie.
• Przynajmniej jeden przedstawiciel rodziny albo krewny jest zaangażowany w zarządzanie lub administrowanie firmą.
• W przypadku spółek notowanych na giełdzie mówi się o firmie rodzinnej, jeśli rodzina założyła lub nabyła udziały w firmie lub jej potomkowie posiadają 25 % głosów wynikających z posiadanego kapitału.

Źródło: Sprawozdanie końcowe grupy ekspertów: Overview of family-business-relevant issues: research, networks, policy measures and existing studies, Komisja Europejska, listopad 2009 r.

Definicja ta nie została jednak powszechnie przyjęta w państwach członkowskich i jest wykorzystywana przez badaczy jedynie dobrowolnie. Definicję tę promuje federacja European Family Businesses z siedzibą w Brukseli, która także aktywnie wspiera inne działania na rzecz firm rodzinnych w UE, m.in. proponuje, aby Eurostat zaczął pozyskiwać dane statystyczne o firmach rodzinnych w oparciu o tę definicję . Notabene, nie odnotowano na świecie działań zmierzających do opracowania statystycznego firm rodzinnych z wyjątkiem Centralnego Urzędu Statystycznego w Irlandii, który wydał publikację „Family Business in Ireland – Services Sector 2005”. Warto odnotować przy tej okazji, że Główny Urząd Statystyczny w Warszawie podjął działania zmierzające do zbadania firm rodzinnych, jednak wyniki tych działań poznamy dopiero w 2017 r. Definicję firm rodzinnych według grupy eksperckiej Komisji Europejskiej należałoby uzupełnić o kryterium czasu (ciągłości) funkcjonowania firmy rodzinnej. Firmy rodzinne prowadzą bowiem działalność w taki sposób, aby zagwarantować firmie istnienie w długim horyzoncie, tj. przez wiele pokoleń. Osiągają to poprzez reinwestowanie zysków oraz akumulację kapitału, co w literaturze zyskało miano tzw. kapitału cierpliwego (ang. patient capital). Angela Merkel – kanclerz Niemiec – uwydatniła tę cechę firm rodzinnych stwierdzając, że: „Firmy rodzinne myślą w perspektywie długoterminowej. Istnieją i chcą istnieć długo; oznacza to że zarządzają w sposób zrównoważony” .

Doświadczenia państw członkowskich we wspieraniu firm rodzinnych
Państwa członkowskie w mniejszym, bądź większym stopniu podejmują różne działania na rzecz wspierania i rozwijania firm rodzinnych. Warto przyjrzeć się konkretnym rozwiązaniom, gdyż mogą one służyć jako punkty odniesienia dla innych krajów, nie tylko członkowskich.
Przeglądając działania na rzecz wspierania firm rodzinnych należy odwołać się bez wątpienia do bogatego doświadczenia Hiszpanii, a w szczególności badań Miguela Gallo z IESE Business School, który jako jeden z pierwszych na świecie przeniósł tematykę firm rodzinnych na grunt naukowy. Z jego bogatego doświadczenia oraz działalności na rzecz wspierania firm rodzinnych warto wymienić położenie podwalin pod rodzinny nadzór właścicielski, który został nawet uwzględniony przez Senat hiszpański . W Hiszpanii firmy rodzinne wspiera również Ministerstwo Przemysłu, Energii oraz Turystyki. W przewodniku o małych i średnich firmach rodzinnych zdefiniowało ono firmę rodzinną, jako „przedsiębiorstwo, którego istotna część własności należy do jednej lub wielu rodzin oraz którego członkowie mają wpływ na decyzje podejmowane przez zarząd oraz organa administracyjne firmy” . Działania w podobnym nurcie podjęło także Ministerstwo Handlu i Przemysłu Finlandii, które zawiązało specjalną grupę zajmującą się przedsiębiorczością rodzinną . Przedstawiona już definicja firmy rodzinnej zaproponowana przez ekspertów Komisji Europejskiej (ramka 1) została wypracowana właśnie przez tę fińską grupę roboczą, której pracami kierował Philip Aminoff – prezes Rady Dyrektorów koncernu rodzinnego Electrosonic Oy Ab. Państwa członkowskie mogą definiować firmy rodzinne w różnych regulacjach i dokumentach prawnych, jak np. we Włoszech w kodeksie cywilnym. Włoski kodeks cywilny wprowadza wymóg istnienia więzi rodzinnych oraz nieustannej pracy (modo continuativo) na rzecz rodziny czy też firmy rodzinnej, którego spełnienie upoważnia członka rodziny do czerpania korzyści w postaci udziałów we własności oraz zysków . W Kodeksie tym mówi się również, że członek rodziny, który przyczynia się do wzrostu aktywów oraz wartości niematerialnych (goodwill) powinien otrzymać za to odpowiednią gratyfikację zależną od wielkości oraz jakości wkładu własnego. Decyzje w sprawie podziału zysków oraz inne dotyczące firmy i jej sprzedaży powinny być podejmowane większością głosów.
Rumuński Parlament przyjął w 2004 r. ustawę o prowadzeniu działalności przez osoby indywidualne oraz firmy (a dosłownie stowarzyszenia) rodzinne (asociaţiilor familiale) . W pierwszych czterech artykułach tej ustawy omawia się działalność gospodarczą o dowolnym charakterze (z wyłączeniem działalności regulowanej odrębnymi ustawami), która może być prowadzona przez osoby indywidualne oraz firmy rodzinne z Unii Europejskiej oraz Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Firma rodzinna może być założona przez osobę fizyczną i obejmować członków rodziny (art. 1). Artykuł drugi tej ustawy precyzuje, że przez członków rodziny należy rozumieć osoby związane więziami rodzinnymi – zstępnych do czwartego stopnia włącznie – a także określa dolną granicę wieku przynależności do firmy na 16 lat. Czwarty stopień w odniesieniu do zstępnego wynika bezpośrednio z rumuńskiego Kodeksu cywilnego (rozdział dotyczący dziedziczenia) .
Nieco inne podejście stosuje Kodeks cywilny Litwy, który odwołując się do wspólnoty małżeńskiej uznaje, że firmę założoną w trakcie związku małżeńskiego należy traktować jako wspólnotę rodzinną . Dodatkowo nadmienia, że jeśli jedno ze współmałżonków prowadziło firmę przed zalegalizowaniem związku małżeńskiego, wówczas jako wspólnotę małżeńską należy traktować przychody tej firm od chwili zawarcia związku. W kodeksie litewskim uregulowano również kwestie związane z zarządzaniem majątkiem wspólnotowym (art. 3.97) oraz przekazywania darowizn na dowolnego współmałżonka (art. 3.99).
Z doświadczeń niektórych innych krajów unijnych wynika, że firmy rodzinne mogą stanowić trzon działalności rolniczej, czego przykładem są Polska i Węgry. W Polsce pojęcie gospodarstwa rodzinnego wprowadzono ustawą o kształtowaniu ustroju rolnego z 2003 r. Zgodnie z tą ustawą, gospodarstwo, aby mogło być uznane za gospodarstwo rodzinne powinno spełnić szereg wymogów prawnych (ramka 2) dotyczących samego gospodarstwa rolnego (m.in. w odniesieniu do areału) oraz innych dodatkowych kryteriów, jak np. potwierdzone kwalifikacje.
Ramka 2
Art. 5. 1. Za gospodarstwo rodzinne uważa się gospodarstwo rolne:
1) prowadzone przez rolnika indywidualnego,
2) w którym łączna powierzchnia użytków rolnych jest nie większa niż 300 ha.
2. Przy ustalaniu powierzchni użytków rolnych, o której mowa w ust. 1 pkt 2, będących przedmiotem współwłasności uwzględnia się powierzchnię nieruchomości rolnych odpowiadających udziałowi we współwłasności takich nieruchomości, a w przypadku współwłasności łącznej uwzględnia się łączną powierzchnię nieruchomości rolnych stanowiących przedmiot współwłasności.
3. Przepis ust. 2 stosuje się odpowiednio do ustalania powierzchni użytków rolnych będących przedmiotem współposiadania samoistnego oraz współposiadania na podstawie użytkowania wieczystego lub na podstawie umowy dzierżawy.

Źródło: Ustawa z 11 kwietnia 2003 r. o kształtowaniu ustroju rolnego (DzU 2003, nr 64, poz. 592).

Należy nadmienić, że powyższa definicja gospodarstwa rodzinnego jest węższa od definicji gospodarstwa rolnego podanej w Kodeksie cywilnym (art. 553), zgodnie z którą „za gospodarstwo rolne uważa się grunty rolne wraz z gruntami leśnymi, budynkami lub ich częściami, urządzeniami i inwentarzem, jeżeli stanowią lub mogą stanowić zorganizowaną całość gospodarczą, oraz prawami związanymi z prowadzeniem gospodarstwa rolnego”. Jednym z celów ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego jest poprawa struktury obszarowej gospodarstw rolnych, a zatem tworzenie nowych gospodarstw rodzinnych oraz powiększanie już istniejących (prawo pierwokupu). Omawiając sprawy firm rodzinnych w Polsce nie sposób pominąć roli, jaką odegrała Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) w działaniach na rzecz tych podmiotów. Wsparcie PARP polegało m.in. na opracowaniu programów szkoleniowych na podstawie wyników przeprowadzanego w 2009 r. ogólnopolskiego badania firm rodzinnych. Z szacunków PARP wynika, że w Polsce istnieje 36% podmiotów rodzinnych w sektorze mikro, małych i średnich firm .
Na Węgrzech również zdefiniowano oraz określono warunki funkcjonowania rolniczej firmy rodzinnej (családi gazdaság). Pod pojęciem rodzinnego gospodarstwa rolnego rozumie się posiadanie przez członka rodziny – podobnie jak w ustawodawstwie polskim – użytków rolnych o powierzchni nieprzekraczającej łącznie 300 ha oraz jego pracę w pełnym wymiarze czasowym z możliwością otrzymywania wsparcia przez członków rodziny .
W innych państwach członkowskich możemy odnaleźć regulacje związane z firmami rodzinnymi w różnych specyficznych dokumentach, jak np. w ustawodawstwie duńskim, w którym kontekst przedsiębiorczości rodzinnej odnosi się do zatrudniania młodocianych. W rozporządzeniu dotyczącym zatrudniania oraz odbywania praktyk przez młodzież mówi się, że praca młodzieży w gospodarstwach prywatnych czy firmach rodzinnych podlega bezpośrednio rozporządzeniu o zatrudnianiu młodocianych . W przypadku, gdy praca taka ma charakter okazjonalny, bądź krótkoterminowy, nie podlega ona temu rozporządzeniu, jednak z zastrzeżeniem, że zlecający pracę ściśle przestrzega wymogów bezpieczeństwa oraz bezpośrednio sprawuje pieczę nad młodocianymi pracownikami.
Powyższe przykłady pokazują, że rozwiązania legislacyjne w państwach członkowskich w różnym stopniu mogą wspierać przedsiębiorczość rodzinną. Można jednak zauważyć, że bez względu na specyfikę legislacyjną wytworzyła się potrzeba kształcenia w zakresie szeroko rozumianej przedsiębiorczości rodzinnej. Zarówno edukacja publiczna, jak i prywatna dostrzegły niszę na kształcenie przedsiębiorców rodzinnych i starają się ją w mniejszym, bądź większym stopniu zaspokajać. Znaczenie tego rodzaju kształcenia wzrasta, gdy wspierają je przedsiębiorcy rodzinni, którzy odnieśli znaczące sukcesy, jak np. Antoine Seillère, który stał się mecenasem INSEAD-u we Francji, Stephan Schmidheiny – IMD w Szwajcarii, czy Marek Roleski – Szkoły Głównej Handlowej w Polsce. Oczywiście istnieje wiele więcej renomowanych szkół (uniwersytetów) biznesu poza wymienionymi wyżej, które przedstawiają oferty edukacji dla przedsiębiorców rodzinnych. Do takich zaliczyć można z pewnością programy oferowane przez Uniwersytet w Bordeaux, który oferuje kurs Master 2 professionnel: Gouvernance des entreprises familiales et patrimoniales, IESE Business School z programem edukacji ustawicznej, ESADE z programem Executive Education, czy też Cyprus International Institute of Management z Akademią Firm Rodzinnych. W zakresie tematyki rodzinnej zaczęły także kształcić instytucje rządowe oraz stowarzyszenia ogólnoświatowe zrzeszające przedsiębiorców rodzinnych. Przykładem instytucji rządowej, która dostrzegła potrzebę kształcenia przedsiębiorców rodzinnych może być Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP). Warto podkreślić, że organizowane i oferowane przez PARP programy szkoleniowe były poprzedzone ogólnopolskim badaniem firm rodzinnych w celu zdiagnozowania ich potrzeb – w tym potrzeb szkoleniowych. Odnośnie do ogólnoświatowych stowarzyszeń należy natomiast stwierdzić, że istnieją dwa takie stowarzyszenia, które zrzeszają i kształcą przedsiębiorców rodzinnych – Family Business Network z siedzibą w Lozannie (posiada oddział w Polsce) oraz Family Firm Institute z siedzibą w Bostonie.
Prace legislacyjne na rzecz firm rodzinnych podejmowane przez państwa członkowskie i wspierane wysiłkami sektora edukacyjnego oraz działalnością stowarzyszeń doprowadziły do zwrócenia uwagi na te podmioty przez instytucje unijne. W efekcie tego zostało przygotowane kompleksowe opracowanie (opinia) Sekcji Jednolitego Rynku, Produkcji i Konsumpcji w sprawie przedsiębiorstw rodzinnych w Europie jako źródła ponownego wzrostu gospodarczego i lepszych miejsc pracy (szerzej omówione w dalszej części niniejszej publikacji).

Firmy rodzinne w dokumentach unijnych
Działania poszczególnych państw członkowskich na rzecz firm rodzinnych przy wsparciu różnych organizacji i stowarzyszeń doprowadziły do zwrócenia uwagi na problemy tych firm przez instytucje unijne. Główną rolę odegrały tutaj dwa dokumenty unijne poświęcone w pełni firmom rodzinnym:
1. Sprawozdanie końcowe pod redakcją Irene Mandl – Overview of Family Business Relevant Issues, KMU Forschung Austria, 2008 r.
2. Sprawozdanie końcowe grupy ekspertów – Overview of family-business-relevant issues: research, networks, policy measures and existing studies, Komisja Europejska, listopad 2009 r.
W raporcie Irene Mandl omawia się firmy rodzinne w dość kompleksowy sposób. Jej zespół szczegółowo scharakteryzował fenomen firm rodzinnych – nie wykluczając dywagacji definicyjnych. Przedstawiono funkcjonowanie firm rodzinnych w Europie w kontekście ich oddziaływania gospodarczego oraz instytucjonalnego. Efektem prac zespołu były rekomendacje, które zachęcały do podjęcia szeregu działań wspierających firmy rodzinne:
• wypracowania operacyjnej definicji firmy rodzinnej,
• badania i propagowania wyników badań o firmach rodzinnych,
• tworzenia oraz doceniania na szczeblu unijnym organizacji reprezentujących interesy firm rodzinnych,
• szkolenia przedsiębiorców oraz sukcesorów w zakresie sukcesji,
• obniżenia /zniesienia podatku od dziedziczenia,
• ułatwienia dostępu do źródeł finansowania bez konieczności utraty kontroli nad firmą,
• podniesienia świadomości oraz finansowanie procesu wdrażania rodzinnego nadzoru nad firmą,
• wspierania edukacji z zakresu przedsiębiorczości oraz zarządzania zorientowanej na firmy rodzinne,
• wspierania firm, które akumulują zyski,
• przeprowadzenia kampanii wizerunkowej firm rodzinnych.
Drugie sprawozdanie dotyczące firm rodzinnych przygotowane zostało w 2009 r. przez ekspertów Komisji Europejskiej. W sprawozdaniu tym poruszono również kwestie definicyjne, które są istotne ze względu na prowadzenie analiz porównawczych oraz oferowanie skutecznej pomocy, jeśli taka byłaby konieczna. Omówiono także wyzwania stojące przed firmami rodzinnymi oraz przytoczono opracowania Komisji, które mogą być przydatne w działalności firm rodzinnych, np. poświęcone wspieraniu młodych przedsiębiorców czy organizowaniu tygodnia przedsiębiorczości. Należy jednak zwrócić uwagę, że nie są to zalecenia czy regulacje adresowane bezpośrednio do firm rodzinnych. Eksperci Komisji – w odróżnieniu od zespołu I. Mandl – zarekomendowali przyjęcie oraz stosowanie przez państwa członkowskie konkretnej definicji firmy rodzinnej (ramka 1). W sprawozdaniu wzywa się Komisję do promowania oraz dzielenia się informacjami o firmach rodzinnych, publikując w dokumencie przykłady dobrych praktyk. Dodatkowo zachęca się rządy poszczególnych krajów, aby wspierały firmy rodzinne korzystając z różnych dostępnych im instrumentów, np. rozwiązań podatkowych. Sprawozdanie ekspertów – podobnie jak sprawozdanie Irene Mandl – upatruje istotną rolę do odegrania przez organizacje oraz instytucje reprezentujące i wspierające interesy środowiska firm rodzinnych.
Poza omówionymi wyżej dwoma kompleksowymi dokumentami analizującymi problemy firm rodzinnych można znaleźć jedynie wzmianki o tych firmach w innych dokumentach unijnych, a także projekt sprawozdania przygotowywanego przez Parlament Europejski (będzie o nim mowa w dalszej części artykułu). Wzmianka o przedsiębiorstwie rodzinnym pojawia się w rozporządzeniu Komisji Europejskiej nr 70 z 2001 r. , w którym przywołuje się definicję mikroprzedsiębiorstw oraz małych i średnich przedsiębiorstw. Jednak w dokumencie tym nie konkretyzuje się, co należy rozumieć przez przedsiębiorstwo rodzinne, a jedynie stwierdza ogólnikowo, że: „za przedsiębiorstwo uważa się podmiot prowadzący działalność gospodarczą bez względu na jego formę prawną. Zalicza się tu w szczególności osoby prowadzące działalność na własny rachunek oraz firmy rodzinne zajmujące się rzemiosłem lub inną działalnością, a także spółki lub konsorcja prowadzące regularną działalność gospodarczą” . Mimo iż rozporządzenie to nie definiuje firmy rodzinnej, to wskazuje na rzemiosło, które stanowi środowisko naturalne dla tych firm.
Instytucje unijne, omawiając źródła i możliwości wzrostu gospodarczego czy też szukając remedium na kryzysy, zauważają, że pozytywną rolę mogą w nich odegrać firmy rodzinne. Parlament Europejski, który rozpatrywał decyzję Rady w sprawie wytycznych dla polityki zatrudnienia w państwach członkowskich, zasugerował m.in. udzielanie firmom rodzinnym mikrokredytów, które – jego zdaniem – zwiększą konkurencyjność oraz przyczynią się do wzrostu gospodarczego . Unia Europejska podejmowała też działania wspierające regiony, kraje czy bezpośrednio podmioty rodzinne. Jako przykład można podać wsparcie ze środków unijnych (na podstawie rezolucji TIC/1223/2003) udzielone na prośbę władz Katalonii z przeznaczaniem na „pomoc dla firm rodzinnych na opracowywanie planów dziedziczenia” .
W wielu krajach zauważa się mniejsze uprzywilejowanie kobiet w stosunku do mężczyzn. Z tego też powodu instytucje unijne starają się wprowadzać regulacje, które zwracają uwagę na potrzeby kobiet i konieczność podejmowania działań na ich rzecz. Z inicjatywą taką wystąpił m.in. Parlament Europejski, który w swojej rezolucji odniósł się do roli kobiet w firmach rodzinnych . Parlament zwraca w niej uwagę na konieczność podejmowania działań mających na celu osiągnięcie równowagi praw mężczyzn i kobiet. W szczególności powinno się oferować wsparcie dla kobiet w rozpoczynaniu własnej działalności. Z racji pełnionych funkcji rodzicielskich bowiem może być im trudniej ją podejmować. W przypadku, gdy takie wsparcie będzie efektywne, kobiety będą mogły nie tylko osiągać niezależność finansową i zawodową, ale również przyczynić się do odwrócenia niekorzystnego trendu demograficznego. Parlament odniósł się również do praktyki powszechnego uprzywilejowywania potomków płci męskiej w przekazywaniu firmy sugerując zaprzestanie dyskryminacji kobiet. Inny problem może wynikać z faktu, że małe sklepy działające w branży spożywczej – często prowadzone przez rodziny – nie są w stanie sprostać sile nowoczesnych supermarketów. W Polsce liczba supermarketów od wielu lat systematycznie rośnie, czego wynikiem jest postępujący spadek liczby sklepów ogólnospożywczych . W małych firmach rodzinnych tradycje wytwórcze przekazywane są zazwyczaj z pokolenia na pokolenie, a rodzina dokłada wszelkich starań, aby produkty wytwarzane były z najwyższą starannością i dbałością o jakość. Wobec powyższego pozytywnie należy odnieść się do działań instytucji unijnych wspierających tych przedsiębiorców w różny sposób, np. poprzez ochronę oznaczeń geograficznych i nazw pochodzenia produktów, jak w przypadku gofio canario (mączka otrzymywana ze zmielenia prażonych zbóż, która stanowi podstawę diety Guanczów) .
Kończąc przedstawianie dokumentów unijnych odnoszących się do firm rodzinnych, należy pozytywnie odnotować zaangażowanie Parlamentu Europejskiego, który w 2014 r. przygotował projekt sprawozdania w sprawie przedsiębiorstw rodzinnych w Europie. Prace nad tym sprawozdaniem koordynuje Angelika Niebler . W projekcie sprawozdania podkreśla się doniosłą oraz dobroczynną rolę firm rodzinnych dla gospodarek nadmieniając, że są one społecznie odpowiedzialne wobec pracowników, rozwijają się w sposób bardziej zrównoważony i długofalowy niż firmy nierodzinne, tworzą i utrzymują miejsca pracy oraz podnoszą ogólną konkurencyjność. W związku z tym zaapelowano do państw członkowskich o odpowiednie wsparcie tych firm, np. poprzez regulacje podatkowe oraz spadkowe. Warto podkreślić, że w sprawozdaniu nawołuje się również do rewizji obecnej definicji MSP w kierunku kryteriów jakościowych, aby można było łatwiej definiować przedsiębiorstwo rodzinne. Należy docenić fakt, że autorzy tego sprawozdania zaapelowali do Komisji, aby utworzyła stałą grupę roboczą, która zajmowałaby się przedsiębiorstwami rodzinnymi.
Należy jednak podkreślić, że dwa wspomniane wcześniej sprawozdania poświęcone firmom rodzinnym, przygotowane pod koniec pierwszej dekady XXI wieku, projekt sprawozdania Parlamentu Europejskiego oraz pojedyncze wzmianki o firmach rodzinnych pojawiające się w dokumentach unijnych wydają się być niewystarczające wobec siły oraz znaczenia firm rodzinnych w Unii Europejskiej. Z tego też względu pozytywnie należy się odnieść do inicjatywy Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego, który podjął wysiłki w celu opracowania opinii, która w sposób kompleksowy ukazała te podmioty w kontekście ich potrzeb oraz wskazała decydentom unijnym sposoby możliwego ich wsparcia.

Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny a problemy firm rodzinnych
Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny prowadzi działalność na podstawie art. 13 Traktatu o Unii Europejskiej oraz przepisów art. 300-304 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Bieżące działania operacyjne prowadzone są w oparciu o regulamin wewnętrzny. Komitet wypełnia ważne zadanie wspierania wartości integrujących członków wspólnoty oraz angażowania społeczeństwa poprzez wysłuchiwanie głosu różnych jego grup reprezentantów, a mianowicie: (1) pracodawców, (2) pracowników, oraz (3) grup różnych interesów, np. związki rzemiosła. Działalność EKES realizowana jest poprzez wydawanie opinii z własnej inicjatywy oraz na potrzeby instytucji unijnych (Rady, Komisji Europejskiej bądź Parlamentu Europejskiego), przy czym mogą one mieć charakter obowiązkowy (określone dziedziny wynikające z traktatów unijnych) lub nieobowiązkowy. Prace nad opinią prowadzone są w grupach kilku – kilkunastoosobowych, które koordynują sprawozdawcy z możliwością wsparcia eksperckiego. W skład EKES wchodzi 353 członków, z czego 21 z Polski. W ramach swoich uprawnień EKES podjął (po wcześniejszych wzmiankowanych tylko odniesieniach) decyzję o sporządzeniu opinii o firmach rodzinnych w 2015 r.
Odniesienia EKES do przedsiębiorstw rodzinnych
Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny w swojej dotychczasowej działalności odnosił się do firm rodzinnych w różnych swoich opiniach, przy czym były to raczej wzmianki. EKES uznał, że należy pomagać firmom rodzinnym w czasach kryzysu, ale także promować sukcesję firm rodzinnych. „Z przeprowadzanych w Europie badań wynika, że około 1/3 europejskich przedsiębiorców, głównie właścicieli firm rodzinnych, odejdzie w ciągu najbliższych 10 lat. Ocenia się, że zjawisko to dotknie blisko 690 tys. przedsiębiorstw, zatrudniających w sumie 2,8 mln pracowników. Należy zatem promować przejmowanie przedsiębiorstw jako cenną alternatywę wobec zakładania zupełnie nowej firmy” . Z kolei podczas sesji plenarnej w 2005 r. debatowano na temat wkładu branży turystycznej w ożywienie społeczno-gospodarcze obszarów kryzysowych . EKES zwrócił wówczas uwagę na fakt, że kryzysy dotykają przede wszystkim obszary monotoniczne, dlatego też sugerował rozwijanie na nich działalności turystycznej, która ze względu na swoją wszechstronność pozwoliłaby zdywersyfikować te obszary. Okazało się również, że branża turystyczna zdominowana jest przez podmioty rodzinne. EKES podkreślił, że turystyka może być również panaceum na kryzysy występujące na obszarach wiejskich, gdzie znajduje się znaczący odsetek samozatrudnionych w branży turystycznej, którzy są wspomagani przez członków rodziny. EKES zauważył, że kolejną branżą zdominowaną przez firmy rodzinne, która znalazła się w sytuacji kryzysowej i wymaga pomocy jest rybołówstwo . Uznał, że środki proponowane przez Komisję na wsparcie tego sektora nie są wystarczające, gdyż dominującą rolę odgrywają w rybołówstwie firmy rodzinne posiadające zazwyczaj jeden statek rybacki. Dodatkowo działają one na ograniczonym akwenie przy ograniczonych środkach oraz restrykcyjnych regulacjach. Wobec takich ograniczeń osiągnięcie rentowności przez te podmioty może być bardzo trudne, o ile w ogóle możliwe. Sektor motoryzacyjny, a w szczególności rodzinne mikroprzedsiębiorstwa i małe przedsiębiorstwa dominujące w Europie Południowej, stanowi kolejną branżę zdominowaną przez firmy rodzinne i wymagającą zdaniem EKES wsparcia – głównie po wyniszczeniach będących skutkiem ostatniego kryzysu . Podobnie EKES zareagował w sprawie dwukołowych pojazdów silnikowych . Zdaniem EKES-u przemysł motoryzacyjny wymaga wsparcia finansowego z powodu drastycznego załamania popytu po kryzysie z lat 2008-2009. Ostatni kryzys dotknął wiele więcej branż niż wymienione wcześniej rybołówstwo czy przemysł motoryzacyjny i EKES w miarę swoich możliwości stara się wspomagać również te branże. W wielu tych branżach działają mniejsze, rodzinne przedsiębiorstwa, które znacznie ucierpiały w wyniku kryzysu. Z racji tego, że firmy rodzinne wykazują inną specyfikę funkcjonowania niż firmy nierodzinne, EKES podjął decyzję o przygotowaniu opinii w całości poświęconej tym właśnie firmom.

Projekt opinii EKES w sprawie przedsiębiorstw rodzinnych
Artykuł 29 ust. 2 regulaminu wewnętrznego EKES stanowi, że „Komitet jest zwoływany przez Przewodniczącego na wniosek Prezydium i za zgodą większości członków w celu wydania z własnej inicjatywy opinii we wszystkich sprawach dotyczących Unii Europejskiej, dziedzin jej polityki i możliwości ich rozwoju” . Dostrzegając specyficzne potrzeby środowiska firm rodzinnych z państw członkowskich oraz niewielkie dotychczasowe działania instytucji unijnych na rzecz tych firm, Jacek Krawczyk (przewodniczy Grupy Pracodawców w EKES) oraz Jan Klimek (członek i sprawozdawca tej grupy) zainicjowali 22 stycznia 2015 r. prace zmierzające do sporządzenia opinii w sprawie przedsiębiorstw rodzinnych w Europie jako źródła ponownego wzrostu gospodarczego i lepszych miejsc pracy. Mając na uwadze ważną rolę EKES w oddolnym animowaniu środowisk, podjęto decyzję o przeprowadzeniu konsultacji społecznych. Konsultacje takie zostały zorganizowane 5 marca 2015 r. przez J. Klimka w Szkole Głównej Handlowej, z udziałem J. Krawczyka, który zachęcał zebranych do wyrażania opinii nt. warunków funkcjonowania firm rodzinnych. Udział w spotkaniu dwóch przedstawicieli EKES świadczy o wadze, jaką przywiązuje się do tej opinii. Nie można jednak pominąć ważnej roli, jaką odegrali przedstawiciele środowiska reprezentującego firmy rodzinne. To właśnie ich głosy oraz sugestie znalazły odzwierciedlenie w opinii. W spotkaniu tym uczestniczyli przedstawiciele m.in.: stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych, Instytutu Biznesu Rodzinnego, Konfederacji Lewiatan, Polskiego Instytutu Dyrektorów, Związku Rzemiosła Polskiego, Mazowieckiej Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości, Stowarzyszenia Naukowo-Technicznego Inżynierów i Techników Przemysłu Spożywczego, Kongregacji Przemysłowo-Handlowej, PwC oraz przedstawiciele wielu firm rodzinnych, świata nauki oraz banków. Na podstawie wypowiedzi uczestników spotkania oraz dodatkowo nadesłanych uwag i sugestii sporządzono wstępną opinię, którą 30 kwietnia 2015 r. poddano pod dyskusję w Brukseli. Projekt opinii konsultowany był również przez członków grupy INT (Sekcji Jednolitego Rynku, Produkcji i Konsumpcji) podczas kolejnego spotkania konsultacyjnego w Brukseli. Uwagi oraz sugestie z tego spotkania posłużyły jako podstawa do zaproponowania przez EKES ostatecznych działań wspierających firmy rodzinne w państwach członkowskich :
• wprowadzenie kategorii firmy rodzinnej do statystyki europejskiej (Eurostat) oraz efektywne zbieranie informacji o firmach rodzinnych przez krajowe urzędy statystyczne;
• usprawnienie regulacji prawnych w zakresie transferu międzypokoleniowego firm rodzinnych, szczególnie w kontekście podatkowym, w celu ograniczenia narażania tych firm na kłopoty z płynnością finansową;
• promowanie rodzinnego klimatu organizacyjnego, którego cechą jest długoterminowe zatrudnianie;
• promowanie innowacyjności wśród firm rodzinnych, m.in. poprzez innowacyjne zamówienia publiczne;
• rozwijanie edukacji oraz promowanie badań w zakresie przedsiębiorczości rodzinnej;
• wspieranie rodzinnych gospodarstw rolnych oraz odbudowę przedsiębiorczości spółdzielczej, w szczególności zrzeszającej rodzinne podmioty;
• wprowadzenie ulg od reinwestowanych zysków oraz zasilanie firm rodzinnych kapitałem bez przyznawania mu prawa w głosowaniu;
• aktywną współpracę na szczeblu unijnym z organizacjami reprezentującymi firmy rodzinne, np. w ramach stałej grupy eksperckiej.
W dniu 14 lipca 2015 r. projekt opinii został poddany pod głosowanie w sekcji Jednolitego Rynku, Produkcji i Konsumpcji. Dokument został przyjęty bez zastrzeżeń, z sugestiami kontynuowania prac na rzecz wspierania firm rodzinnych oraz ich otoczenia społeczno-gospodarczego. Świadczyć to może o dużej potrzebie wsparcia środowiska firm rodzinnych przez instytucje unijne.

Uwagi końcowe
Wybitny ekonomista John Maynard Keynes rzekł kiedyś, że „w długim okresie wszyscy będziemy martwi”, co urosło do miana jednego z jego najsławniejszych cytatów. Można tę wypowiedź odebrać jako sugestię, że nie zależało mu na losie przyszłych pokoleń, zważywszy na fakt, że był bezdzietny. W rzeczywistości było wręcz przeciwnie – starał się raczej pokazać w ten sposób, że rządy nie powinny ograniczać się do przygotowywania i realizowania założeń tylko na jedną kadencję wyborczą. Dał temu ewidentny wyraz w eseju, w którym próbował odpowiedzieć na zadane sobie pytanie: Jakie są możliwości ekonomiczne dla naszych wnuków? Jest to takie samo pytanie, jakie nieustannie zadają sobie rodziny, które prowadzą firmy. Prowadzą je nie dla własnego zbytku, ale z myślą o dzieciach, wnukach – w ogóle o przyszłych pokoleniach. Zastanawiają się, w jakim stanie będą przejmować firmę ich dzieci czy wnuki oraz jakie wówczas będą istniały możliwości gospodarcze, żeby te firmy dalej rozwijać. Opracowując opinię w sprawie przedsiębiorstw rodzinnych Europejski Komitet Społeczno-Ekonomiczny pokazuje, że chce pomóc właścicielom firm rodzinnych, aby ich wnukom czy też wnuczkom było łatwiej i miały większe możliwości prowadzenia biznesu.

*Dr Jacek Lipiec, Szkoła Główna Handlowa

*Prof. dr hab. Jan Klimek, Szkoła Główna Handlowa

 


 

Prof. dr hab. Jan Klimek
Szkoła Główna Handlowa w Warszawie
LIDER, PRZYWÓDCA I STRATEG W PRZEDSIĘBIORSTWIE RODZINNYM

Na funkcjonowanie współczesnych przedsiębiorstw wpływa wiele czynników z otoczenia zewnętrznego i wewnętrznego, a ich liczba ciągle wzrasta. Wyznaczają one stosunkowo szeroki obszar potencjalnych źródeł przewag konkurencyjnych oraz stymulatorów rozwoju biznesu. Znaczna ich część wynika z procesów globalizacyjnych, które są główną przyczyną zmiany parametrów otoczenia współczesnych organizacji . Staje się ono bowiem coraz bardziej rozmazane i nieokreślone.
We współczesnych realiach ważną rolę w zarządzaniu przedsiębiorstwem i osiąganiu wyznaczonych przez nie celów odgrywa jeden z elementów otoczenia wewnętrznego, tj. czynnik ludzki. Określone działania ludzi, a także umiejętne wykorzystywanie i tworzenie przez nich wiedzy, ma niebagatelny wpływ na rozwój firmy .
W mikro i małych podmiotach rodzinnych przedsiębiorca na ogół pełni trzy funkcje. Jest współwłaścicielem majątku firmy, menedżerem odpowiedzialnym za sferę zarządzania strategicznego, a przy tym jeszcze reprezentantem praw i interesów rodziny, do której należy firma. Oznacza to, że musi powiązać proces planowania rozwoju firmy z procesem zaspokajania potrzeb i ambicji członków rodziny. Trzeba przyznać, że jest to nie lada wyzwanie. Mogą mu sprostać wyjątkowe osoby, charakteryzujące się odpowiednimi uzdolnieniami. Niektórzy dodają, że bardzo ważne jest także szczęście.
Dobrze, gdy przedsiębiorca posiada menedżerskie czy ekonomiczne wykształcenie, zwłaszcza systematycznie uzupełniane poprzez studia podyplomowe i kursy. Do takie wniosku prowadzi analiza biogramów stanowiących uzupełnienie rankingu najbogatszych Polaków. Od wielu lat zestawienia takie publikuje tygodnik „Wprost”, a od kilku lat także magazyn „Forbes”. Listy ogłoszone w roku 2014 otwierał Jan Kulczyk, twórca i współwłaściciel holdingu Kulczyk, a obecnie międzynarodowej grupy inwestycyjnej Kulczyk Investments. Urodzony w 1950 roku Jan Kulczyk najpierw ukończył studia prawnicze, a następnie – w roku 1975, czyli mając 25 lat – obronił doktorat z ekonomii.
Wykształcenie ekonomiczne lub specjalistyczne (farmaceutyczne – tak, jak w przypadku założycielki Laboratorium Kosmetycznego dr Irena Eris, czy chemiczne – tak, jak w przypadku założyciela firmy kosmetycznej Inglot) jest ważne, ale nie można uznać go za warunek konieczny dla zapewnienia sprawnego funkcjonowania biznesu rodzinnego w dłuższym horyzoncie czasowym. Często źródłem wiedzy niezbędnej do osiągniecia sukcesu są: samokształcenie poprzez lekturę publikacji specjalistycznych i branżowych, staże zagraniczne i praca poza granicami kraju, członkostwo w stowarzyszeniach i organizacjach społecznych, udział w konferencjach, podróże zagraniczne, życiowa zaradność, pasja i – co tu dużo mówić – talent podbudowany predyspozycją do wypełniania roli lidera, „przywódcy stada”. Potwierdzają to – mające swój początek w rodzinnej firmie – kariery takich osobowości światowego biznesu, jak Thomas Edison, Levy Strauss czy Bill Gates.
Wśród przymiotów przedsiębiorcy z firmy rodzinnej znajduje się charyzma. Jest to cecha wyróżniająca przywódcę, czyli osobę, która potrafi skupiać wokół siebie ludzi i potrafi sprawić, że ci ludzie chcą się od niej uczyć, chcą z nią przebywać, chcą osiągać nakreślone przez nią cele i są skłonni do poświęceń. Na charyzmę składają się: odwaga i łatwość podejmowania decyzji za kilka osób, chęć podejmowania nowych wyzwań, łatwość nawiązywania kontaktu i bardzo dobre relacje z ludźmi, entuzjazm i energia do życia, orientacja na cel, empatia i wrażliwość.
Interesujący „dekalog” odnoszący się osoby pozytywnie charyzmatycznego przywódcy, wyraźnie adresowany do grupy osób kierujących przedsięwzięciami biznesowymi, publikuje między innymi znana międzynarodowa firma OISE utworzona przez Oxford Intennsive School of English, specjalizująca się w organizacji kształcenia językowego oraz wyspecjalizowanych kursów dla menedżerów i specjalistów. Dekalog ten koncentruje się na zaleceniach bardzo praktycznych, poprzedzonych wstępem, w którym podkreśla się, że dobry przywódca jest zarówno dobrym naśladowcą, jak i twórczą osobowością. By być skutecznym przywódcą, trzeba rozwinąć różne cechy, które sprawią, że inni będą go postrzegać jako kogoś ważnego i godnego podziwu.
Autorzy wspomnianego „dekalogu” wymieniają następujące, szczególnie ważne cechy charyzmatycznego przywódcy:
• PROSTOTA – charyzmatyczny przywódca jest skromny i właśnie to, go wyróżnia. To jest idealny sposób, aby przyciągać innych, a nie onieśmielać ich.
• PEWNOŚĆ SIEBIE – jest to cecha oznaczająca silną wiarę w słuszność własnych decyzji oraz podejmowanych działań Mimo, iż charyzmatyczny przywódca wspiera innych i uczestniczy w ich działaniach, to pozostaje wierny własnej inicjatywie.
• RYZYKANT – nie boi się podjąć ryzyka i wręcz uwielbia sytuacje, z którymi wiąże się spore ryzyko.
• KREATYWNOŚĆ – czyli zdolność do myślenia i działania na przekór schematom, a także dążenie do odkrywania i wprowadzania nowych rozwiązań.
• POKORA – charyzmatyczny przywódca nie przechwala się własnymi osiągnięciami i nie buduje dystansu w relacjach z innymi ludźmi, potrafi przyznać się do własnych błędów.
• DOJRZAŁOŚĆ – utożsamiana z doświadczeniem i życiową mądrością oraz świadomością, że bycie liderem zobowiązuje do określonych zachowań względem otaczających go ludzi.
• „HOJNOŚĆ – charyzmatyczny przywódca jest przewodnikiem, wspiera i uczy innych, chętnie dzieli się swoją wiedzą z innymi.
• UCZCIWOŚĆ – przywódca charyzmatyczny jest sprawiedliwy, wywiązuje się z danego słowa, szanuje innych i przestrzega zasad społecznych.
• PASJA – charyzmatycznego przywódcę charakteryzuje zamiłowanie do tego, co robi. Zarządzanie firmą stanowi jego hobby. Sam dąży do sukcesu ale także potrafi prowadzić innych do sukcesu.
• OTWARTOŚĆ – charyzmatyczny przywódca wyróżnia się ze względu na umiejętności komunikacyjne, dzięki którym może wpływać na poglądy innych. Posiada też szczególne umiejętności w zakresie motywowania innych” .
Należy podkreślić, że pozycja charyzmatycznego przywódcy nie jest dana na wieki. Zaniedbując sferę własnego doskonalenia oraz budowania relacji z otoczeniem, może on ją utracić. Dlatego ważne jest, by swoje postępowanie, postawę, zachowania i umiejętności poddawać systematycznej, a przynajmniej okresowej, maksymalnie zobiektywizowanej ocenie ze strony tych, wśród których ów przywódca działa i dla których jest autorytetem – tzn. głównie pracowników firmy i członków rodziny. Jest to istotne, bowiem pewne sygnały ostrzegawcze docierające z zewnątrz, mogą pomóc w zapobieganiu kryzysom w przedsiębiorstwie.

Niektórzy sądzą, że chęć do pracy, nieco cięższej i trochę dłuższej, wydaje się być cechą większości ludzi sukcesu, nawet w przypadku, gdy już osiągnęli to, co zamierzali – szukają możliwości lepszego działania lub nowych przedsięwzięć. Nieodosobnione są głosy, że dość istotnym wyróżnikiem jest stosunkowo wysoki stopień pewności siebie, co znajduje wyraz np. w tym, że dana osoba zatrudnia ekspertów z zewnątrz bez odczuwania zagrożenia własnej pozycji. To także chęć podejmowania racjonalnego ryzyka. Elastyczność obserwowana u przedsiębiorców, którzy odnieśli sukces, jest zdolnością do narzucania sobie różnych ról podczas przystosowywania się do zmieniających się celów, technologii i konkurencji, zmiany obranej drogi, rozszerzenia zakresu koncepcji lub zawężenia pola działania.
Istotne znaczenie ma także przedsiębiorczość, kojarzona z umiejętnością identyfikacji i zaspokajania potrzeb potrzeb rynku. Przedsiębiorcy, którzy odnieśli sukces, uważają problemy za możliwości, gdyż są one przejawem niezaspokojonych potrzeb. Z kolei umiejętność szybkiego rozwiązywanie zadań jest cechą uwidaczniająca się w zdolności uczenia się na zasadzie prób i błędów. Ludzie sukcesu wykorzystują bowiem problemy, by nakreślić drogę prowadzącą do powodzenia – każdy rozwiązany problem jest dla nich kolejnym krokiem naprzód .
Entuzjazm to cecha, która ukierunkowuje myślenie przedsiębiorców na osiąganie celów, chroni przed negatywnym myśleniem, ospałością i utratą koncentracji, nawet gdy wszystkie siły wydają się popychać w innym kierunku. Pozwala ona na utrzymanie pewności siebie, pobudzenie twórczości i zwiększenie zdolności do wytężonej pracy. Z kolei pragnienie osiągania zysków nie zawsze jest uważane przez przedsiębiorców rodzinnych za główny miernik sukcesów i porażek podjętych przez nich działań gospodarczych. To możliwość uzyskania niezależności finansowej i jednocześnie zapewnienie bezpieczeństwa rodzinie są najistotniejszymi przesłankami podejmowania aktywności biznesowej, a przy tym głównym przejawem sukcesu.
Przedsiębiorstwo rodzinne stanowi podstawową część majątku rodzinnego. Członkowie rodziny – choć nie wszyscy – sprawują w niej zarząd bezpośrednio lub pośrednio. Choć firma taka powstaje z kapitału własnego lub pożyczonego od osób bliskich, rodzina nie jest typowym inwestorem. W większości przypadków – choć zdarzają się odstępstwa – właściciele nie wprowadzają swych firm (ani nie mają zamiaru wprowadzać) do obrotu publicznego.
Charakteryzują się zazwyczaj ostrożnością w podejmowaniu strategicznych, nieodwracalnych decyzji, niechętnie podejmują ryzyko, co – nawiasem mówiąc – bywa często obciążeniem a nie zaletą. Ich ostrożność wynika stąd, że właściciele firm rodzinnych upadek należącego do nich przedsiębiorstwa uważają zazwyczaj – i nie bez przyczyny – za groźbę utraty dorobku życia. Stąd bierze się też tendencja, znacznie wyraźniejsza niż w przypadku akcjonariuszy spółek akcyjnych, do bardziej drobiazgowego, niemal codziennego kontrolowania stanu biznesu, śledzenia każdego szczegółu. W firmach rodzinnych widoczne jest też silne przywiązanie do tradycji i mocna zazwyczaj identyfikacja ze społecznością lokalną, z której wywodzą się właściciele, a także rozwinięte poczucie lojalności wobec niej oraz postrzeganie reputacji firmy jako cechy budowanej na bazie reputacji rodziny.
Firmy rodzinne są zdolne do podejmowania szybkich decyzji, są bardziej elastyczne niż pozostałe firmy, łatwiej przystosowują się do nowych, zmieniających się potrzeb. Dzięki stałemu i bliskiemu wzajemnemu oddziaływaniu członków kierownictwa, komunikacja w takich firmach jest dużo szybsza. Poza tym, członkowie rodziny zaangażowani w biznes rodzinny mają zazwyczaj głębokie poczucie odpowiedzialności za innych, są lojalni, silnie zmotywowani motywacji do pracy i mocno zaangażowani w pracę (często pracują ponad normę). James Lea, profesor University of North Carolina – nieco z przymrużeniem oka, ale jednocześnie z dużą dozą szacunku dla opisywanej rzeczywistości – wymienia sześć cech pozytywnie wyróżniających biznes rodzinny. W tej grupie, poza wskazaną wcześniej elastycznością, znajdują się: mix wzajemnego podziwu i pasji, podzielonych celów i uzupełniających się umiejętności. Jako swoiste rekomendacje dotyczące osiągania sukcesu przez firmę rodzinną, James ‘a Lea sekrety powodzenia w rodzinnym biznesie:
a) nie musisz kochać każdego, z kim robisz biznes i nie musisz robić biznesu z każdym, kogo kochasz. Możesz i powinieneś kochać syna jako swego syna, ale musisz umieć go skarcić a nawet odsunąć od stanowiska, gdy zawiedzie twoje oczekiwania jako na przykład menadżer sprzedaży. Miej zawsze pod ręką dwa kapelusze i używaj je stosownie do czasu i okoliczności;
b) nie stosuj praktyk biznesowych kłócących się z podstawowymi wartościami rodzinnymi. Związek między podstawowymi zasadami, jakimi kierujesz się w życiu rodzinnym i sposobem prowadzenia biznesu – to kluczowy składnik sukcesu;
c) zarezerwuj dla siebie i innych trochę czasu wolnego. Biznes tworzy presję, by przebywać stale z tymi samymi ludźmi, w tym samym otoczeniu, ale przecież nawet rodzice i dzieci, bracia i siostry, pracując razem, w pewnym momencie odczuwają zmęczenie stałym przebywaniem obok siebie. Firmy rodzinne odnoszące sukcesy dostrzegają w tym element ryzyka, od którego starają się wyzwolić na przykład poprzez taki grafik zajęć w ciągu dnia, by unikać nieustannego przebywania obok siebie. W niektórych rodzinach prowadzących z sukcesem biznes nawet wakacje spędza się osobno, by od siebie odpocząć.
c) Bądź dumny ze swojej firmy oraz ze swojej rodziny. Spowoduj, by świat o tym wiedział, gdyż twoja duma z firmy i rodziny angażującej się w działalność firmy przekłada się na dobre zarządzanie i sprawny marketing. Członkowie odnoszących sukcesy biznesów rodzinnych są zauważani przez otoczenie i czerpią z tego satysfakcję. Świadomość uznania ze strony otoczenia dodają im sił i zapału do dalszego rozwijania przedsiębiorstwa powołanego przez nich do życia przedsięwzięcia, którego przyszłość jest zarazem przyszłością kolejnych pokoleń, przejmujących za nie odpowiedzialność.
d) w firmie rodzinnej bardzo łatwo o konflikt wewnętrzny, często bowiem spory rodzinne przenoszą się na atmosferę w przedsiębiorstwie. Problemem jest też to, że często kilka osób z rodziny czuje się władnymi do podejmowania decyzji i, jak się okazuje, nierzadko są one ze sobą sprzeczne. W firmach rodzinnych zdarza się również brak zdecydowanego lidera. W efekcie, na przykład w przypadku sukcesji, młode pokolenie już czuje się władne podejmowania decyzji, a starsze jeszcze nie chce do tego dopuścić.

 

 


Koniecznie zreformujmy polską edukację

Autor: Mirosław Krajewski

   Edukacja (hebr. jāsar – wychowywać, kształcić, karcić; łac. educatio – wychowanie, wykształcenie; educator – wychowawca; educare – edukować, wychowywać, kształcić; e – wy, ducere – wodzić, prowadzić, dux, ducis – wódz przywódca), podstawowa kategoria pedagogiczna oznaczająca w odniesieniu do ludzi ogół procesów wychowawczych i zadań obejmujących zarówno wychowanie jak i kształcenie, bowiem w stosunku do zwierząt oznaczać będzie hodowlę, hodowanie, zaś w stosunku do rzeczy – ukończenie lub ostateczne ukształtowanie.
W pierwszym znaczeniu jest to ogół planowych i świadomych działań za pomocą zracjonalizowanych metod, prowadzących do ukształtowania osobowości i wyposażenia w określony zasób wiedzy oraz umiejętności jednostki, bądź zespół ludzki. Edukacja jest czynnikiem kształtowania osobowości człowieka i warunkiem jego rozwoju sensu largo. Ważną rolę w edukacji odgrywa edukacja ustawiczna, zwana także permanentną, (przy czym łac. wyrażenie educatio tłumaczy tylko jako wychowanie): za M. Krajewski, Leksykon dziejów edukacji. z przewodnikiem bibliograficznym, Ludzie-instytucje-koncepcje, Płock 2010, s. 83).
Konieczną reformę edukacji zacznijmy od przywrócenia edukacji obowiązkowej od siódmego roku życia, przy czym jednocześnie dajmy pełne prawo rodzicom, (których dzieci osiągną uzyskanie nie tak dawno powszechnie rozumianej i przestrzeganej tzw. dojrzałość szkolna), posyłanie swoich pociech do pierwszej klasy szkoły podstawowej już od szóstego roku życia. To jest warunek sine qua non podmiotowości systemu, gdzie nie urzędnik i nauczyciel ma być głównym podmiotem, ale dziecko i rodzice. Po 16 latach funkcjonowania rozbitego systemu szkolnictwa obligatoryjnego i nieudanej reformy z 1999 r. poprzez wydarcie ze szkoły podstawowej dwóch klas i jednej klasy z liceum i przez to utworzenie zupełnie niesprawdzonego w polskich realiach gimnazjum, które okazało się ani wyższym poziomem szkoły podstawowej, ani też pierwszym etapem szkoły średniej, zaniżając poziom edukacji sensu largo, czas najwyższy zlikwidować ten sztuczny twór, przypominający w istocie (6 laty szkoły podstawowej, 3 lata gimnazjum i 1 rok szkoły średniej, zamykający kształcenie w gimnazjum), do złudzenia na szczęście nie wprowadzoną w latach 70. ubiegłego wieku (notabene na wzór sowiecki) tzw. dziesięciolatkę. Pytanie: dlaczego właśnie trzeba zlikwidować gimnazja? Odpowiedzi może być wiele, ale najbardziej merytoryczna jest ta, że owe gimnazja przez 16 lat istnienia nie poradziły sobie z nauczaniem dzieci (młodzieży) w jej najtrudniejszym okresie rozwoju psychofizycznego, tj. 13-16 lat.
Nadto podstawa programowa na tym poziomie nauczania pozbawiona była logiki, nie zmierzała bowiem do kształtowania samodzielnego myślenia oraz umiejętności zdobywania użytecznej w życiu wiedzy.
Fatalnie rozumiany encyklopedyzm przyniósł wyjątkowo złe rezultaty. Po obowiązkowym, ale faktycznym, a nie iluzorycznym przygotowaniu przedszkolnym, prowadzonym przez przedszkola, należy wrócić do 8-letniej szkoły podstawowej, której nazwę przy sposobności można zmienić, na wzór II RP, na szkołę powszechną. „Powszechność” ma być rozumiana, ale przede wszystkim wypełniona organizacyjnie i programowo, jako powszechne pod względem ogólnym, językowym i obywatelskim (!) przygotowanie do nauki w szkole średniej. Ta ostatnia powinna być przede wszystkim szkołą ogólnokształcącą i to w pełnym tego słowa znaczeniu, tak, aby absolwent profilu humanistycznego nie miał trudności ze zdaniem matematyki na maturze, a ten z profilu matematyczno-fizycznego wiedział wszystko, albo prawie wszystko, o głównych nurtach literatury polskiej i historii Polski oraz podstawach historii powszechnej.
W każdej klasie szkoły podstawowej, poczynając od klasy piątej aż do klasy maturalnej włącznie, należy zapewnić w siatkach nauczania po dwie godziny w tygodniu nauczania historii Polski i powszechnej, poprzedzając jedną godziną wprowadzającą w już klasie czwartej szkoły podstawowej. Zmniejszenie liczby godzin nauczania historii w ostatnich latach było działaniem na szkodę narodu i państwa. Na zakończenie liceum ogólnokształcącego należy przywrócić dawne rozumienie egzaminu dojrzałości, czyli tzw. matury (od łac. maturus – dojrzały). Proszę zobaczyć, a jest to bardzo dobrze zauważalne i widoczne przez wszystkich, jaka jest różnica miedzy „szóstoklasistą” a „pierwszoklasistą” z gimnazjum. Ten pierwszy (w przestrzeni publicznej) to oczywiście jeszcze dziecko, a drugi – to najczęściej „osoba wielce dorosła” i „do końca dojrzała”, bo jest w gimnazjum i „nikt jej nie podskoczy”. Tylko likwidacja gimnazjów zmniejszy to irracjonalne myślenie młodzieży (także pewnej części rodziców), za którym pojawiają się niemierzalne nawet problemy wychowawcze.
Każda reforma, a reforma edukacji w szczególności, to przede wszystkim „koszty ludzkie”. W pierwszym rzędzie należy zadbać o to, aby nie odczuły jej dzieci i młodzież. W tym celu należy stworzyć mechanizmy zachęcające do uczestniczenia ich w tych przemianach. Najgorzej, gdyby się okazało, że to dzieci i młodzież nie akceptują zmian strukturalnych. Kwestia druga – to nauczyciele. Powrót do 8-letniej szkoły podstawowej i 4-letniego liceum nie może odbyć się kosztem zwalniania nauczycieli. Powinni to w pierwszym rzędzie usłyszeć ci, którzy już dziś głoszą wieść o zagrożeniu usunięcia w tym procesie z zawodu nawet 100 tys. nauczycieli. Jak zwykle mainstream wytoczy każde działo, nawet bez przysłowiowego prochu, aby rozpocząć nową wojenkę pomiędzy niereformowalnym ZNP a projektodawcami koniecznych zmian.
Na marginesie: proces zmian nie może spowodować nadmiaru kadry nauczycielskiej, bowiem, część nauczycieli z gimnazjów przejdzie do „podstawówek”, inna część – do liceów. Wreszcie po trzecie – przeprowadzenia reformy w sensie jej realizacji nie można pozostawić wyłącznie tzw. organom prowadzącym. Muszą włączyć się w ten proces odnowione kuratoria, o czym poniżej. Reforma edukacji będzie niosła ze sobą także koszty materialne, ale wobec oczekiwań i potrzeb jej wprowadzenia, w istocie niewielkie, bowiem jest w naszym kraju niezła baza lokalowa i sprzętowa, głównie w tzw. Polsce gminnej. W miastach systematycznie będzie trzeba jej stan jeszcze poprawiać. Wobec blisko 267 mld zł skumulowanego w okresie rządów ustępującej władzy PO-PSL deficytu budżetowego zadania te nie będą łatwe, tym bardziej, że są dziedziny społeczne, które oczekują wydatkowania znacznie większych sum niż reforma oświaty. To, że w powiecie oświata jest zarządzana przez dwa organy prowadzące: gminę i powiat, powoduje, że nie ma jakiejkolwiek synchronizacji organizacyjnej. Jest bowiem często tak, że w szkołach średnich zarządzanych przez powiat jest od wielu lat więcej miejsc, niż absolwentów gimnazjów w gminach i mieście powiatowym.
Są dowody na to, że powiat utrzymuje przez wiele lat szkołę średnią, gdzie dyrektor tworzy sztuczne listy uczniów, po to, aby zachować dla siebie stanowisko i pracę dla zatrudnionych tam nauczycieli.
Polska oświata od 16 listopada 2007 r. była zarządzana najgorzej spośród całego okresu transformacji, a nazwiska ministrów: Katarzyny Hall, Krystyny Szumilas (od 18 listopada 2011 r.) i Joanny Kluzik-Rostkowskiej (od 27 listopada 2013 r.) powinny zostać słusznie zapomniane. Żadna z tych postaci nie rozumiała zadań polskiej szkoły i wszystkie po kolei popełniły błędy, które pogrążały polską edukację w marazmie, nicości i ciągłych, nieprzemyślanych eksperymentach, fali testów, egzaminów, złych podręczników itp. Ucierpieli oczywiście uczniowie, a nauczyciele stracili resztę autorytetu, rodzicom zaś szkoła zobojętniała. Ilekroć minister wystąpi przeciw nauczycielom jako grupie zawodowej, chcąc przez to tanim kosztem przypodobać się nawet nie rodzicom, ale mainstreamowi, tylekroć powinien natychmiast stracić państwową posadę.
Z systemu edukacyjnego trzeba pilnie usunąć wszelkie testy jako sprawdziany wiedzy oraz (nie) umiejętności i zastąpić je różnymi formami wypowiedzi ustnej, pisemnej i premiowania myślenia logicznego. Trzeba ukrócić radosną twórczość biznesmenów podręcznikowych, ćwiczeniowych i testowych. Wreszcie z systemu należy wyrugować wszelkich edukatorów (np. takich jak chociażby z grupy „Ponton”), wolontariuszy, praktykantów i stażystów (zastępujących nauczyciela przedmiotu); to nauczyciele mają uczyć wszystkiego, to szkoła jako placówka ma uczyć i wychowywać, wspierana oczywiście przez instytucje działające na rzecz wychowania i edukacji; najpierw jednak wychowania.
Oczywiście trzeba przywrócić niejako zadekretowany autorytet nauczyciela, który nie może być poniżany przez ministra edukacji, ale także przez organ prowadzący. Szkołę należy oddać faktycznemu zarządzaniu dyrektorowi szkoły, a nie urzędnika z gminy, czy starostwa. Dyrektor ma być na nowo autentycznym kierownikiem tego „specyficznego zakładu pracy”, jakim jest szkoła; specyficznego, bowiem w tej społeczności wszyscy są kierowani przez dyrektora szkoły, od malucha-pierwszoklasisty, poprzez każdego nauczyciela (także nauczyciela-katechety) aż po szatniarkę.
Trzeba zmienić ten fragment ustawy o systemie oświaty, który dotyczy zadań kuratoriów oświaty, a które muszą stać się (nie tylko z nawy) kuratoriami oświaty (sic!) i wychowania. Wychowanie w polskiej szkole przeżywa nie tylko regres, ale istotny upadek, za co odpowiedzialny jest organ nadzoru pedagogicznego; ten zaś ma zostać nadzorem nauczania i wychowania. Tak, poziom wychowania, system wychowania należy monitorować, on także – wbrew pozorom – jest „mierzalny”.
W reformie systemu należy dać dalej szansę rozwoju szkołom niepublicznym, zwanych prywatnymi, jednak te muszą być poddane bardziej ekwiwalentnej kontroli, bowiem jest źle, gdy w takiej szkole uczeń jest „klientem”, a nauczyciel nie ma prawa wymagać, bo ojciec „klienta” płaci i wymaga, utrzymując właściciela szkoły.
W Polsce należy pilnie podjąć dyskusję nad stworzeniem bardzo pożądanego kształcenia pomiędzy liceum a studiami wyższymi. W większości państw europejskich, np. we Francji, przyjęto dodatkowe, bardzo powszechne, ogniwo między maturą a studiami wyższymi, które ma charakter stricte zawodowy. Nie może być tak, jak było przez ostatnie co najmniej 15 lat, że każdy, kto zdaje maturę jest transferowany do szkoły wyższej. W założeniu chodzi o kształcenie zawodowe, nieinżynierskie. Słowem, człowiek ogólnie wyedukowany (w liceum ogólnokształcącym), ma zdobywać dobry, poszukiwany na rynku krajowym zawód, niekoniecznie kończąc studia zawodowe.
Trzeba odejść także od niesprawdzonej formuły bolońskiej z 1999 r. i w związku z tym studia wyższe powinny realizować się w modelu 5-letnich, jednolitych studiów magisterskich, za wyjątkiem szkół, które nie są uprawnione do prowadzenie studiów w takim cyklu. W systemie tym należy dać możliwość zakończenia ich po trzech latach, jednak tylko w sytuacjach, gdy ktoś z różnych powodów nie jest w stanie podołać studiom magisterskim, albo chce się przenieść na inną uczelnię lub inny kierunek studiów, podczas, gdy obecne kształcenie nie zaspokaja jego oczekiwań.
Tak zmoderowany system zyskałby formułę „5 minus dwa”, a nie „trzy plus dwa” jak obecnie. To dopiero byłoby jedną z dróg odbudowania wartości tytułu zawodowego „magistra”, czyli pełnego wykształcenia wyższego, w myśl zasady (notabene sięgającej Średniowiecza – oczywiście w jego wartościach i sukcesach, a nie znaczeniu pejoratywnym), iż „magister” to po prostu mistrz!
Wreszcie czwarty, a nie trzeci szczebel kształcenia, tj. studia doktoranckie. Trzeba na nowo zdefiniować status doktoranta, czyli osoby aspirującej do pracy naukowej. W tej chwili sytuacja jest wyjątkowo ułomna, bowiem mamy odwróconą piramidę: w Polsce jest stosunkowo duża liczba samodzielnych pracowników naukowych, wielu doktorów, a bardzo mało asystentów. W ustawie – prawo o szkolnictwie wyższym trzeba powrócić do statutu „starszego wykładowcy”, bowiem nie jest tak, że lepszym wykładowcą musi być z założenia doktor habilitowany, a nie doktor z porządnym dorobkiem naukowo-dydaktycznym i organizacyjnym.
Edukacji na poziomie wyższym nie poprawi się bez wyraźnego wzrostu płac kadry wykładowej, poczynając od asystenta, na profesorze tytularnym kończąc. Tyle, że podobne odniesienie dotyczy także pierwszego (planowanego) i drugiego szczebla edukacji w sensie ogólnym. Odbudować i zreformować to wszystko będzie niezwykle trudno, ale podjąć to trzeba koniecznie.
Wszystkim, którzy podejmować będą zmiany w polskiej edukacji, dedykuję myśl starożytną wielkiego Owidiusza: Quicquid agis, prudenter agas et respice finem (Cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i patrz do końca)!
 
*prof. Mirosław Krajewski, poseł na Sejm RP IV i V kadencji, b. nauczyciel szkół podstawowych, inspektor oświaty i wychowania, kurator oświaty, rektor szkoły wyższej; nauczyciel akademicki

 

Rzeczypospolita Polska – państwo prawne czy państwo prawa?

Autor: Krzysztof Wiecheć

Do poruszenia tego pryncypialnego tematu zostałem zobligowany wysłuchując niestety po raz kolejny, wypowiedzi jednego z prominentnych polityków, podczas jego wypowiedzi udzielonej mediom, gdzie podkreślając wagę swojej wypowiedzi powoływał się na państwo prawa. Niestety ciągłe lansowanie pewnych niezrozumiałych w pełni treści przez niektórych polityków, nie tylko świadczy o braku posiadania przez nich podstawowej wiedzy konstytucyjnej, ale świadczy o zupełnej nieznajomości
i odpowiedzialności za słowo, co dodatkowo bulwersuje. Zatem nie pozostaje nic innego jak te podstawowe błędy ujawniać, a zbłąkanych naprowadzać na właściwe ścieżki wiedzy na tematy zasadnicze czyli wiedzy konstytucyjnej.
Odpowiedź na postawione w tytule pytanie zawarta jest w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej ustanowionej 2 kwietnia 1997 r. Zatwierdzona została ona ogólnonarodowym referendum 25 maja 1997 r. a weszła w życie 17 października 1997 r. Nasza ustawa zasadnicza powstawała w złożonych uwarunkowaniach społecznych i politycznych związanych z odzyskaniem przez nasz kraj w 1989 r. pełnej suwerenności po rewolucji solidarnościowej i konsekwencji ustaleń okrągłego stołu. Jak trudno i ciężko było ją przeprowadzić można zauważyć patrząc na przyjęte zapisy w Konstytucji. Ustawa składa się z preambuły, zawiera 243 artykuły, które uporządkowano w 13 rozdziałach.
Konstytucja określa najważniejsze wartości, które wprowadzane w życie decydują o właściwym funkcjonowaniu bytu państwowego jakim jest Rzeczypospolita Polska (RP).
Uwagę zwraca preambuła, opisana w dwóch zdaniach, z których zwłaszcza pierwsze niezwykle złożone i rozwinięte zasługuje na wyjątkowość. Uważne jej przeczytanie wyjaśnia jakie wyzwania były pokonywane przez Komisję Konstytucyjną Zgromadzenia Narodowego przy jej tworzeniu. Praktycznie zapisy preambuły, za którymi stał jej ojciec chrzestny, pierwszy Premier III RP Tadeusz Mazowiecki, pozwoliły zażegnać impas przy tworzeniu ustawy zasadniczej. Stanowi przykład szczególnego kompromisu sił politycznych działających w tamtych latach.
W tym miejscu chciałem zwrócić uwagę, na pewny brak konsekwencji przedłożonych w niej zapisów. Otóż zawarta w preambule zasada pomocniczości umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot nie została w artykułach ustawy zasadniczej nigdzie później rozwinięta.
A zatem, zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolita Polska jest republiką parlamentarną i realizuje zasady suwerenności narodu, niepodległości państwa, demokratycznego państwa prawnego, społeczeństwa obywatelskiego, trójpodziału władzy, pluralizmu, legalizmu, społecznej gospodarki rynkowej oraz przyrodzonej godności człowieka. Rzeczypospolita Polska określona jest także jako państwo unitarne.
Osobiście miałem to szczególne szczęście, że mogłem uczestniczyć , jako poseł na Sejm II kadencji, w pracach przy tworzeniu ustawy zasadniczej. Będąc członkiem Komisji Samorządu Terytorialnego szczególnie zależało mi na ujęciu w Konstytucji zapisów dotyczących osobowości prawnej samorządu terytorialnego i gwarancji jego finansowania wobec postawionych samorządom zadań, oraz kontroli państwowej i ochrony prawa. Zostały one ujęte odpowiednio w rozdziałach VII i IX ustawy zasadniczej.
Uważałem ponadto, iż należy uznając rolę i powierzone zadania Państwowej Komisji Wyborczej, uwzględnić ją i ująć ją odpowiednimi zapisami w Konstytucji. Przyznaję, że w debacie nie przekonałem skutecznie większości i ta propozycja niestety przepadła.
A wracając do odpowiedzi na postawione w tytule zapytanie to art. 2 naszej Konstytucji ściśle na nie odpowiada.
Rzeczypospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.
Zatem jest to nie tylko zapis, ale konstytucyjny nakaz właściwego traktowania Rzeczypospolitej Polskiej jako Państwa, z czym wiąże się obowiązek wszystkich , zarówno władz jak i obywateli. A nie poinformowanych bądź nie oznajmionych w tym zakresie należy uświadamiać i nauczać.
Wysłuchując wypowiedzi, zwłaszcza polityków, w tej sprawie od razu możemy się wszyscy zorientować czy mówi na temat i do rzeczy.

*Krzysztof Wiecheć, poseł na Sejm II kadencji

 


 

Uprawnienia byłych parlamentarzystów w różnych krajach

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>